Jeśli zgadza
się z tobą wiele osób w wielu kwestiach to albo jesteś szarakiem jak cała
większość ludzi wokół ciebie albo przesadnie zależy ci na tym by cię rozumieli
nawet wbrew swoich przekonań.
Nie możesz być sobą kiedy wychodzisz do ludzi, bo gdy powiesz co myślisz,
naprawdę zaczniesz nudzić. Stwierdzenia ,że jesteś chory nienormalny, śmiechy
hihy za plecami, wolisz zamknąć się pod kloszem i żyć jak oni sami. Mówić to co
chcą usłyszeć, robić to co oni chcą widzieć, będziesz żył pod dyktando i sam
przestaniesz widzieć cokolwiek. To co nie zbadane, co wycieka z twojej głowy, żaden
bandaż nie pomoże, Umieranie to proces
nie jest jedną chwilą, ty ciągle
umierasz nie myśl ,że inni żyją.
Jeden powód
brzmi szlachetnie, drugi przynosi nam korzyści. Innymi słowy, gdy cos robimy
zawsze jeden z naszych powodów jest ukryty, jest tylko dla nas, drugi zaś
ukazujemy ludziom dookoła, by uważali nasz za szlachetnych ludzi. Zastanowiłem
się więc, co jest moim celem, i co jest powodem moich działań, czy też planów.
Chcę zmienić świat na lepsze, diametralnie, całkowicie odmienić ludzka
moralność, usunąć przemoc i korupcję, dać szczęście ludziom od tak.
To jest mój cel, chcę zrobić to bez interesowanie dla tego świata? Czy też chcę
pochwały? Uznania, chcę być na szczycie szczytów, chce być podziwiany? Myślę
,czy wspinanie się na szczyt nawet z tak idealną ideologią nie zepsuje mnie do
tego stopnia, że gdy już to osiągnę, trudno będzie mi się z tym rozstać.
Dojście na szczyt w trakcie jednego życia? Kosmicznie trudne. Więc gdy bym to
pozyskał, był bym światem, czy mógł bym oddać wszystko bardziej kompetentnym
ludziom którzy pokierowali by „światem” nadal, jakiejś radzie? Czemukolwiek? Co
mi nie pasuje w tym świecie? Zastanawiam się nad tym za każdym razem gdy myślę
o tym celu. Ile razy byłem w stanie zawrócić, bo myślałem – „Adrian, źle Ci? W
każdym momencie jakim tylko chcesz możesz wziąć życie we własne ręce, mieć
pracę dom, samochód…” i BOOM! Koniec. Praca? Dom? Samochód?
Mam sprzedawać życie by dostać pieniądz za który mam żyć? By znów sprzedawać
życie? Mam mieć Dom za który mam płacić by w nim żyć, mam tracić życie by móc
żyć w tym domu by sprzedawać życie by móc żyć i utrzymać ten dom? By móc znów
sprzedać życie?
Mam mieć samochód , za który muszę zapłacić, a by nim jeździć znów muszę płacić? A by płacić muszę sprzedać swoje życie… Taa, mogę się wybić – bo mogę,
i to zrobię. Ale mam mieć świadomość ,że inni ludzie mają żyć wedle tych zasad?
Mają sprzedawać swoje życie kiedy ja wyleguje się w dżakuzi? Nie zarobię na
wszystkich, ale mogę zarobić tyle by zacząć się liczyć, a wtedy dam wam na tacy
nowy system. Do tego zmierzam? Naprawdę robię to dla kogoś? Czy nadal dla
podziwu? Dla uzyskania mienia osoby która zniszczyła wszystkie systemy,
przedarła się przez zapory i zwyciężyła? Naprawdę to życie mało mnie obchodzi,
ale innych obchodzi bardziej… Chcę sprawić by mieli czas się nad nim
zastanowić, i by w końcu przestali go sprzedawać. Bo to nie jest ani początek
ani koniec egzystencji, to jest jedna z jej setek części, czym więcej będziemy
mieli czasu tym lepiej go wykorzystamy, nawet na głupoty, ale będziemy robić
coś z chęcią – bo tak chcemy a nie bo ktoś nam karze. (niektórych nie da się
już uratować bo system wrył im się za bardzo w głowę, i myśl systemu stała się
przewodnią myślą ich życia – czyli – żyj by zapierdalać, zapierdalaj by żyć….