To jest nudne, dlatego nie mogę żyć normalnie. Co atrakcyjnego jest w nauce, pracy, rodzinie, żonie - czy tam mężu, starości i śmierci. Wszystko co materialne jest nic nie warte, a cały ten świat nastawiony jest na konsumpcjonizm. To takie smutne. Nawet jemy po to by zaspokoić zmysł smaku, a nie dlatego ,że musimy jeść. Uzależnienie, teza mająca na celu udowodnić ,że zaspokajanie zmysłowych potrzeb jest najważniejsze w życiu na tym świecie. Naprawdę jedyne czego chcesz, to dobrze płatna praca, i mieszkanko gdzieś na 7 piętrze w Warszawie czy Berlinie? Wiem, że o to też trzeba się starać jak o wszystko, ale czy warto? Egoisto... Cokolwiek byś nie robił robisz to dla siebie, jesteś dobrym człowiekiem? Mówisz - chcę ułożyć sobie tylko życie, i być szczęśliwym... A ludzie w okół Ciebie? "Jak coś osiągnę - pomogę bliskim" Dlaczego tylko bliskim?! Dlaczego nie chcesz pomóc wszystkim? I proszę bez takich jak : "nie da się pomóc wszystkim". DA SIĘ! Bo nie dla wszystkich szczęście to to samo. Skąd ja biorę taką siłę do promowania takich treści? I to jeszcze dla takiej małej garstki ludzi która to czyta, a nawet nie przywiązuje do tego wagi.
Postanowiłem dołączyć do Partii politycznej - oczywiście Rucha Palikota, na dzień dzisiejszy za autorytet uważam tylko Pana Janusza, i Kubę Wojewódzkiego - mimo diametralnie innego podejścia do wszystkiego.
Mam wyryty lej w mózgoczaszce, od skroni do skroni, jestem tak zrysowany na tle emocjonalnym, że ja pierdolę. I najgorsze jest to ,że nie umiem cofać czasu. Gdybym mógł i tak pewnie by się nic nie zmieniło, ale mógłbym spędzić te ostatnie dni inaczej. A może i ostatnie trzy miesiące... Codziennie przechodzi mi przez głowę myśl, by po prostu pójść do domofonu tej środkowej klatki, tego pomarańczowego wieżowca wystukać dwie jedynki, i zapytać czy możemy pogadać. I co wam powiem z tej okazji? Boję się, że po takim niby nic nie znaczącym wydarzeniu, nie ważne czy do jakiegokolwiek kontaktu by doszło czy nie, stoczył bym się na tyle ,że nawet szpital psychiatryczny by mi nie pomógł. Mam serducho przepchane sentymentami, i nienawiścią do samego siebie. Ale chyba to tak zostawię, i tak spotkamy się kiedyś na szczycie....
A teraz pytanie do was :
Jaki wpływ miało by połączenie wszystkich krajów świata w jedną wspólnotę, z jednym rządem? I prawem jak w USA (w różnych częściach różne prawo)??
Może ktoś będzie na tyle miły ,że zaszczyci mnie komentarzem ;o