Chaos, brak mi charyzmy, brak mi siebie. Jestem tym wszystkim na zewnątrz, a pustką w środku.
Posypka z wiórków kokosowych na kulistym wafelku, bez zwięczenia w postaci migdałowego serca w aksamitnym kremie...
Muszę uciekać, ale nie mogę, chciałbym ale nie chcę. Wszyscy za bardzo przyzwyczaili się do tego kim nie jestem. Nie mogę od tak wycenić swojego czasu, by sam z sobą móc go spędzić. Bo oni... bo co mnie obchodzą oni... Obchodzą... właśnie tu jest mój problem. JA jest sumą J i A (Ja + Amanda)
My, pasuje ale to już ja. Lubię być sam. Kiedy bycie samemu to bycie z nią. Problem pojawia się gdy jestem z kimś. Osacza mnie, tracę siebie, gubię sie w labiryncie oczekiwań, ocen, i całkowitym zagmatwaniu tego co kto sobie pomyśli jesli powiem mu by po prostu sobie poszedł do domu.
Ach JA, wiele nam jeszcze do boga, cóż za trwoga. Nara spierdalam stąd bo bezsensem jest to co tutaj biadolę znów. Ładna piosenka, ocenię ją za ładną, by nikt nie myślał ,że serio nic mi sie nie podoba.