Jeden powód
brzmi szlachetnie, drugi przynosi nam korzyści. Innymi słowy, gdy cos robimy
zawsze jeden z naszych powodów jest ukryty, jest tylko dla nas, drugi zaś
ukazujemy ludziom dookoła, by uważali nasz za szlachetnych ludzi. Zastanowiłem
się więc, co jest moim celem, i co jest powodem moich działań, czy też planów.
Chcę zmienić świat na lepsze, diametralnie, całkowicie odmienić ludzka
moralność, usunąć przemoc i korupcję, dać szczęście ludziom od tak.
To jest mój cel, chcę zrobić to bez interesowanie dla tego świata? Czy też chcę pochwały? Uznania, chcę być na szczycie szczytów, chce być podziwiany? Myślę ,czy wspinanie się na szczyt nawet z tak idealną ideologią nie zepsuje mnie do tego stopnia, że gdy już to osiągnę, trudno będzie mi się z tym rozstać. Dojście na szczyt w trakcie jednego życia? Kosmicznie trudne. Więc gdy bym to pozyskał, był bym światem, czy mógł bym oddać wszystko bardziej kompetentnym ludziom którzy pokierowali by „światem” nadal, jakiejś radzie? Czemukolwiek? Co mi nie pasuje w tym świecie? Zastanawiam się nad tym za każdym razem gdy myślę o tym celu. Ile razy byłem w stanie zawrócić, bo myślałem – „Adrian, źle Ci? W każdym momencie jakim tylko chcesz możesz wziąć życie we własne ręce, mieć pracę dom, samochód…” i BOOM! Koniec. Praca? Dom? Samochód?
Mam sprzedawać życie by dostać pieniądz za który mam żyć? By znów sprzedawać życie? Mam mieć Dom za który mam płacić by w nim żyć, mam tracić życie by móc żyć w tym domu by sprzedawać życie by móc żyć i utrzymać ten dom? By móc znów sprzedać życie?
Mam mieć samochód , za który muszę zapłacić, a by nim jeździć znów muszę płacić? A by płacić muszę sprzedać swoje życie… Taa, mogę się wybić – bo mogę, i to zrobię. Ale mam mieć świadomość ,że inni ludzie mają żyć wedle tych zasad? Mają sprzedawać swoje życie kiedy ja wyleguje się w dżakuzi? Nie zarobię na wszystkich, ale mogę zarobić tyle by zacząć się liczyć, a wtedy dam wam na tacy nowy system. Do tego zmierzam? Naprawdę robię to dla kogoś? Czy nadal dla podziwu? Dla uzyskania mienia osoby która zniszczyła wszystkie systemy, przedarła się przez zapory i zwyciężyła? Naprawdę to życie mało mnie obchodzi, ale innych obchodzi bardziej… Chcę sprawić by mieli czas się nad nim zastanowić, i by w końcu przestali go sprzedawać. Bo to nie jest ani początek ani koniec egzystencji, to jest jedna z jej setek części, czym więcej będziemy mieli czasu tym lepiej go wykorzystamy, nawet na głupoty, ale będziemy robić coś z chęcią – bo tak chcemy a nie bo ktoś nam karze. (niektórych nie da się już uratować bo system wrył im się za bardzo w głowę, i myśl systemu stała się przewodnią myślą ich życia – czyli – żyj by zapierdalać, zapierdalaj by żyć….


Ludzkość ma szczęście, że ma takiego mesjasza jak Ty :)
OdpowiedzUsuńMesjasz nie, ale po wejściu na odpowiedni poziom świadomości, osoba wrażliwa otwiera oczy. Ja np. nie mogę żyć myśląc ,że ktoś w tym samym czasie gdzieś nawet daleko cierpi. Myślę ,że gdyby każdy tak myślał świat wyglądał by inaczej. Z drugiej zaś strony kłóci to się ze mną, bo uważam ,że wszystkiego trzeba doświadczyć. Sam się w tym gubię, to taka paćka światopoglądowa.
Usuńco myslisz na temat, "stracic zycie dla innego karaju lub dla naszego" mam na mysli tu wojsko, bycie zolnierzem, wyjazdy na te cale Misje.. ?
OdpowiedzUsuńSzczerze to mógłbym sie rozpisać na temat całego systemu podziału państw, wojny ekonomiczno gospodarczej i innych dupereli, ale odniosę się do obecnych reali. Trudne pytanie, nawet bardzo. Z jednej strony podziwiam takich ludzi za to ,że by bronić całą resztę potrafią poświęcić swoje życie. Z drugiej nie rozumiem czy to poświęcenie w ogóle na tym polega. Czy myślą o tym w trakcie śmierci? O tym ,że giną za kogoś innego? Może to chęć szybszego przejścia na niezłą emeryturę, może po prostu są wojskowymi pasjonatami. Dla mnie same konflikty zbrojne, broń, jest bezsensowna. Ale niestety są na tym świecie ludzie którzy przez brak umiejętności dążenia do swoich celów, wykorzystują broń by mimo wszystko je osiągnąć. Mam kuzyna który uczy się w szkole lotniczej i słyszałem o tym jaki dylemat przezywał przed samą przysięgą, kiedy kazali mu podpisywać dokument. Bo wygląda to tak, że jak ktoś wyższy rangą każe Ci zabić, czy zrzucić ładunki, musisz to zrobić inaczej jesteś uznany za wroga kraju...
OdpowiedzUsuńZginąć dla kraju... To ma sens ale tylko wtedy kiedy nasza śmierć ma rzeczywiste szanse obronić innych ludzi przed śmiercią. Ale w obronie władzy? Nie zabił bym nikogo w obronie systemu, bądź jakiegoś kraju. Byłbym do tego zdolny by bronić jednostkę, przed takimi anomaliami społecznymi jak holocaust czy rasizm. Sprzeciwił bym się masowemu wyrzynaniu ludzi, sprzeciwiam się stale ale tylko mentalnie. Bo np. w południowej afryce wiecznie obcinają sobie głowy, tak samo jak w ameryce południowej, a jakoś nikt nie mówi, że dnia xx.xx roku xxxx spłoneła kolejna wioska, mężczyźni zostali skróceni o głowę, kobiety zaś zostały zgwałcone, oskalpowane, czy tez odcięto im piersi, po czym spaliło żywcem. Kogo to obchodzi c'nie? Przecież w europie taki "spokój".