-Masz w tym rację, aczkolwiek gdyby ktoś usiłował mnie
zabić, wszedł by do mego pokoju, a ja bezwiednie oczekiwał bym twych słów.
Które niewątpliwie usłyszał bym, jako echo w mojej głowie leżąc w kałuży błękitnej
krwi…
Mężczyzna, a raczej młody chłopak, co można było już
stwierdzić po tym jak odwrócił się teraz do Ateny. Skrzyżował ręce na wysokości
piersi i drgnął, co sugerowało iż poczuł dreszcz.
-Mamy lato, więc nie wyziębienie organizmu spowodowało
dreszcz na twojej skórze, czyżby dopadł cię lęk o Panie?
Młodzieniec, podszedł do stolika który stał nieopodal łóżka, na jasnym drewnianym meblu leżała biała uroczysta szata którą wziął do ręki i okrył plecy, wkładając dłonie do rękawów zaczął mówić.
-Myślę ,że to pewien rodzaj podniecenia, swoistej
ekscytacji, nie lęk matko, znasz mnie jak nikt inny, czy bałem się czegoś
kiedykolwiek?
-Strach pojawia się wtedy gdy nie wiemy czego możemy się spodziewać
Panie, a niewątpliwie nie jesteś w stanie przewidzieć tego co dziś będzie miało
miejsce.
Zapiął guziki, przewiązał w pasie sznur, po czym wrócił do
okna, znów przybierając pozę w jakiej trwał kilka minut wcześniej.
-Wszystko jest już przygotowane, czekamy tylko na twoją
magię.- Atena złączyła przed sobą dłonie.
Zapadła cisza która została jednak zaburzona przez
lakoniczny i pełen beztroskiego wyrazu głos Asuday.
-Uwielbiam do miejsce, park będący centrum zakonu, jak i
samym środkiem całego miasta. Niedługo jesień, i wszystkie te teraz zielone
liście dębów zmienią się w czerwień, a potem w słoto. I złotym dywanem przykryją
połacie kamiennego bruku, i wydeptanych ścieżek. Mam nadzieje ,że zdążę
odwiedzić to miejsce jeszcze nim spadnie pierwszy jesienny deszcz i złoty dywan
przesiąknie wilgocią i brudem.
-Mój Panie…
-Wiem, wiem… Czekałem na ten moment od czterech lat, od
kiedy odkryłem tę dziedzinę nauki teraz jednak nie śpieszno mi do tego…