piątek, 17 sierpnia 2012

Przeznaczenie...


"sądzisz, że przyszłość jest ustalona i niezmienna, że istnieje tylko jedna jej wersja i właśnie ona się wydarzy bez względu na to co zrobimy, czy jednak myślisz, że przyszłość jest zależna od tego, że COŚ zrobimy, lub nie i będzie wtedy ona zmienna?

"Sam często rozmyślam na temat losu i przeznaczenia. Doszedłem do kilku wniosków. Paradoxalnych. Jako ,że odnoszą się do paradoksu. Według mnie nie da się ani potwierdzić ani zaprzeczyć tezie iż przeznaczenie istnieje. I ,że nasze wybory czy tez ich brak mają wpływa na wszystko co nas otacza. (w odniesieniu do losu) Bo jeśli przeznaczenie jest z góry nam narzucone, to także nasz wybory (rzekomo sprzeczne z przeznaczeniem) musiały by być w nim zawarte. Więc skoro mamy jedna drogę życia, to przeleci ona tak jak jest to odgórnie ustalone nie ważne jak bardzo będzie nam się zdawało ,że jesteśmy indywidualni i niezależni. Jest to tak bardzo filozoficzna dziedzina, że trudno sie w niej obracać przeciętnym ludziom, takim jak ja. Jedynym dowodem na istnienie losu, było by kategoryczne potwierdzenie tego przez istote która ten los na nas nakłada. np. Boga. Wielu teologów uważa ,że cały świat i jego los od początku do końca został ustalony, nawet nasze przyszłe modlitwy są już przeliczone, i w akcie tworzenia świata zostały już wliczone w ten świat. Ktoś już ustalił czy zostaną wysłuchane czy nie. Nietypowa teoria, bo ponoć posiadamy wolna wolę... Chyba wyczerpałem temat, innymi słowy do żadnych innych wniosków sam nie doszedłem.

Musiałem bo szkoda by sie zmarnowało.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Przywiązanie a Uzależnienie...




Jak to odróżnić? Przywiązanie od uzależnienie? Te dwa uczucia sieją zamęt za każdym razem gdy chociaż jedno z nich pojawi sie w mojej głowie... Bo jak je odróżnić? Mówię oczywiście o uzależnieniu psychicznym. A przywiązanie, czym ono jest? I jakie ma znaczenie? Hmm... Szykuje sie tęga rozkmina..




Staram się zdefiniować te określniki, względem siebie samego. Definicje w słownikach są dość nie jaśnie, niekiedy zbieżne. Dlatego ustalę co znaczą te oba słowa dla mnie samego i jaką niosą ze sobą wartość... Myślę czy jestem gotowy na snucie tutaj takich konkretnych przemyśleń. Co bym się sam nie zgubił...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(ale zajawka na tę tęczę)


Ok, to zaczynamy :

Takie proste przyrównanie, albo i główna różnica według mnie.

Uzależnienie Psychiczne 
- Według mojego odnośnika jest to stan psychiczny w którym nie możemy bez kogoś normalnie funkcjonować, czy żyć. Innymi słowy, coś w tej drugiej osobie przyciąga nas tak bardzo ,że nie potrafimy się bez niej obejść. Może to być prestiż, autorytet, nawet pieniądze. Coś czego jesteśmy świadomi. Wiemy ,że jesteśmy uzależnieni od tej osoby i nie potrafimy sie od tego odciąć, nawet jeśli chcemy.

Przywiązanie Psychologiczne
- I tutaj rozumiem to określenie w ten sposób : Jesteśmy w kimś zauroczeni, jego osobą, uważamy tę osobę za taką która jest "dobra" w naszym odniesieniu do znaczenia tego słowa. Osoba ta, może być długo w naszym życiu, możemy ja dobrze znać, i to dlatego jesteśmy do niej przywiązani. Chcemy być blisko tej osoby, i zależy nam na jej szczęściu.

Wniosek
- Niby z dwóch podobnych na pierwszy rzut oka pojęć, udało mi się narzucić sobie ich tłumaczenie. Tak by wygodnie było by mi używać tych określników. Jestem jednak ciekaw jakie Wy macie odniesienie do tych dwóch słów : przywiązania, i uzależnienia. Miło było by mi, gdybyście pozostawili swoja opinię w komentarzu, bo być może coś mi umknęło.

Miłego dnia wam życzę ;)


środa, 15 sierpnia 2012

Uśmiechasz się?



Cieszę sie, bo mam wrażenie ,że odczuwasz szczęście. Czyste nie zmącone chorymi ambicjami, nie przeinaczone pryzmatem chorych uczuć. Co tu dużo mówić, i tak nadal skacze mi puls jak wchodze na twojego bloga, ale to chyba dobrze prawda? Wiem ,że to co czułem było prawdziwe, a teraz tylko udoskonalam to uczucie, by móc nim obdażyć kogoś innego, w mniej toksycznej formie ;)

Dzięki tobie sie nauczyłem ;)

@Mery, dzięki za tę rozmowę. Przemówiłaś mi do głowy, tak myślę.
@Anna, dzięki za wsparcie, za bezinteresowność, za to ,że mogę po prostu być obok i troszczyć sie o Ciebie, to dużo mi daje - czuję sie potrzebny.

Jutro na 12tą, pkp, żebrania Ciąg dalszy. Musze ogarnąć na czwartek z 35 zł.

Dziękuję też dwóm panią które przemówiły mi do rozsądku apropo płynnego vermilionu.
Fajnie ,że ostatnio spotykam ludzi, którzy na pierwszy "rzut oka" wydają się nudni, i mało reprezentatywni, a potem okazuje sie ,że są wspaniali, że potrafią kogoś konstruktywnie skrytykować.

A teraz czas na moje wywody!!



Zdrowie ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
TĘCZA!! (musiałem)

Nie wiem jak można być takim ignorantem, że kiedy w przypadku gdy coś nam dolega nasze podejście to:

"A tam, samo przejdzie"

Ja rozumiem, katar, ewentualnie kaszel, czy jedno dniowa gorączka. Ale np. powtarzający się ból głowy, okolic podbrzusza, czy wewnątrz klatki piersiowej. Jak można mieć podejście "samo przejdzie" ?

Ciało jest jak wielki komputer, oczywiście potrafi się ochronić swoim antywirusem, ale nieraz trzeba do niego wgrać aktualizację, w postaci leków wzmacniajacych, witamin, diety. A co jeśli nasz system zostanie uszkodzony? Otwieramy obudowę prawda? Chcesz mieć rozcięty brzuch? I naprawiane części, albo wymieniane? Albo po prostu odrzucone? Co wiązać się będzie z mniejszą wydajnością twojego ciała?

Jest chyba różnica, mieć komputer, do internetu, filmów, gier? Niż do samego internetu, albo samych filmów prawda? A co jeśli uszkodzisz się, i nie będziesz mógł już robić tego co mogłeś do tej pory? Co jesli będziesz musiał czekać na wymienne części?

MYŚL!


Bo z myśleniem, to działa tak ,że lepiej szybciej niż później ;)

wtorek, 14 sierpnia 2012

Emo Note...


It's all true of mine...

A może i wcale nie. Przyjechał mój tatuś! I z tej radości, tylko się na niego wkurwiłem. Zrobił bowiem coś czego nie toleruje, i jasno mu przekazałem ,że jeśli to zrobi, to aj tez nie będę dłużny - taka zasada.

Z zemsty mam ochotę się naćpać czymś mocnym, kwasem albo herą - ale nie mam pieniędzy.
Powinna mnie do domu eskortować policja, albo zostawić na 48h.

Dziś* prawdopodobnie spędzam dzień z tatą, tak więc zaproszenie na gotowanko z Klaudią, będę musiał jakoś przełożyć, np na jutro.

W czwartek mam podpisać tę umowę o "nietypową pracę" - no zobaczymy jak mi sie to powiedzie ;o

Przeszłość, i jej wpływ na teraźniejszość... skutki przeszłości odczuwane w przyszłości... Po co się tym przejmować. Tym ,że kiedyś coś się zrobiło nie tak. I tka nie mamy już na to wpływu. Pozostaje nam jedynie doświadczenie, które być może uratuje nas przed popełnieniem kolejnego błędu. Nie jest złe, mylić się lub popełniać błędy. Złe jest popełniani tych samych błędów kilkukrotnie. Bo to nic nie wnosi.


Zajmij sie tym co się dzieje, tym jaki możesz mieć wpływ na przyszłość!

Zatrzymaj się!!


Pomyśl spokojnie, czytaj, ale myśl o tym co czytasz.
I zastanów się czy to naprawdę takie trudne. Wyznaczyć sobie cele? Ustalić z samym sobą jakich błędów nie popełnisz, czego będziesz się wystrzegać, i w jaki sposób nigdy sie nie zachowasz? Naprawdę problemem było by odwrócenie się teraz od monitora i przeanalizowanie w głowie swojego życia?

Myślisz ,że nie miał byś z tym problemów? To spróbuj - nikt tego nie sprawdzi, ale ty sam będziesz wiedział, jak mało subiektywny jesteś w ocenie samego siebie.

Co Ci szkodzi to sprawdzić, skoro i tak czytasz brednie które tu wypisuję.




Ustal sam ze sobą, kim chcesz, być. Nie rozdrapuj ran z przeszłości, ani swoich ani innych. Pozbądź się uprzedzeń. Unieś ciężar i ból, zdrady, czy starty. Pozbądź się nienawiści? Na prawdę nie potrafisz?

Zaśnij dzisiejszej nocy, ze świadomością ,że jutro zaczynasz nowy lepszy poziom życia.
Żyj tak byś na koniec dnia mógł zawsze stwierdzić, że dzięki temu dniu stałeś sie lepszy, niż dzień wcześniej.
Szczęście dawaj sobie sam, wmów sobie ,że jeśli się rozwijasz to jesteś szczęśliwy!

Taka mała afirmacja - a taka skuteczna !!


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Invisible....


Jeszcze tylko trochę, trochę... A stanę się niewidzialny, a będę miał wpływ na wszystko...
Tak nie chce mi się istnieć w tym skomplikowanym sztucznie świecie. W świecie głodu, bólu i śmierci.
W świecie w którym dla człowieka ważniejsze jest zdobycie kolejnego miliarada dolarów niż, oddanie 10tys  na poprawę jakości życia, jednostki.

Racja, nie zmieni to sytuacji na świecie, ale pamiętaj, taki gest dla tej jednej osoby znaczy wiele. Nie jest ważne ,że nie pomożesz wszystkim... Pomagaj tym co możesz pomóc. Ludzie umierają z głodu, ludzie umierają dla chorych interesów, by broń sie sprzedawała muszą być konflikty, by ludzie zarabiali muszą być wojny. By ludzie ginęli wystarcza chore ambicje, ludzi siedzących na złotych tronach...



Po co to wszystko, dlaczego tak to funkcjonuje, dlaczego pogoń za "czymś" jest ważniejsza niż drugi człowiek? Bo ten człowiek nie jest niczego warty? A ma być czegoś warty żyjąc w takich realiach w jakich żyje? Wszystko to jest chore, a i nie mam pomysłu jak to zmienić. Nie mogę normalnie funkcjonować, nie mogę iść do szkoły takiej jakiej chce, nie mogę się rozwijać, bo muszę myśleć o tym czy starczy w  domu na rachunki? Ilu ludzi jest takich jak ja, z wielkimi ambicjami i motywacją, które jednak są tłamszone przez debilizm systemu jaki kieruje naszym życiem, to nie jest anarchia, nie demokracja, nie socjalizm... To materializm i egoizm - to są doktryny w jakich powinno sie oceniać dzisiejszy system i władze, nawet religię. Która powinna pozostać czysta, i bez wpływów zewnętrzno-politycznych. Ale tak nie jest.



Człowiek od maleńkości uczy sie jak żyć, a zanim zda sobie sprawę z tego ,że to w jaki sposób żyje, nie do końca jest słuszne, dobrze, czy też mu się podoba. Nie ma szans tego zmienić, bo już jest tak nauczony, nie wierzy w zmiany, boi się ich. A nawet jeśli spróbował by cos zrobić, to trafi na ludzi, którzy siedzą jeszcze w tej plątaninie i nie potrafią znaleźć końca szpulki, a kiedy znajdują okazuje się ,że końców jest trzy...

I te w/w wypociny nie są najgorszym co chcę tu napisać. Najgorsze jest to ,ze jeśli komuś uda się przez to przebrnąć i ma szanse na zmianę tego wszystkiego, zmienia się w osobę jakiej sam nienawidził i którą gardził - bo po prostu inaczej sie nie da...

Chciałbym sie od tego odciąć, od tych przyziemnych, chorych, banalnych, ale jakże irytujących problemów.
Chciałbym móc cieszyć się ta magią w okół, tym pięknem świata, ludzką duszą, i zapachem kwiatów...
Rozwinąć sie duchowo i intelektualnie, ale kurwa nie mogę, przez takich ludzi, jak TY! Ty! i tY!



I wyjdzie na to ,że zrobię na świecie większe zło niż Führer, by z prochu który pozostanie, stworzyć fundamenty nowego lepszego świata. Mam wielka nadzieję na koniec świata tego 21 grudnia. Mam też wielką nadzieję ,że go przeżyję - jakimś cudem. I będę mógł pomóc komuś budować to wszystko na nowo.
Bo jak na razie widzę jedynie w tym - jakieś rozwiązanie.

Wejścia na Bloga