wtorek, 13 listopada 2012

Cytatowo PT1



"Weź pierwszą pod ręką książkę , otwórz na stronie która ma się do liczby wszystkich stron jak 2/7, i przepisz zdanie które jest w kolejności równe sumie liczb strony na której otworzyłeś książkę. A twoi znajomi niech odgadną o czym może być książka którą trzymasz właśnie w ręce :)  "

I Adrian bawi się w proporcje :O

2 do 7 ma sie jak x do 149

Czyli to będzie około 42 strona tak ?

i 4+2 = 6|

więc.....

"Zależnie od osobistych preferencji możesz zdecydować się na jogging, długi spacer, ćwiczenia na siłowni, mycie samochodu lub mecz koszykówki z sąsiadami."

NOO? O czym jest ?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Jest już bardzo blisko , it's coming on , it's coming on!

Niech to się zbiegnie z 21 grudnia. Serio liczę na to ,że ten "brzydki" (tata mnie prosił bym tu nie przeklinał) impuls zmieni coś w naszych głowach. Bo Ziemia, nasza matka też ma duszę, matka jest dobra, i kocha swoje dzieci, ale kiedy one tylko ją zatruwają, to wyrzuca je z domu... Ziemia chce się odrodzić - i zrobi to... Zrobi ale bez nas... bez "ssaków", zwierząt mających czelność przypisywać sobie miano "ludzi"...

Ogólnie, mój tata stwierdził ,że jak nieraz wchodzi na mojego bloga, to już mu się nie chce komentować tylko bardziej chce mu się śmiać - takie głupoty piszę... Szkoda...
Najwyraźniej będę musiał go znaleźć w kolejnym życiu, bosze.... Ile osób będę musiał znaleźć, przez to ,że są zbyt leniwi by rozwijać się duchowo... Z drugiej zaś strony, większość tego czym są zostało narzucone przez ten świat, społeczeństwo i system, więc nie będą już tacy sami, nie będą nawet podobni... To jeszcze bardziej przykre, być świadkiem jak ktoś kogo dobrze znałeś, czy kochałeś traci pamięć i nie wie kim jesteś, a kiedy starasz mu się to wyjaśnić uważa Cię za świra, i załatwia sobie zakaz zbliżania...

######################################################

A książka którą mam obok, jest kozacka, zacznę ją zaraz czytać ;o

So, lets go :D

Do rana wszyscy, czekam aż słońce was zbudzi :O

Nooo, tak przecież rano macie ciemno ;o

poniedziałek, 12 listopada 2012

Chęci i lęki...



Sam nie wiem, i pewnie nie dowiem się aż do kolejnej sytuacji która totalnie mnie pogrąży. Może gdy będę budował kolejny raz swoje fundamenty z innym planem na nie - dowiem się. Teraz jednak nie wiem. Niby chce odczuwać cały świat, od radości po ból - bez znaczenia czym spowodowany. Jednak kiedy mam do wyboru spróbować szczęścia, choć na końcu może okazać się bolesne, przepełnia mnie lęk. Lek przed próbą. Nie wiem do jakiego etapu się ewoluuje, ale wiem ,że nie można robić tego za szybko, bo ma to wręcz odwrotny - destruktywny wpływ na nas samych. I wiem też, że nie nadszedł czas na kolejną dużą zmianę. Dlatego boję się porażki, bólu psychicznego? Zdrady wobec mojego alterego? On to zaplanował i on an tym ucierpiał, po czym oddał mi dobra wolę. Lecz teraz to ja byłbym skazany na cierpienie...
Wmawiam sobie by nie planować... Nie ma planów , nie ma zawiedzenia = nie ma bólu na końcu...
A jednak planuję, wyczekując (negatywnie) momentu kiedy coś pójdzie nie tak, by bolało, i by coś we mnie się zmieniło. Dlaczego więc jeśli ustalam ,że nie tyle nie chce teraz zmian, co będą one zbyt szybkie i źle na mnie wpłyną. Jednak moje czyny a nawet zlepki myśli, dążą do czego innego... (Tutaj mógłbym zapętlić tę wypowiedź...)"Sam nie wiem, i pewnie nie dowiem się aż do kolejnej sytuacji która totalnie mnie pogrąży. Może gdy będę budował kolejny raz swoje fundamenty(...)"

Bardzo miło było, ale serio chyba tylko dzięki Tobie, dzięki za wsparcie tutaj, tutaj ... no tu w tym miejscu gdzie to teraz piszę, i w kuchni... Gdybym miał to wszystko i "ją" ogarniać sam to chyba bym się wykończył i nie było by ani Comy ani Tequilli, a i tego pięknego spokoju jakim mnie obdarzyłaś w nocy.

Dobra kolejność została narzucona w mojej głowie, priorytet środka, budowa poglądu i wizji tego co na zewnątrz. Myślę ,że inna kolejność traci całkowicie sens. Nawet nie próbuję tego przed sobą dowieść. Poprzednio było podobnie ale inaczej, to jak z "zabawką" która nie jest ładna, i aż tak nie cieszy. Ale jeśli siedzi się w pustym pokoju, i ma się tylko tę zabawkę, to się nią bawi. Widzi się jej różne zastosowania, aż w końcu wydaje się nawet ładna. Mając już dostęp do innych zabawek widzimy tylko ,że są ładne a nie widzimy ich różnych zastosowań, dlatego wybieramy te którą już dobrze znamy. A kiedy się psuje, jesteśmy załamani...

Teraz jest na prawdę inaczej, nie siedzę w pustym pokoju mam dostęp do wielu zabawek, ale otrzymuje coś wartościowszego, coś co nie służy do zabawy, co urzekło na samym  początku, coś co z każdym dniem mówi mi o sobie coraz więcej, i coraz bardziej zauważam piękno tego... Kogoś......

Podstawowa różnica to taka ,że cieszyć się czymś na siłę z braku perspektyw to jedno, a być czymś oczarowany w momencie gdy już nic nie robi na tobie wrażenia to drugie. - nie da się tego porównać a tym bardziej zestawić ze sobą.

Tańczyłem... wiem pokracznie, bo ani tego nie lubię ani nie umiem, nigdy nie tańczyłem w klubie tak... Nie można się tam wykazać. Ale było przecudownie *.*

Jagody w słoiku znalazłem, a szukałem enty raz jakiegoś soku do rozrobienia :D

"A wejście na twój poziom zajmie mi eony, w ciągłym powtarzającym się kręgu czasu, kręgu śmierci i narodzin, skorumpowane dusze mogą mi tylko w tym przeszkodzić..."

sobota, 10 listopada 2012

Lubię się starać...


...gdy jest o co :)

Łap kamienie i ...



"... bądź cicho... Bo lawiny nie jesteś jeszcze w stanie zatrzymać..."

"Jestem psychicznym samobójcą i masochistą, znów po wszystkim będę mniej ludzki a bardziej (...)"

"Zatrzymaj się, zwolnij - właśnie kiedy masz ochotę przyśpieszyć..."

Kompromis serca i umysłu? Chyba tylko w telekomunikacji polskiej ....

czwartek, 8 listopada 2012

Trzymaj się...





(czytając to myślcie, byście wyśmiewając mój tok myślenia wiedzieli z czego się śmiejecie...)


... tego co sam ustaliłeś. Sam o sobie myślisz pogardliwie, lecz jednak wierzysz w swoją wyjątkowość.
W twojej głowie zaistniał paradoks. Uważasz siebie za kogoś kto ma wpłynąć na los wszystkiego, lecz sam kwestionujesz i wyśmiewasz to co sam myślisz o sobie... Wierzysz, że kieruje tobą nadrzędna nieznana ci potęga, a za razem drwisz z tego kiedy tylko o tym pomyślisz. czaso-przestrzeń, jeśli taki absolut okazuje się nie być precyzyjny i ostateczny to co w całym świecie który dał ci się poznać jest jednoznaczne. Każda z pozornie nieskończonych linii czasu, jest nieznacznie inna od poprzedniej. Lecz, da się w tym wszystkim odkryć "skończoność" tych właśnie linii. Jeśli są to linie czasu to i czas je warunkuje. A czy czas w swej naturze jest nieskończony ? Skoro został stworzony, może zostać załamany, to może zostać też zniszczony...
Skoro gdzieś na początku każdej linii czasu musiało istnieć ponadczasowe wydarzenie w którym powstał czas, tak koniec każdej linii czasu musi równać się zniszczeniem czasu. Skoro jest początek i koniec, to tylko sam indywidua linii czasu warunkuje kiedy on nastąpi. co za tym idzie? W innej linii czasu, mogłem się nie urodzić, bo czas skończył się nim do tego doszło. Ale tutaj znów napotykamy paradoks, paradoks narodzin.
Skoro założeniem skończoności ilości linii czasu jest skończoność różnic w tych własnie liniach, jak wyjaśnić nieskończoność możliwości różnic narodzin. A może ten ogrom różnic również jest ograniczony ilościowo?
Dochodzę do wniosku ,że nieskończoność może istnieć tylko po wykluczeniu miary skończoności. Będąc pod wpływem czasu, nic nie może być nieskończone, nawet sama linia czasu...

Tak słowem wstępu.

Biorąc pod uwagę wyżej przyjęte założenia, przeznaczenie istnieje... jest jedno dla całej linii czasu w której się znajdujemy. Ciekawostką jest możliwość przemieszczania się po linii czasu, a jeszcze większą - tutaj nazwę ją tajemnicą jest - możliwość przemieszczania się do innej linii czasu. (użycie słowa przemieszczanie zostało celowo zastosowane mimo iż odnosi się ono bezpośrednio do czasu, przestrzeni i punktu odniesienia, które w trakcie pojawiania się w innej linii, nie maja znaczenia) Chodzi mi bardziej o kwestionowanie takiej możliwości, będąc pod wpływem czasu w konkretnej linii czasu. Jestem zdania iż, tylko z przestrzeni w której czas nie istnieje, jest możliwość dobrowolnego pojawienia się w jakiejkolwiek linii czasu. Ale skupiając się na sprawie którą chciałem poruszyć, a mianowicie przeznaczeniu, zastanawiam się zawsze jak bardzo można je nagiąć i czy w ogóle. Bo gdy zdaje się nam ,że sprzeciwiamy się naszemu losowi, tak naprawdę mogło to zostać zaplanowane właśnie w tej konkretnej linii czasu, w której się znajdujemy.
Nazywanie tego planem jest raczej mało precyzyjne, bo jest to po prostu stała, nie zależna od nikogo i niczego. Niektórzy mówią na linie czasu wymiary równoległe, ja jednak zapytam o kwintesencje tego wszystkiego. Jaki cel ma to wszystko co poddane jest ograniczeniom czasowym? I po co jest tak pozornie nieskończenie wiele możliwości, i najważniejsze. Czy istoty ponad czasowe widzą wszystkie linie czasu na raz, i każdą ją z osobna od początku do końca, w tym samym czasie? Jeśli Bóg jest taka istotą, to w jakim celu jesteśmy, skoro w momencie stworzenia czasu znany mu był los wszystkiego co tworzył ?
Ponadto gdy stworzył czas i zaczął tworzyć wszechświat, sam poddał się przeznaczeniu, bo musiał sam wiedzieć co stworzy zanim o tym pomyślał (myślenie - w tym przypadku jest ściślej abstrakcyjne, po prostu nie istnieją słowa na określenie takich stanów.) Tworząc podstawowe zasady musiał już widzieć ,że je stworzył i wiedzieć jak będą działać zanim się pojawiły? Innymi słowy widział siebie jako część każdej linii czasu? Myślę, że mój intelekt , logika i wiedza nie są na odpowiednim poziomie by zrozumieć bezprawie jakie panuje w "sferach bez czasu"... Przykre. Jakiego ogromu wiedzy nam brakuje do pojęcia czegokolwiek więcej niż naszego świata, którego i tak niemal nie rozumiemy. Jesteśmy niczym, i wszystkim...
Uwielbiam Paradoksy...

I cała ta rozkmina dotyczyła tego ,że czegokolwiek nie zrobię, to tylko zdaje mi się ,że mam dobrą wolę. Dlatego czy coś zaplanuje czy nie, niezależnie od tego jak bardzo będzie mi się wydawało to moim wyborem, to samo moje planowanie było planowane nadrzędnie... To daje nam poczucie dobrej woli, i wpływu na wszystko co nas otacza, ktoś nas jednak oszukał. Mimo iż stworzył tak idealną iluzję, że sam wątpię w prawidłowość wyciąganych wniosków. Istnieją rzeczy na tym świecie które po prostu "mogą być" i niezależnie od dowodów na ich istnienie czy też nie, nie da się określić prawdy... To jest takie kopanie dołka pod sobą. Bezsensowne. Wiem jedno mimo tej pozornej woli, bądźmy w linii czasu w której nie planujemy przez co unikniemy cierpienia wynikającego z niepowodzenia planów... (że co ?)
A może lepiej poddać się temu? Planować, i cierpieć w razie niepowodzenia? Nie ważne co wybierzesz w którejś linii czasu dokonałeś miliarda różnych pozornych wyborów, a i tak są one pozornie bez znaczenia :)

Wejścia na Bloga