Taki FIGHT song do kolejnego urywku mojej bajeczki - tym razem mniej humoru ! ale przeżyjecie !
Chłopak przeszedł się kawałek obejrzał obiekt z każdej strony, nie było to nic specjalnego.
-Wiesz co? –zapytał.
Stary wychylił się z rogu szklanej bryły. Po czym z wyczekiwaniem-wyczekiwał kolejnych słów na które miał nadzieję.
-Ja bym to wyjebał…
Wizja kolejnej pandy, tym razem rozpłatanej w pół przez ulti Dariusa, przemknęła przez głowę staruszkowi.
Stary skrzywił się, i zaczął mówić:
-A może by…
-W sumie, możesz sprzedać to jakiemuś kanibalskiemu pandziemu plemieniu, będą na tym układać mięso, by im się nie zepsuło.
-Lodóweczka?
-Coś w tym guście, ale co tam mamrotałeś pod nosem?
Stali tak ze dwa kwadransy, i z założonymi na siebie rękoma mierzyli wzrokiem bryłę, od dołu do góry, wzdłuż , wszerz i po przekątnych. Stali kolejne tysiąc sześćset pięćdziesiąt sekund nie robiąc jednak nic, lecz powietrze stawało się coraz cieplejsze, przez mnogość ruchów neuronowych w ich kopułach mózgowych. Chłopak zaczął:
-Może ten obiekt jest czyjś?
Nastała cisza, świadomość tego odkrywczego przypuszczenia spowiła w totalnym milczeniu całą halę, po której i tak zwykle nie panoszą się żadne fale dźwiękowe.
-Do kogo więc mógłby należeć… -kontynuował
Zorientowawszy się ,że powietrze nagle się ochłodziło, miał już kolejne przypuszczenia, tym razem nie związane z tajemniczym obiektem. Ale kiedy usłyszał przeciągający się dźwięk powietrza przeciskającego się przez napęczniałe błony nosowe był już pewien…
-Cholera, dziadek serio zasnąłeś?! – sapnął.
Ale stary nic. Chłopak, zrobił trzy kroki, i z lekka jednym palcem popchnął dziadunia, w kierunku szklanego bloku, ruszył zarazem w kierunku drzwi hali.
W momencie chwytania za klamkę usłyszał nieco inny dźwięk, swoiste „pssssst”… Odwrócił się z ciekawości, ale nie dziadunio mimo iż jego twarz przymarzła do ściany bloku spał dalej, chłód zwęził tylko szczelinę u wylotu nos-gardło.
-Cholera II, przecież on się teraz nie odczepi… - odparł z niechęcia w myśli.
„boom!Boom! BOOM!”
/któż to teraz, stary będzie zły ,że pozbawiłem go klienta, ale raczej nie dopuszczę nikogo by oglądał go w tym stanie…/
Uchylił z lekka drzwi.
-Niestety dziadunio jest niedo… ŁAaaa! CO DO?!
Chłopak odskoczył w tył! Za drzwiami stał śnieżny bałwan, za nim kolejne siedem? Może więcej. Bałwany momentalnie zaczęły napierać! Najniższa z trzech kul obracała się, między nią a kolejną środkową była warstwa wody która była na tyle gęsta iż nie wylewała się, jednak na tyle płynna iż nie zamarzała.
Wjechały, a było ich jednak około dwunastu. Nie miały twarzy, lub też nasz brązowooki ich nie zauważył, skupił się raczej na dość sporawej wielkości kamiennych młotkach. Nagle jasne światło pojawiło się przed tym na środku, i nie minęła sekunda a jaśnista kula zniknęła. Na ziemi pojawił się inny płyn niż woda czy sake zegarmistrza. Czerwona breja. Chłopak spojrzał nieco niżej gdyż poczół chłód w okolicy ramienia. To co zobaczył było jednoznacznym znakiem by jednak nie stroić sobie żartów z śnieżnych nieproszonych a jednak rozproszyć się na setki czarno-granatowych obiektów. Kolejne światła, tym razem tyle ile tworów naprzeciw niego. Tym razem był szybszy, dwunastka sopli pokiereszowała maszynerię przed którą stał chłopak, jego samego jednak już nie było, unosił się w powietrzu w okół chamary, bo grupą to nie było. Chmary ptaszysk. Uniósł prawą dłoń:
-ProtectionWall !
Kruki przed jego ręką wiły się w dość gęsto zaciśniającą się warstwę fruwających ptaków.
-SuecideGroup !
Te słowa można by usłyszeć po wyciągnięciu nad siebie lewej ręki!
Sople poszybowały w powietrze, chłopak jednak niewzruszony, wystawił prawa dłoń
przed siebie, za którym podążyły kłębiące się ptaszyska. Kilka czarnych bestii
upadło na ziemię, razem z soplami. Dłoń którą chłopak cały czas trzymał nad
głową w zsynchronizowanym ruchu wymieniła się z prawą ręka która znów przybrała
pozycję odchyloną w bok. Kruki poszybowały, tworząc niemal z wyglądu identyczne
sople jak te bałwańskie! Całą grupka została jednak niemal nie tknięta, ich
ciała jednak nieco się roztopiły. Kolejna partia lodowych sopli, i kolejna
partia kruków lądująca na kupce pierza poniżej fruwającego młodzieńca.
/-Skończą mi się ptaki… muszę znaleźć na nie sposób…/
/-Skończą mi się ptaki… muszę znaleźć na nie sposób…/
Tym razem
zdecydował się utworzyć z samobójców jeden lej i napierać nim jak strumieniem
wody dopóki bałwany jednak się nie rozpadną! Zrobił tak, kruki kiereszowały
całą grupę, od prawej do lewej i spowrotem, sople śmigały w powietrzu, młotki uderzały
z niewiarygodną szybkością!
/-To na nic?! Nie działa, tylko ptaki tracę!/
Grupa samobójczych bestii została zdziesiątkowana! Sopel śmignął obok głowy
brązowowłosego… A bałwany sobie stały…
-Aaaaa! Aaaaa! – Krzyk był na tyle donośny ,że nie były już ważne bałwany i kruki, ani młotki czy coraz większa ilość wody w hali.
-Do reszty ześwirowałeś!? Odczep mnie od tego! – Tak miało zabrzmieć to zdanie, gdybym jednak przytoczył jęki i dziwne nosowe dźwięki które opuściły gardło staruszka, nie było by to podobne do żadnych znanych nam dzisiaj słów.
-Poczekaj no, gości mamy! – odwrócił wzrok w kierunku staruszka.
-Chyba sobie żartujesz! Aaaaa!!! – To zdanie było już bardziej zrozumiałe, a jęk jaknajbardziej przypominał jęk, nieco żeńska barwa głosu, ale nie ma co się czepiać w takiej sytuacji.
Śnieżna kula wielkości pięści uderzyła w tył głowy dziadka.
-Eeam, em, tak mamo, dobranoc……
Bałwany przegrupowały się i znów stały naprzeciw chłopaka. Jak jakieś głupie nierozumne słupki, jednak pod śnieżnymi kopułami dało się wyczuć to cwaniactwo, oj tak!
-Aaaaa! Aaaaa! – Krzyk był na tyle donośny ,że nie były już ważne bałwany i kruki, ani młotki czy coraz większa ilość wody w hali.
-Do reszty ześwirowałeś!? Odczep mnie od tego! – Tak miało zabrzmieć to zdanie, gdybym jednak przytoczył jęki i dziwne nosowe dźwięki które opuściły gardło staruszka, nie było by to podobne do żadnych znanych nam dzisiaj słów.
-Poczekaj no, gości mamy! – odwrócił wzrok w kierunku staruszka.
-Chyba sobie żartujesz! Aaaaa!!! – To zdanie było już bardziej zrozumiałe, a jęk jaknajbardziej przypominał jęk, nieco żeńska barwa głosu, ale nie ma co się czepiać w takiej sytuacji.
Śnieżna kula wielkości pięści uderzyła w tył głowy dziadka.
-Eeam, em, tak mamo, dobranoc……
Bałwany przegrupowały się i znów stały naprzeciw chłopaka. Jak jakieś głupie nierozumne słupki, jednak pod śnieżnymi kopułami dało się wyczuć to cwaniactwo, oj tak!
-Jo chociaż
w tym się zgadzamy…
Ale nie były
to już te same bałwany! Teraz potyczka nie była już do wygrania! To co stało
przed chłopakiem wydawało się, a raczej nawet było! Ogromną! Przeogromną…
Kałużą…
Woda jednak
nie dawała za wygraną, ruszyła z wolna w kierunku lodowego bloku.
-Nie no dziadkowi już dajcie spokój.
-Nie no dziadkowi już dajcie spokój.
Chłopak zmienił się w kilkadziesiąt dodatkowych ptaków i razem ze zdziesiątkowaną grupa samobójców i protectwallem połączył się w jedną grupę, ptaki stworzyły ścianę przed czarną bryłą, i trzepotały skrzydłami jak kolibry! Woda rozbijała się na większe lub mniejsze połacie, które wylatywały chcąc nie chcąc w budynku przez drzwi, reszta nieugiętej zimnej wody, po prostu wypływała z hali. Koniec! Natarcie zostało złamane! Dzielna postawa setek czarnych krypto zabójców, przetrwała zdeterminowany najazd hadwao, zmuszając je do odwrotu! Hadwao niezgrabnie spłynęła po schodkach werandy, a następnie wpłynęła do strumyka obok domu! Cóż za widowisko!
Chłopak stanął pośród kłębiących się w wir ptaków.
-Taki def! Ale zdały by się Kola i Laysy… Wygrać z takim teamem… Szkoda ,że mam staty 0/161/0… Dobrze ,że to nie ranked, bo by ten Darius złapał niezłego feeda…
