KONIEC kurwa miał być, miał być, do cholery koniec...
Nie chce mi sie analizować tego wszystkiego, wiem ,że to tylko moja bania, ale kurfa why ?
To mnie przytłacza, nastraja mnie na hate.
Słonko na mnie świeci, ale co z tego? Moja ewolucja nie dobiegła jeszcze końca. Może nie potrzebnie sobie wmawiam i narzucam jakieś prawa moralne, i dążenie do człowieczeństwa. Może jeszcze tym razem nie mam nim być ? Może Nemesis bardziej pasuje? Może ktoś inny da radę zbawić ten świat ?
Jeszcze wszystko wychodzi nie tak, kurfa, nie wychodzę dziś z domu choćby na minutę, jutro też... może w czwartek wyjdę. Czuje się jak bym miał szkło w sercu a w mózgu pręt, a dusza wepchnięta w bańkę czasu.
Ciekawe czy małe dzieci mają marzenia by zostać terrorystą ? Ciekawe czy wiedzą za co walczą Ci ludzie. Ciekawe czy my wiemy ? Ciekawe czy oni istnieją w ogóle...
Gubię się, w tak skrajnie dziwnym sensie. (za dużo ludzi ma tego bloga, nie czuję się swobodnie - pisząc - to chyba pierwszy raz, od dawne kiedy czuje jak bym się żalił)
Czuję to. Mimo ,że założeniem było wygrać z wewnętrzną nienawiścią, to może jednak mam z niej skorzystać ? Mam dość oszukiwania siebie, dość. Spalone sentymenty... spalone... Jak widać to gówno daje... Minęło już ponad pół roku. Chore.
Najlepsze jest to ,że daje wmówić sobie, a nawet sam sobie wmawiam, co czuję.
Wkręcam sobie na banię Lacrimosa ....
Zaraz wstaję, i zrobię to w trybie "now" o 12.30 nowy dzień, czeka, dzień ciszy, przemyśleń spokoju.
W którym nie będę się musiał martwić ,że czas ucieka. Jasne nie martwić się ?
Hot- Dogi robię :D