"Why she sad"
Joo, na tym blogu miałem zawsze pisać cokolwiek by się nie zadziało, albo nie zaistniało w mojej głowie.Więc piszę kurfa, jako iż mój umysł ma być otwarty dla każdego kto chce zapuścić się w zakamarki mojego mrocznego labiryntu...
Nie rozumiem jak można kochać kogoś kogo nie zna się od pół roku? To jest niemożliwe. Ani nie podobasz mi się już fizycznie, anie nie uznaję twoich cech za jakieś wyjątkowe, nic mnie w tobie tak nie urzeka jak niegdyś, więc dlaczego jestem pewien ,że co by sie nie działo zrezygnował bym z siebie dla Ciebie?
Jak tak można się komuś śnić i w snach go "męczyć" ? Bo mimo tego jk wiele mi dałaś, to każde wspomnienie o tobie boli, boli - ale inaczej. Czyżby to nie koniec ulepszania mnie? Może mam jeszcze przecierpieć, może życie ma mnie nauczyć jak i co robić w podobnych sytuacjach jakie nam się przytrafiły i doprowadziły, do zniszczenia, tej... niegdyś jedności...
Nie żałuję tego co się stało, bo dzięki temu stanąłem na nogi, żałować mogę jedynie tego, że zanim to wszystko się zaczęło, nie miałem takiego doświadczenia i takich przemyśleń, takiej dojrzałości emocjonalnej jak teraz. Ale muszę się odkochać? Czy mogę to tak zostawić ? No raczej będzie problem związać się z kimkolwiek kiedy w moim serduchu będzie ktoś jeszcze, ktoś mimo wszystko ważniejszy.
Wszem i wobec, muszę Cię odwiedzić. By upewnić mój ułomny umysł, że nie jesteś już osobą którą kocham, że ta osoba umarła. Umarłych łatwiej się kocha.
