czwartek, 7 czerwca 2012

Motivation 3 / 05.06.2012



Jak widać by cokolwiek robić potrzebuję "kopa" wa jakiejkolwiek skutecznej postaci.
Może to być inspiracja oglądniętym filmem, jak w przypadku tej notki, może to być fascynacja czymś pięknym, jak poranek i wiatr rozwiewający zielone liście średnich drzew.
Wiatr rozwiewający liście wieżby, tak to drzewo jest zdecydowanie moim ulubionym, nie ważna jaki jego podgatunek – jest najpiękniejsze.
Tak naturalnie nie zgrabne, odzwierciedla mnie, brzydkie z zewnątrz, piękne w środku.
Narcystyczne podejście do samego siebie, jest wynikiem moich kompleksów – dlatego by funkcjonować, musze sam sobie wmawiac jaki to nie jestem.
Pewność siebie – pozorna
Intelekt – wadliwy
Wygląd zewnętrzny – ciekawy.

Z tych trzech dziedzin, tylko wygląd mi odpowiada, bo nie wygladam jak każdy.
Mimo małych uszu, dużych ust, i krzywego nosa – lubię siebie.

W tej chwili myslę jednak, jak w wielu innych tej chwili podobnych chwilach...
O dwóch pozostałych... dziedzinach.

Pewność siebie... Czy udawanie pewnego siebie, jest pewnością siebie?
Do niedawna zdawało mi się ,że tak. Ale czy tak jest – ile można udawać.
Nikt mnie naprawde nie zna... a chciałbym by ktoś mógł.
Ilekroć próbuję oddać komuś siebie takiego jakim jestem – wychodzi na to ,że osoba na którą trafiam nie ejst tego warta. To oczywiście tylko moje zdanie, ale czyje mam brać pod uwagę jesli chodzi o moją osobę?

Intelekt... Co mi z tego, że powie mi ktoś ,że jestem inteligentny, co mi po badanaich i 138 punktach IQ, jeśli nie potrafię tego wykorzystać. Dlaczego nikt tego nie uczy, dlaczego ja nie zostałęm nauczony. Muszę coś jednak z tym zrobić, ale do tego potrzebuje kogoś, nie ważne kogo, nie ważne w jakim wieku, nie ważne jaka płeć, kogoś kogo mógł bym kochać, i kochał by mnie.
Kogoś dla kogo chciałbym cokolwiek robić, bo robienie czegoś dla siebie nie daje mi nic.
To już ustaliłem, po powrocie ze szpitala obiecałem sobie, że teraz czas na mnie...
I wyszło na to ,że wychodzę tylko na imprezy, poznaje nowych ludzi, zaniedbuje rodzinę i obowiązki. Jestem nieodpowiedzialny. Za dużo rzeczy jest do załatwienia ale, nie tu, nie w tym świecie... Tylko w mojej głowie. To całkiem inny świat, jednego dnia przeniknięty tęczą, innego usłany martwymi ciałąmi i lodem w oczach innych.

A sny, koszmary, nad którymi nie mogę zapanować. Sny wyrażające cały mój strach, całą moją odmienność, wyrażające brak kontroli. Dlaczego w snach jestem tym kimś. Kimś kim stanę się przypuszczaleni za kilka lat? Osobą chorą psychicznie, krzyczącą w sufit i domagającą sie pomocy która już nie nadejdzie, osobą która niszczy wszystko i wszystkich, osobą która chce zniszczyć siebie.

Nie tego chcę, więc dlaczego mój umysł podsyła mi takie wizje niedalekiej przyszłości.
Ostatnio się głubię, i tak jak zawsze pod kontrolą było moje ciało, tak teraz gdzieś je zatracam.
Dlaczego na imprezach pię alkochol skoro na mnie nie działa? Dlaczego palę papierosy mimo braku uzależnienia, i nienawiści do ich zapachu? Dlaczego spróbowałem marichuany, dlaczego wiem ,że to nie koniec. Dlaczego nie chcę nic z tym zrobić, do cholery dlaczego mi to nie przeszkadza...
Niesłychanie długa notka, niesłychanie pozytywne miejsce, na rozmyslanie, czy pisanie tego jest apelem o pomoc? Wiem przecież ,że istnieje ryzyko iż przeczyta to tata, zanim wstawię to na bloga... Mimo to – piszę to co piszę, by uchwycić myśli.

Staram się to wszystko ogarnać, a być moze to co siedzi mi teraz w głowie okarze się kluczem – dlatego to robie.

Godzina 01.41? Cisza...
Chłód który da się wyczuć od podłogi mimo iż siedzę w kapciach, wszechogarniająca pokój – ciemność. Ctukot palców uderzających o klawisze klawiatury. I usta szeptem dyktujące słowa, pisane w tym momencie w tym włąśnie miejscu.

Z skrajności w skrajność.

Co wybrać mam kiedy przeciw sobie dwie szarości stawiam.
Co wybrać mam kiedy gorycz wchłania ciemność naszych serc.
Co wybrać mam nie wiedząc ,że...
Co wybrać mam kiedy niewiem kogo kochać mam...

Jakoś tak leciał ten zapomniany cytat mojej piosenki.
Mógłbym tu pisać jeszcze z godzinę, ale czy warto?
Zimno mi w stopy, a mam ochotę wyjść na balkon...

Mam 3 kandydató na przyjaciół – wszystkie są dziewczynami – dlaczego nie potrafię utworzyć silnej więzi z żadnym chłopakiem? Facetem? Nie poznaje odpowiednich, czy też wmawiam sobie ,że szukam przyjaciół a kieruje mną instynkt. Jestem hetero sexualny, tak więc szukając przyjaciela, kieruję się walorami sexualnymi? Walorami różnicy płci? Chęci poznania czyjegoś zdania z całkiem innej strony?

Nie chcę stracić tego co już zyskałem, choć nie wiem czy jest to zyskiem – bo to chyba najbardziej destrukcyjny klin między dwoma płątami mózgu. Fak iż doszedłem do wniosku , że ten świat jest nie warty uwagi, pozbawia mnie chęci do życia na nim, prowokuje mnie, do zmiany swiata, przejścia do następnego. Ale czy ucieczka stąd w inne bardziej nie znane mi miejsce nie jest tchóżliwa? I niebezpieczna za razem? Skąd pewność ,że w tamtym świecie, będzie łątwiej?
Najłątwiej by było gdyby go nie było, ale zaczynam w to wątpic... Paradox, niedawno martwilem się ,że po śmierci nie ma nic, teraz martwię się faktem iż jest duża szansa - ,że coś tam jest ;<

Nie jestem niczym doświadczony ale czuję się zmęczony tym światem, tym zgnitym światem który ja sam także tworzę. To człowiek jest zepsuty, od poczęcia, ktoś nas źle zaprogramował – może specjalnie? Kto wie...

Kończę rozkminy, właczę sobie soundtrack z wiedźmina i chyba przekimam do tej 4.30.
Dobranoc.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

I leave this place now.

Moje oczy są i tak w stanie opuścić ciało, moje oczy są poza ciałem.
Nawet ty jesteś moimi oczyma, więc nie ważne jak daleko będę, i tak będę wiedział o wszystkim.
...
Miałem ochotę mu to powiedzieć, lecz wiedziałem ,że może być wtedy bardziej ostrożny.
W końcu jest na podobnym co ja poziomie - gdyby tylko to wykorzystał...

Spojrzał na chłopaka, który niczym się nie przejmując słuchał dalej muzyki.
Wstał i wyszedł bez słowa.

niedziela, 3 czerwca 2012

High Quality

... lecz ręka mu zadrżała, patrzył w jego pełne wyrazu spojrzenie, widział w nim strach, i chęć do życia.
Po hali rozszedł się dźwięk uderzającego o betonową powierzchnie - noża.
Stał tak jeszcze przez chwile, kołując wzrokiem po jego twarzy. Przez uchylone drzwi wleciał powiew wiatru i gwałtownie rozwiał mu włosy. A pod nimi można już było dostrzec brylanty. 
Zaśmiał się cicho, spuszczając z niego wzrok, łzy pociekły niżej i zatrzymały się na brodzie.
Po chwili jakby speszony, wytarł je i powiedział:

-Tylko dlatego, że jesteś taki słaby... Chce byś cierpiał nadal - żyjąc na tym świecie...

Mężczyzna mający teraz dużą przewagę, mimo wszystko nie odważył się choćby ruszyć.
A o wyduszeniu z krtani jakichkolwiek słów w ogóle nie było mowy.

-Powiedz mi dlaczego? Dlaczego tak cenisz swoje życie?

Cisza spowiła twarze ich obojga.

-Odpowiedz do cholery! - krzyknął łapiąc go za barki.
-Bo kiedy umrę to nie będę już mógł nigdy żyć...

Ta odpowiedź w pełni mu wystarczyła, najwidoczniej Alex był jedną z wielu osób które były w stanie wmówić sobie, że warto.

-Jesteś w stanie żyć, tylko dlatego ,że potrafisz okłamywać samego siebie.
 Chciałbym spotkać samego siebie w takiej sytuacji, bo wiem ,że widząc własne spojrzenie, nie wahał bym się  
 ani chwili. Leżał bym już martwy... W brew wszystkiemu to nie takie łatwe "nieżyć".
 A najgorsze w tym wszystkim jest to ,że chciałem zrobić to dla Ciebie...

sobota, 2 czerwca 2012


You know how to live.
but I know how to die.
You can kneel on their knees, but I do not want to be here.
This world is lost, nothing will do for him.
Maybe above the other to fix it.

Przeznaczenie?


Znów ten stan...

Jak określić czy coś jest nam przeznaczone?
Wierząc w nieprawdopodobny zbieg okoliczności, zawsze mówimy - przeznaczenie, albo - tak widocznie musiało być. Co to znaczy? Czy kiedy czyimś argumentem na życiowa porażkę jest słowo "los" to oznacza to coś z czym nie możemy się zmierzyć? Czy też tak właśnie ma być?
Nie czytaj tego - tylko się zastanów:

Czy nasze starania i ich wynik jest już wpisany w przeznaczenie?

Bo jeśli tak, to kiedy jest nam coś pisane, i tak i tak będzie.
Nie musimy nic z tym robić, nasze starania będą w to wliczone.
Kiedy staramy się stanąć na przeciw naszemu losowi , tak naprawdę z nim nie walczymy.
Gdyż to co robimy, to że stawiamy czemuś opór, jest już ustalone.

Co z tego wynika - najracjonalniej - nic...

Można by spekulować nad tym czy coś takiego jak przeznaczenie istnieje, ale nie znajdziemy argumentów ani potwierdzających tę tezę ani zaprzeczających jej.

Więc taka życiowa rada, skoro ja straciłem 20 minut życia na te bezsensowne przemyślenia, wy zróbcie z tego użytek i nie starajcie się rozgryźć już bardziej tematu : przeznaczenia ^^

Wejścia na Bloga