czwartek, 23 lipca 2015

How to "się wyjebać"

Just do it....

How to "usunąć żwir z pod skóry dłoni"

Potrzebne narzędzia: agrawka lub igła, miska, mydło, woda, i kurfa penseta. ZDJĘCIE NR1

1. ZALAĆ MISKĘ MYDŁEM i wodą w celu uzyskania sawiesiny zmiękczającej skórę dłoni. ZDIĘCIE NR2

2. Wymoczyć dłoń.

3. Proces wydłubywania obiektów z pod skury jest procesem niewytłumaczalnym i intuicyjnym.. radzę przygotować się na małe zaskoczenie, bo obiekty mogą być większe bądź mniejsze niż mogło by się zdawać...

4. No to kurfa plastry by nic się tam już nie nabrudziło, okazyjnie można także zabespieczyć inne rany. Zdjęcie nr3

Nothing to lose..

Nic do stracenia
Nie ma
Ktokolwiek
Kto niczego nie zyskał

Bywam w miejscach których jestem nie dla tego że chcę, nie dlatego że muszę, ale i nie dlatego że ne wybrałem... przykre. Kolejny raz przegrałem. Kolejny raz che mi się bardziej niż czegokolwiek uciec. Ale uciekanie brzmi rzałośnie... chciał bym to słowo zamienić jednak tylko jego definicja pasuje do tego czym była by taka podróż.
Zawsze chcę uciec  gdy pojawiają się igły, ostatnio zastanawiam się nawet nad kochaniem igły magnetycznej która towarzystwo igieł sobie ulubiła... nie kwestionuję ...
Zdecydowanie nie kwestionuję miłości, bo nie mam narzędzi by ją kwestionować. "Nas łeb boli, nasz jeden wspólny mózg" Nic intelektualnego, a intelekt jest bądź co bądź nadal moim prime narzędziem, nie jest wstanie oceniać stanu kochania.(mógłbym nadal, znów i jeszcze opisywać miłość. Do mojej kochanej igiełki, do mamy, taty, brata, i do wszystkiego w okół co zdecydowanie kocham nie z wyboru, ale jest to zbyt subiektywne przemyślenie które nie chce być przemyślane na forum chmury sieci web) Miłość po prostu czuję, i mimo iż jestem totalnym (prawiczkiem) laikiem w tych bardziej duchowych kwestiach to właśnie mimo to a być może dlatego właśnie one dają mi siłę, i ekscytację...

Bywam w miejscach które nazywam miejscami przez swój zniewolony i wyprodukowany pogląd. W miejscach które nie są miejscami, bo materia ich nie kształtuje... jednak tylko miejscami moja zniewolona perspektywa jest w stanie je nazywać by je opisać...
Są nieposkromione, po prostu są i ich nie ma, we mnie i obok mnie, jednak tak ukryte że nikt ich nie dostrzega. Nawet ja.. widzę je jako kreację wspomnienia...

Nie kontroluję niczego, nic nie jest takie jakie chciałbym by było z tej egotycznej płaszczyzny...
Ale czy to źle... czy brak kontroli musi być zawsze nacechowany negatywnymi skojarzeniami? Fakt że się gubię jest jedynie kolejną oceną opartą na moim intelekcie... opartą na umiejętności postrzegania, którą nabyłem w raz z dużą większością w czasie gdy brak kontroli był rażąco destruktywny, w czasach gdy programowali mnie zaprogramowni ludzie....

Dlatego możesz oceniać to jak wygląda moje ciało, to jak mówię, to jak siebie manifestuję.. możesz sądzić, czuć i mówić że jestem pogubiony ale weź na wiarę że to w jaki sposób mnie postrzegasz.. miejsce w jakim Ci się ukazuję.. to jedyne miejsce w którym gubić się DA. A cała reszta mnie, wszystkie piętra mojego mindflooru to jedynie wieżchołek góry lodowej. Którego nie zdążyłem jeszcze na tyle roztopić.. by nie rozbił się o niego żaden titanic.. a kiedy to zrobię, całe pogubienie wyklaruje się we wszystkich perspektywach. Będzie tylko niewidoczna bryła lodu, ukryta pod lustrem wody której roztapiania nikt nie obejrzy a nadal będzie rażąco niebezpieczna. Bardziej niż kiedy wieżchołek ostrzegał...
Na szczęście i nieszczęście większość z nas jest jedynie owadami, w których ocenie dryfujemy jedynie po napięciu powierzchniowym i góra lodowa, całkowicie wyparta do innego, podwodnego świata nie jest już dla nas zagrożeniem...

Jeztem marzycielem? Byłem marzycielem? Zdecydowanie marzenia, w bardziej namacalnej formie niż myślokształty i w mniej niż fizycznej manifestacji są esencją każdej istoty... dlatego mogę jedynie prezentować się tak by po (nie wiem jak bardzo) wnikliwej ocenie, nikt mojej esencji nie dostrzegł. Nikt nie sądził by że udaję że o niej zapomniałem...

Wejścia na Bloga