Genialne :O
Cały czas zapominam by kierować się w codziennym życiu, tym czego chcę, zapominam myśleć. Kiedy myślę czas który się dłuży, pędzi jak przemysłowy po szynach. A i myśli, same w sobie zahaczają o ciekawe nurty i temaciska. Ważne jest by myśleć o tym czego oczekuje się od życia, wtedy nasza podświadomość katowana takimi myślami, podrzuci nam najprostszą drogę do naszego celu. A ja zapominam, a kiedy sobie przypomnę, to nie mam czasu, albo jestem śpiący. Jest tyle rzeczy które chciałbym zrobić, a wmawiam sobie ,że jest to obecnie nierealne... Że ogranicza mnie coś takiego jak pieniądz, czy miejsce zamieszkania. Bulshit - czy jakoś tak...
Muszę wyrobić sobie kilka nawyków... W poniedziałek jadę do Taty pod Wawe, po powrocie na pewno planuje biegać co rano, to będzie ciekawe ćwiczenie, nie tyle fizyczne co psychiczne, potrzeba mi determinacji w osiąganiu celów które sam sobie wyznaczę, chciałbym być wolny, i nie szukać do wszystkiego wymówek. Nawet w tym momencie mam ochotę wyjść z domu i posiedzieć na jakiejś ławce, a chwile później pojawia się szereg argumentów na nie... Jak komary, łażący po nocach ludzie, czy problem w ubraniu się, tak by nie było za ciepło i za zimno... masakra... Gdyby ławka była na dachu, miał bym o dwa problemy mniej, na takiej wysokości komary chyba już nie latają, bo niby po co ?
U taty na szczęście się odprężę, poczytam jakieś książki, które zaniedbałem a są mega ciekawe. Po chilluje, pomyśle, może spróbuje już się usystematyzować, nawet te głupie 30 papek wieczorem albo rano. W szpitalu to nie był problem i nawalałem codziennie... Czyżby takie robienie pompek pod publikę? dla szpanu ,mnie motywowało? Chyba tak to wtedy działało...
Muszę wyrobić sobie kilka nawyków... W poniedziałek jadę do Taty pod Wawe, po powrocie na pewno planuje biegać co rano, to będzie ciekawe ćwiczenie, nie tyle fizyczne co psychiczne, potrzeba mi determinacji w osiąganiu celów które sam sobie wyznaczę, chciałbym być wolny, i nie szukać do wszystkiego wymówek. Nawet w tym momencie mam ochotę wyjść z domu i posiedzieć na jakiejś ławce, a chwile później pojawia się szereg argumentów na nie... Jak komary, łażący po nocach ludzie, czy problem w ubraniu się, tak by nie było za ciepło i za zimno... masakra... Gdyby ławka była na dachu, miał bym o dwa problemy mniej, na takiej wysokości komary chyba już nie latają, bo niby po co ?
U taty na szczęście się odprężę, poczytam jakieś książki, które zaniedbałem a są mega ciekawe. Po chilluje, pomyśle, może spróbuje już się usystematyzować, nawet te głupie 30 papek wieczorem albo rano. W szpitalu to nie był problem i nawalałem codziennie... Czyżby takie robienie pompek pod publikę? dla szpanu ,mnie motywowało? Chyba tak to wtedy działało...