środa, 11 lutego 2015

Koniec Ludzi #1 Wstęp

-Kopać dalej.
-Przecież mamy cztery nie opróżnione odnogi, po co?
Mężczyzna z krótkim zarostem i o błękitnych przeszywających oczach wstał przerywając górnikowi.
-Rozkazy z góry, odblokowano zachodni gościniec. Jest już bezpiecznie, rośnie popyt. -ruszył w kierunku okna- To wszystko?
Górnik podrapał się za uchem, nie starając się ukryć grymasu wynikającego z dalszego niezrozumienia.
-Wszystko.-odparł, i wyszedł przez potężne drewniane drzwi, wykonane z jednej dębowej dechy.
W drodze do szybu mruczał pod nosem coś o niekompetencji i marnotrawstwie.
-Ludzi brak by wydobywać kruszec, a kopać karzą w głąb karzą. Jebana mać.
-Mus to mus.-wtrącił woźnica mijający górnika na wozie wypchanym po brzegi ziarnem.
-Płacą chociaż...
-I to najważniejsze, bywaj zdrów Endir.-skręcił w boczną uliczkę.

Miastko było małe, jednak widać było ,że mimo świtu kłębią się w nim myśli, wiją słowa i biegają ludzie, niczym w mrowisku - pomijając myśli i słowa. Żyzna gleba, a pod nią bardzo bogate w srebro dolomity. Zaraz obok wartka szeroka rzeka, czego chcieć więcej? Roboty w bród. Miasto kwitło, można było w nim znaleźć kupców z całej okolicy. Kiedy ktoś potrzebował czegoś czego nie miał u siebie, przyjeżdżał z karawaną bądź spływał barką do Muit Ini, a jeśli w nim mieszkał, wystarczyło z towarem poczekać do piątego targowego. Zanim dokopano się do obszarów bogatych w srebro, Muit Ini znano jedynie z ceramicznych wytworów, oraz znakomitego betonu. Podstawom dobrodziejstwa był sam dolomit, stąd też mnogość szarych, przechodzących w czerń budynków. Drewno służyło jedynie na opał w jesienne wieczory czy krótkie mroźne zimy. Podobno przed tysiącami lat, cała nizina Ini zalana była wodą. Stąd żyzna gleba, mnogość muszli i skamielin ledwie kilka metrów pod powierzchnią ziemi. W dwóch słowach - potencjał gospodarczy. Kto wie czy w ciągu dziesięciu lat miasto nie urośnie do rozmiarów portu Mulysa czy byłej stolicy prowincji - Oitatum Snart.

Praca w kopalni posuwała się na przód jak zawsze - skrupulatnie i powoli. Endir nie liczył ile metrów wykopali do południa, w kopalni jeśli nie trzeba nie liczy się niczego prócz czasu do przerwy, czy końca zmiany. Schodzili w dół jak zażądał kierownik, a raczej jego kierownik, kimkolwiek był. Pot spływał na gogle, mieszając się z szarym pyłem. Wagoniki z beczułkami pełnymi wody, kursowały dwa razy częściej niż zwykle - taki był skwar.
-Tylko ,że kopać?
-Tylko.
-Myślałem ,że czym więcej im płacą tym są mądrzejsi, tego co mamy przez siedem dni nie wyniesiemy, a całe skały aż się iskrzą od kruszcu.
-Tym więcej im płacą im łatwiej się z nami dogadują. Mądrzejsi? Takiego błota jak na brylach mamy, oni nie mieli pod podeszwami w Oklum. Paskudztwo! Nie zetrzesz od razu, beton.
-Coś się kroi. Tylko co? Na bitki czy wojnę srebra im nie trzeba.
Przez tunel zabrzmiał dźwięk dzwonka.Przerwa.
Wszyscy jak by wyczuwali ten moment od kilku minut. Jak jedna żywa tkanka upuścili kilofy i inne narzędzia, które kolejnym echem przeleciały przez tunel, tym razem w odwrotnym kierunku. Dopiero po kilkunastu metrach można było zauważyć znacznik na ścianie, który maluje zawsze miarowy by łatwiej było ocenić postępy całej zmiany. Kaszel był dla nich niczym cisza dla nocnego stróża. Czy ćwierkanie ptaków dla zielarki. Nawet mimo specjalnych masek, rzekomo z filtrami. Minęło ich dziesięciu chłopa, wyglądających jak oni sami przed sześcioma godzinami. Chociaż gdyby stawić ich w rzędzie, na dotyk, węch, słuch i pewnie nawet smak - bez patrzenia - można by było stwierdzić, kto kończy na dziś robotę a kto zaczyna.
-Endir! -łysy osiłek z kozią bródką odwrócił się w kierunku głosu.
-Rozmawiałeś z Stultus'em?
-T... -zająknął się przez nagły stukot kilofów -Tak, rozmawiałem. Jak widzisz nic to nie dało.
-Szkoda gadać, pewnie sam jesteś...
Wielki huk położył ich na ziemię, w uszach zapiszczało jak nigdy nie piszczało. Nie sądzili ,że po tak głośnym wybuchu cokolwiek słyszeć można, prócz trzasku pękających bębenków i ciszy do końca dni. Popiół był tak gęsty, że leżąc obok siebie, niemal nie dostrzegali swoich twarzy. Słupy światła z latarń jak świetliste miecze, przeszywały przerzedzony dym.
-Kurwa mać, wszyscy zgon bez picu! - krzyknął Endir
-Co gadasz?!
-Wstawaj bo nas tu zasypie tym gównem!- wstał i chwycił ziomka za szmaty.-Którędy, do kurwy nędzy?!
Ruszyli na oślep. Macając opuszkami palców porowatą skalną ścianę, słyszeli ledwie co nawoływanie, czy ktoś z zielonych przeżył.
-Kilka minut i mogliśmy leżeć porozrzucani na tych szesnastu metrach!
-Chyba jako zielony powinienem się odezwać.
-Fakt, nie wiem do kogo się tam modlisz, ale pomódl się w podzięce! I pluj od dziś na tych co prawią ,że ciekawość do piekła prowadzi, bo cię od piekła ocaliła... no zakrzycz ,że żyjesz!
Zakrzyczał, ale krzyk ten miał iście piekielne pochodzenie. W krzyku tym można było dosłownie poczuć ból i zaskoczenie. Krzyk który może wydostać się jedynie z masakrowanego ciała, kilka sekund przed... Utratą głowy...
Endir odwrócił się, spojrzał na ledwie widoczny cień bezgłowego ziomka. Źrenice rozszerzyły mu się momentalnie, gdy pojął ,że widzi śmierć w czystej postaci. Zwłoki. Wiszące na grubym haku, drgnęły, a na tors górnika chlusnęła brunatna breja. Przed twarzą zaś zatrzymało się narzędzie, które ową krew upuściło. Nie był to miecz. Za długi na miecz. Ciężko było zobaczyć cokolwiek, skronie pompowały krew do mózgu, ale mózg nie był w stanie pojąć biegu wydarzeń. Zwłoki zostały wciągnięte w ciemność a górnik...

Stał
Bezmyślnie stał
Nie wiedział jak długo
Bezmyślność nie liczy czasu
W kopalni liczono zwykle  czas
Tego dnia
Liczono trupy
"Hymn Trwogi" ~`Gelman Soniter

niedziela, 8 lutego 2015

co to był za tunel
miał być całkiem inny
nieco równowagi w mej duszy i pokoju mego ciała

zaburzona harmonia
żarówka niszcząca doszczętnie
cały dualistyczny plan

miało być mrocznie
miało być zabawnie
mieliśmy być bohaterami pół sprawiedliwości

było zabawnie
czy ja wiem
nie mój poziom ostatnio
hierarchia społeczna daje o sobie znać
kobiety mające wyglądać dobrze gdy klęcząc patrzą w oczy
nie dla mnie
rzygam waszym idealnym światem

waszym kapitalizmem rzygam
waszą demokracją
waszą słabością
wami

i tylko cudem trafiacie na żyzną ziemię
i rośniecie
zgrzybiałe pasożyty
wasze miejsce w klozecie

sobota, 7 lutego 2015


Chaos, brak mi charyzmy, brak mi siebie. Jestem tym wszystkim na zewnątrz, a pustką w środku.
Posypka z wiórków kokosowych na kulistym wafelku, bez zwięczenia w postaci migdałowego serca w aksamitnym kremie...

Muszę uciekać, ale nie mogę, chciałbym ale nie chcę. Wszyscy za bardzo przyzwyczaili się do tego kim nie jestem. Nie mogę od tak wycenić swojego czasu, by sam z sobą móc go spędzić. Bo oni... bo co mnie obchodzą oni... Obchodzą... właśnie tu jest mój problem. JA jest sumą J i A (Ja + Amanda)
My, pasuje ale to już ja. Lubię być sam. Kiedy bycie samemu to bycie z nią. Problem pojawia się gdy jestem z kimś. Osacza mnie, tracę siebie, gubię sie w labiryncie oczekiwań, ocen, i całkowitym zagmatwaniu tego co kto sobie pomyśli jesli powiem mu by po prostu sobie poszedł do domu.
Ach JA, wiele nam jeszcze do boga, cóż za trwoga. Nara spierdalam stąd bo bezsensem jest to co tutaj biadolę znów. Ładna piosenka, ocenię ją za ładną, by nikt nie myślał ,że serio nic mi sie nie podoba.

piątek, 6 lutego 2015

-Dlaczego by po prostu, od tak nie zacząć zaczepiać ludzi z youtube?
-Co masz na myśli?
-Stworzyć jakąś grupę na fb, bądź forum i zapraszać tych których komentarze pozwolą nam sądzić iż co-nie-co wiedzą, bądź są bardziej świadomi?
-Myślisz ,że ktoś potraktuje to poważnie ? Ponadto serio facebook?
-Też nie ejstem przekonany do facebooka... Nie zainteresował byś się chociaż trochę gdyby ktoś randomowo napisał do Ciebie, że uważa Cię za "wolnego" umysłowo - i nie chodziło by o szybkość kalkulacji mózgownicy - i zaprosił by Cię do grupy, bądź na forum która takich ludzi, podobnych Tobie, zrzesza?
-Gdyby to było zrobione dobrze...
-Zróbmy to dobrze, możemy stworzyć iluzję tego ,że to już jest duże.
-Taka praca na rzecz społeczeństwa? Projekt obywatelski?
-Taaa projekt ludzki, bo nie o to maisto, państwo czy kontynent chodzi.
-Spróbujmy, pomogę Ci, przypomnę o tym o czym zapominasz, i dodam otuchy jeśli zwątpisz.
-Tak więc postanowione! Cieszę się.
-Nie zawiedź się tylko...

jeśli na początku jesteśmy puści
a by budować siebie
idee i myśli
musimy wydobyć budulec?
wydobyć go uchem
wydobyć go dotykiem, językiem, nosem i okiem
to czy nie mając wiedzy o niczym
a gromadząc ją tylko
świadomość mamy o jakości cegieł?
czy też dopiero gdy czas nadejdzie
obeznanie jakieś
przez przypadkowe prawdopodobieństwo
w nas utworzone
pozwala nam na obeznanie jakieś
tego co jeszcze nie stworzone
a kiełkuję jako JA
kto to wie
spróbujmy ocalić nas

czwartek, 5 lutego 2015

umiera ciało się rozkładając
i słowa piękne gdzieś zanikają
myśli i dusza umiera nawet gdy wiarą koncept umierania wspierasz
czemu się opierasz?
czy śmierci się lękasz
czy myśli tłamsisz by przez usta w słowa ich nie zmieniać
czego się boisz i czego sam karcisz
skoro sam wszystko wybierasz
w bezkresie możliwości
w czasu iluzji rozwidleniach

bądź jaki jesteś
bądź jaki chcesz
bądź

a jak nie taki jaki jesteś
to zabieraj się stąd
bo szkoda tlenu dla ciebie

myśląc jak ktoś
jak ktoś żyjąc i chcąc tego co ktoś
sobą nie jesteś
a marna podróbką tego
kim nigdy nie będziesz

Wejścia na Bloga