sobota, 19 stycznia 2013

Piekło i Ziemniaki :O

.l.i..Hell.l.i..


"Piekło - w eschatologiach religii uznających życie pozagrobowe - miejsce przebywania lub stan dusz zmarłych, potępionych za grzechy lub winy wobec bogów popełnione na ziemi."

Już dawno temu będąc jeszcze katolikiem, coś nie pasowało mi w piekle, ktoś dziś nawet w krótkiej wzmiance na ten temat wyjął mi z ust te słowa : 


""piekło nie istnieje; dobry i sprawiedliwy bóg nie mógłby skazywać żadnego ze swoich dzieci na wieczne męki" nigdy nie spojrzałam na to z tej strony; w sensie, że Bóg przecież jest wszędzie zachwalany i Jego bycie jest przekazywane z pozytywnymi cechami, a przecież to On również wybiera, czy pójdziemy do piekła, czy do nieba. OLŚNIENIE
za mało po prostu na tym się skupiam"



Po obeznaniu się nieco głebiej, i płycej z definicjami piekła w odniesieniu do różnych religii czy kultur wyciągam następujący wniosek z tego wszystkiego : Piekło istnieje ale nie w takiej formie jakie jest nam przedstawiane. Według mnie piekło to "strata czasu" coś co oddala nas od doskonałości, boga, kreacji, czy czego tam chcecie.

To czas stracony, a dla istoty wyższej, lepiej doinformowanej, taka strata czasu, przez obranie złej ścieżki, jest gorszą karą i katorgą niż udreki fizyczne tj. ból, czy psychiczne, tj.strach, samotnosć,tesknota. Taka jest moja opinia.


Teraz posłużę się wikipedią, gdyż bardzo przejrzyście ukazano tam różnice w postrzeganiu piekła ze względu na religię, czy wiarę.
Ale co by nie zżynać tekstu macie tu liniacza, opiszę tylko nieco głębiej spirytyzm i jego odniesienie w tej kwestii. WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI WIKI


"Spirytyzm

Według teorii spirytyzmu, bazującej na przekazach duchów wyższych, zebranej w dziełach Allana Kardeca (zwłaszcza w dziele Niebo i piekło według spirytyzmu), piekło nie istnieje; dobry i sprawiedliwy bóg nie mógłby skazywać żadnego ze swoich dzieci na wieczne męki; w spirytyzmie przyjmuje się, że dusze wciąż się doskonalą poprzez kolejne wcielenia i każda z nich otrzymuje zawsze szansę na poprawę."


To się nawet godzi z moją teorią o reinkarnacji, więc nie dziwota ,że jest mi bliskie. Mając pewność ,że dusza istnieje, i że po śmierci coś jest, można sądzić iż mamy dążyć do doskonałości aż nie osiągniemy odpowiedniego poziomu, wy wejść szczebel wyżej. A życie wieczne? Niebo? Może to obraz połączenia się z bogiem, doświadczania pełni jego chwały jako część jego. (mimo iż jesteśmy częścią boga, to jednak nie jesteśmy z nim jednością jeśli chodzi o nadrzędną inteligencję.)

Jednak o ziemniakach napiszę później, jeszcze się doinformowuję :D

Mojżeszowe 40 lat...



Nie napiszę tu nic odkrywczego, może być to wniosek jak wszyscy znamy. Ale cóż, mam ochotę to gdzieś zamieścić. Apropo różnicy pokoleń...

Czy wyznajemy tę czy inną religię, ja wszystkie dzieła pisane traktuje jednakowo - jako sztukę. Przyglądając się biblijnej historii o Mojżeszu i ucieśnionym ludem Izraela, natykamy się na czterdziesto-letnią wędrówkę przez pustynię. Cały czas wiele ludzi traktuje ten termin zbyt prosto. Chodzi przecież o zmianę w tok myślenia tego ludu, nie da się być niewolnikiem, nie znać innego życia i na tym budować państwa. Chodzi o różnicę pokolenia. Starszym nie dało się przekazać nowego wglądu na świat, nowych nie znanych im idei i priorytetów, dlatego mowa o 40 latach tułaczki.
To głęboko zakorzenione uwarunkowanie psychologiczne funkcjonuje cały czas tak samo, do dziś dzień. Dziś w nocy rozmawiałem z 4ką (około) 40latków. Mówili mądrze i życiowo, ale nie dostrzegali tego co najważniejsze, ich rady dotyczyły ich rzeczywistości, świata który ja postrzegam inaczej. Bo od nas zależy jak do tego podchodzimy, to jak z lustrem albo wzrokiem "tygrysa bengalskiego, który odbija nasz wewnętrzny stan emocjonalny". Nasze życie jest odbiciem naszej wewnętrznej rzeczywistości.



Kolejnym problemem (problem niestety jest słowem nacechowanym nadal negatywnie, i don't know why...) jest to iż sądzą ,że świat jest taki jaki jest i nie da się go zmienić. Głupota. Przecież kiedyś świat był inny, zmienia się cały czas, więc ktoś musi kierować tymi zmianami prawda? Mam przyzwyczajać się do życia w ich świecie, skoro dążę do stworzenia własnego? Nie pogrążą mnie realia bytowe ich rzeczywistości, bo kierują się oni inną bazą. Cały czas słyszę argumenty nawiązujące do jedzenia, spania, mieszkania i życia. Ten głupi kontekst zaspokajania potrzeb fiziologicznych czy wyższych potrzeb (nie wiem jak nazywany w tej całej piramidzie) ogranicza ich myślenie. Nie pojmą tego jak zaczyna myśleć młodzież, tak samo jak sami nie rozumieją co chcieli niegdyś przekazać rodzice. Dlatego nie staram się ich przekonywać. Żyję owszem, ale pojedyncze życie ma dla mnie bardzo małe znaczenie. Dla nich zaś jest jedno i ostateczne.

Kto jak nie my a nawet ludzie młodsi ode mnie czy od "ciebie" mamy coś zmienić? Nie zmienimy świata, lecz możemy zmienić swoje życie. Siejcie by zebrać, podlewajcie by kiełkować, i czekajcie na nagły wzrost. To jak z tym chińskim bambusem!



Wiele mnie nauczyła wczorajsza rozmowa, i pokierowała w całkiem odmiennym kierunku niż by tego chcieli. Utwierdzam się w tym ,że kierując się tym czym kierują się oni, jak i większość ludzi, osiągnę tyle co oni i będę funkcjonować w takiej psychologicznej klatce. Dlatego cieszę się ,że wychowano mnie z małymi "skazami" - jak by odnieść się do społecznego ogółu. Dzięki temu , mam szansę na coś więcej, a mierzę wysoko. I osiągnę upragniony cel, bo to moja linia czasu, dostroiłem wibrację i mogę wszystko czego chcę.







Takie myślenie, jeśli ma odpowiednio zbudowane fundamenty, gwarantuje sukces życiowy :D




Va'fail 

Wejścia na Bloga