Mam w końcu swoją gitarę <3 ! Aż musiałem to gdzieś napisać, bo przecież zaśmieciłem facebookowy czat zbyt małej liczbie osób. Jak obiąłem gryf dzisiaj u Amy, to aż mi skill wrócił! I teraz siedzę z nią i ją męczę <3
Może podzielę się moją wczorajszą melancholią, bo czemu nie :
Pokój nie był zadbany, widać było na pierwszy rzut oka iż nie zmieniano w nim nic od bardzo dawna. Jedyne co zmieniało się w jego pokoju to zapachy, i osoby które w nim gościł. Mówił ,że jest wolny, lecz sam siebie ograniczał. Ograniczał się myśląc o rzeczach które rzekomo go ograniczają. Kolejny dzień minął od tak, czekając na szanse od losu, będąc otwartym na wszystko gardził bądź lekceważył astralną dłoń która niemal w każdym momencie chciał poruszyć go z miejsca. Zbyt dumny by zająć się pracą zbyt niepewny by zająć się sobą. Światło małej lampki wystarczało w zupełności, lecz za każdym razem ktoś inny musiał za niego zgasić żarówkę bujającą się pod sufitem. Gorzka herbata, która jak zawsze zdąży oziębnąć, do tego stopnia iż picie jej nie przynosi oczekiwanej reakcji na jego kubeczkach smakowych. Tym razem była akurat. Brakowało mu jednak cukru, jak zawsze kiedy zdecyduje się jej nie posłodzić. Tym razem nie pofatygował się po cukierniczkę. Sączył ją powoli słuchając spokojnego męskiego głosu, który pięknie brzmiał w raz z wolna sączącym się dźwiękiem gitary. Drugi tom książki zauważonej na półce, przypomniał mu tylko o tym iż zaprzepaścił szansę na przeczytanie pierwszego. Być może nigdy nie będzie mu już dane do niego wrócić. Nie zastanawiał się nawet czy warto jest spróbować czytać drugą część. Nic nie motywowało go nawet by przeczytał pierwszą stroną, gdyż swą świadomością utknął na sześćdziesiątej czwartej stronie tomu poprzedniego. Pokrojone w miseczce jabłko, dawno już spoczywało w jego żołądku, jako bliżej niezidentyfikowana papka, miał bowiem sposobność do istnego rozłożenia pokarmu już na etapie jamy ustnej. Papierosy które leżały na półce w odległości trzech metrów od niego, teraz nawet go nie kusiły. Zastanawiał się nad rozrzutnością swojego czasu, który był przecież z każdą sekunda ukracany. Zastanawiał się nad sensem wszystkiego co robił, robi, i będzie robił w krystalicznym "teraz" i czy aby na pewno ma to jakąkolwiek wartość. Miało... Musiało, dostrzegł to po chwili. Ale czy mógłby robić coś ważniejszego? Gdyby mógł pewnie by to robił, ale czy na pewno. Czy nie jest to ucieczka? Samokrytyka blokowała jego twórczą duszę, której twórczość sam sobie wmówił. Robił to co każdy, i to czego nikt nie robił. Współdzielił niektóre myśli, większość jednak zostawiał w cieniu. Zwyczajnie niezwykły, jak nikt i każdy zarazem. Z dnia na dzień bardziej rozumiał gdzie jest, kiedy i dlaczego. Z dnia na dzień bardziej wątpił w sens wszystkiego. A przecież był częścią wszystkiego co jest, bez niego nie było by tego wszystkiego, bo nie było by jego. Wszystko jest ważne, bo jeśli by tak nie było, nic by nie istniało. Wszystko jest po coś. Jak kubek, w którym zaparzono mu herbatę, jak usta które z wolna ją sączyły, tak i on. Z pewnością był po coś, był ważny dla wszystkiego. bo gdyby nie on, nie było by niczego. Teraz już książka bardziej go zachęcała, bardziej niż chęć zapalenia papierosa która pojawiła się z nikąd. Sięgnął po nią, i zapatrzył się w okładkę... "Róża Jakobsze - Rhezus : Zielone oczy wyroczni". Muzyka, zapętliła sie po raz wtóry, lecz została nikczemnie zatrzymana, jakby ktoś uznał ją za zbyteczną, bądź mniej ważną teraz. Mniej ważną od chęci przeczytania książki. Brat który wszedł nagle do pokoju, i pokrzyżował mu plany, ukazując mu kwintesencje swojej kreatywności. Wysłuchał udając zainteresowanie, proponując nowe warianty, proponując pomoc, w zajawce jedenastoletniego chłopca. Kolejny raz rzucił okiem na książkę przed sobą. Na jej okładce była - jak mu się zdawało - owa tytułowa wyrocznia, stała na wprost miała ciemne - przechodzące w fiolet włosy, które wiatr wydmuchiwał z pod fioletowego kaptura, ubrana była w fioletową szatę z obszernym dekoltem który kończył się niewiele przed sutkami naturalnie pięknych piersi. Na szyi miała wisiorek, być może był to amulet, okrąg z wpisanym wewnątrz drugim okręgiem, oraz kolejny mniejszy umieszczony na rzemieniu nieco wyżej na jej lewym obojczyku. Prawa ręka swobodnie zwisała jej w duł, a owinięta była fioletową taśmą, nadgarstek pewnie trzymał krótkie ostrze, przypominające mu, nuż kuchenny którym nie potrafi odkroić nawet kawałka chleba. Ostrze pozbawione rękojeści, oblane czerwoną mazią, która niegdyś płynęła w żyłach jakiejś istoty. Odsłonięta zakrwawiona noga, która przesłaniał napis "Rhezus". Lewa ręka była zgięta o ponad dziewięćdziesiąt stopni, dłoń ze szponiastymi paznokciami trzymała w połowie wązką długą fajkę, z której nie ulatniał się żaden dym. Miała zgrabną twarz, pełne nienaturalnie ciemne usta, jej oczy spowijał zielony miraż, może był to makijaż? Trudno było to stwierdzić... Zapalił żarówkę. Zgasił lampkę nad biurkiem. Wziął książkę do ręki i ułożył się wygodnie na łóżku, wiedząc iż nikt prócz jego samego nie przeszkodzi mu w badaniu tajemniczej lektury. Której tajemniczość objawiła się dopiero w momencie kiedy uświadomił sobie, że nie zna jej zawartości, a może ja poznać w każdej sekundzie, którą poświęcał teraz na powolny niesłyszalny oddech... Przerwał zanim zaczął, postanawiając ściągnąć spodnie, i uchylić okno... Papieros... Papieros odwlekł by tylko moment w którym zaczął by odkrywać nowy świat. Zaczął czytać. Historię o sześcioletnim chłopcu który widział duchy, o niedoświadczonym egzorcyście który zakopał go po głowę w niewygodnie wilgotnej ziemi twierdząc ,że jeśli ma w sobie demona , to inne pomogą mu się wydostać. O jego pierwszej miłości, o kobiecie jego życia która po śmierci ukazała mu się twierdząc ,że seks z jej zwłokami przywróci ją do życia. O demonie który opętał jego sny tworząc z niego wrak człowieka. I o tym jak owy chłopiec będąc już młodzieńcem zdecydował się zostać egzorcystą, prawdziwym, nie takim który zakopuje w ziemi dzieci, i piepszy się z ich samotnymi matkami, które w inny sposób nie są w stanie odwdzięczyć się za jego żałosne praktyki. Pierwszy rozdział książki szybko go pochłonął. Lecz jak to w łóżku - w którym przecież na co dzień spał - dopadło go zmęczenie, wędrowało chwile po ciele, od prawej stopy przez tułów, w końcu osiadło na głowie. Zdecydował pójść spać, z lekka podekscytowany lekturą. Był mile zaskoczony. Wstał zgasił światło, i pogrążył się we własnym fantastycznym świecie. w którym spotkał kuzyna, i sytuacje z przeszłości. Kiedy nie ważne co się działo - zachowanie które nie było pożądane, stukoty, krzyki i hałasy były przypisywane właśnie jemu, mimo iż ich nie wywoływał. W tym śnie był jednak starszy, i mimo chęci usprawiedliwienia się, zakrzyknięcia, że to przeciez nie on, wstrzymał się nie widząc sensu składania ust w to właśnie zbawienne zdanie. Spotkał też swoją byłą dziewczynę która pozostawała taka sama jak niegdyś, on zaś był całkiem inna osobą. Wyrachowaną, pełną równowagi psychicznej, a i samo poruszanie się między blokowiskami wychodziło mu o wiele lepiej niż w czasach kiedy byli blisko. Dziwna sytuacja - jak w każdym śnie. Zdecydowali się oboje pomóc pewnej rodzinie umieścić w bagażniku samochodu małe pułki i regały wzorowane na kocich kształtach. Krzywe czarne kocie głowy z mile wyglądającymi mordkami. Sen był lekki jak zawsze kiedy pogrąża się w nim wcześniej niż zwykle. Stąd też obudził się wczesnym rankiem kiedy jego brat sprawdzał jakoby był w pokoju. Zasnął ponownie, i ponownie obudził go brat, pytając czy nie chce jabłka. Nie chciał, lecz po krótkiej opowieści nawiązującej do faktu jako by zjedzenie chipsów miało poprawić gardłowe nastroje, poprosił go właśnie o zielone laysy. Jadł z zamkniętymi oczami resztkę chipsów krusząc dookoła siebie. Wstał w końcu rozejrzał się z lekka. Przypomniał sobie iż, poprzedniego wieczora kiedy to zanużony był w lekturze, ktoś jednak jeszcze mu przerwał, oczywiście jego jedenastoletni braciszek. Słowa które miały trafić do jego uszu, były wybiórczo ignorowane, tak by nie zacząć myśleć o tym do czego nawiązywał nachalny rozmówca. Z takim wyrachowaniem jednak by złapać pełen kontekst. Teraz nie pamiętał o jakim temacie był ten krótki pokraczny monolog, myślał tylko o tym ,że mógł go wysłuchać. Książkę mógł zawsze doczytać, słowa które były do niego wtedy kierowane, zastygły już w teraźniejszym krystalicznym "kiedyś" i trudno będzie się do nich dostać, inaczej niż przez hipnozę. Postanowił ,że następnym razem je wysłucha. Wstał wziął małą stu mililitrową szklankę z biurka, następnie sięgnął po papierosy i zapałki, leżące na półce która wisiała zaraz nad jego łóżkiem. Otworzył okno, które wydawało mu się być uchylone przez całą noc. Najwyraźniej mama je zamknęła. Zapalił forwarda, popijając średnio z dwa buchy wodą źródlaną. Pogoda była zwyczajna jak na tę porę roku. Drzewa z wolna chwiały się na wietrze, ich cienie tworzyły magiczną atmosferę. Struktury które pozornie nie istnieją, teraz wydawały się tak zwyczajne. Klomby z kwiatami, przeplatane żółtym kwieciem mniszka lekarskiego. I trzy żółte tulipany które przykuły jego wzrok. Miał już na sobie dużą bluzę z kapturem, która założył w między czasie, nie chcąc świecić przez okno swoja płaską klatą. Obserwował ludzi, zanim jednak dochodziło do kontaktu wzrokowego, ukrywał papierosa, w trosce od dobre mniemanie u sąsiadów. Nie zależało mu na tym by ktoś widział co robi, i na tym by ktoś mógł przypuszczać ,że uzależnił sie od tak przyziemnej używki jak tytoń papierosowy. Papieros skrzył się, ścierając z porannymi podmuchami powietrza które prócz wdzierania się przez jego nozdrza, do wnętrza płuc chcąc wygarnąć z "tam tond" niepotrzebne spaliny, wdzierały się do jego pokoju. Dym widziany kątem oka, wyglądał jak siwe włosy jakiejś staruszki. Gdyby zatrzymał wtedy czas mógłby nawet je uczesać. Żar doszedł do gąbki, a po kilku silnych pstryknięciach upadł gdzieś na chodnik poniżej. Filtr dołączył do niego chwilę później, w raz z resztkami wiórowego tytoniu. Zszedł kolanem z pufy o która opierał się przez te kilka minut, zamknął okno i wyrównał ją do pozycji uchylenia pionowego. Włączył muzykę, tę samą której słuchał w kółko wczorajszego wieczora. Zrezygnował jednak po krótkim czasie, odpalając playliste ze starej m-p-trójki. Tam przedział piosenek, pod względem gatunków był skrajnie tęczowy.Wahał się w trakcie kilku płytkich oddechów czy aby nie sięgnąć po kolejną dozę informacji o abstrakcyjnym fantastycznym świecie. Herbata! Założył skarpetki, nie chcąc nosić po całym mieszkaniu żwiru leżącego na jego dywanie. Po czym wstał założył czapkę która ograniczała możliwość zsuwania się grzywki na oczy i powędrował chwiejnym krokiem do kuchni, jakby zataczał się do karczmy po całodniowej harówce. Był wypoczęty, może minimalnie uwierało go coś w krzyżu, lecz miał świadomość tego ,iż owa niedogodność za chwile się rozejdzie.
W oczekiwaniu na sygnał wrzącej wody, nie mając niczego innego do roboty, włączył grę komputerową, by zabić jakoś czas? Czy też by nie marnować go na zyczajne siedzenie.
Las liter, powodzenia jak komuś będzie się chciało to czytać. Wsłuchuję się cały czas w