wtorek, 4 października 2011

WTF IS GOING ON!

JA wale co to teraz ma być, zbierzność niepasujących do siebie informacji? nagła zmiana planów? nieoczekiwana sytuacja? zdarzenie losowe? wypadek? Czy kurwa coś gorszego...
Ja pierdolę ja kiedyś na zawał jebnę, jak mi ktoś tak robi, tak nagle, tak bez wyjaśnień, to jestem strasznie impulsywny. I coś czuję ,że jak tak dalej pójdzie to się jednak okaże ,że miał rację.
A wtedy nie wiem co będzie, pewnie koniec mnie, narodziny.
Sam do tego doprowadzę, w sumie wiedziałem jakie będą konsekwencję najmniejszych niedomówień, czy też tego ,że zawiodę sie na kimś czy samym sobie. Do tego dążyło cały czas moje Alter Ego...
Nie wiem co ja mam z tego ,że tylko przez średnio 3 godziny dziennie jestem szczęśliwy, resztę przygnębiony a i zdarzają się dni tragiczne a to wszystko tylko przez te 3 godziny szczęścia.
Mam małą wiarę, w siebie, w ludzi, w cokolwiek. Łatwo zmieniam zdanie, nawet z dnia na dzień, a ktoś kto zna mnie an tyle by o tym wiedzieć, nie powinien robić tak, jak nieraz robi. Już kiedyś byłem w stanie porzucić szczęście, dla spokoju ducha, teraz sam tego nie potrafię.
Ale możesz mi pomóc swoimi działaniami, i mam nadzieję, że kiedyś jeśli będzie trzeba to zakończysz to tak by mnie wzmocnić. Sam jestem całkiem inny niż z kimś. Nawet z kimś obok ktoś widzi mnie innym niż jestem obok niego w tej samej chwili. Aktorstwo, umiejętność władania emocjami, dzięki temu nie ma kutni, nie ma problemów, wyrzutów sumienia czy łaski. Jest tak jak chcę by było, co nie znaczy ,że jest dobrze. Chce by było dobrze niezależnie od tego co w danej chwili inicjuję.
Walić takie życie, gdzie tylko po to by coś mieć, niszczy się samego siebie. Kompromis wewnętrzny? Nie!
Moim zdaniem to matematyczne wyparcie, części siebie, swojej osobowości. Mam niszczyć siebie, swój indywidualizm, oryginalność, po to by coś mieć. Mieć to i cierpieć z tego powodu...
Jakim cudem wpadłem w to samo gówno drugi raz. Dobra koniec filozofii...

Byłem dziś w szkole, nie działo się nic, po za tym ,że dostanę szmatę z matmy, bo nie ogarniałem czegoś a była z tego kartkówka.
Wróciłem do domu, włączyłem film, i czekałem na moją dziewczynę.
Nie wiedziałem , czy przyjdzie czy nie, czy może .itp
Napisała ,że nie... (o mama przyszła, i dała mi czekoladę ! i wiesz co? Zjem ją sam!!)
... przyjdzie, tak sucho, że wynikło z tego w/w.
No i co i siedzę i pisze to cały spięty, chyba pójdę pobiegać albo coś bo zaraz zrobię coś mniej lub bardziej złego... Ale najpierw czekolada, i dokończę film.
Liczę na to ,że wpadniesz jednak wieczorem z wyjaśnieniami, bądź jakoś się ze mną skontaktujesz...

!! ęiC mahcoK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wejścia na Bloga