(czytając to myślcie, byście wyśmiewając mój tok myślenia wiedzieli z czego się śmiejecie...)
... tego co sam ustaliłeś. Sam o sobie myślisz pogardliwie, lecz jednak wierzysz w swoją wyjątkowość.
W twojej głowie zaistniał paradoks. Uważasz siebie za kogoś kto ma wpłynąć na los wszystkiego, lecz sam kwestionujesz i wyśmiewasz to co sam myślisz o sobie... Wierzysz, że kieruje tobą nadrzędna nieznana ci potęga, a za razem drwisz z tego kiedy tylko o tym pomyślisz. czaso-przestrzeń, jeśli taki absolut okazuje się nie być precyzyjny i ostateczny to co w całym świecie który dał ci się poznać jest jednoznaczne. Każda z pozornie nieskończonych linii czasu, jest nieznacznie inna od poprzedniej. Lecz, da się w tym wszystkim odkryć "skończoność" tych właśnie linii. Jeśli są to linie czasu to i czas je warunkuje. A czy czas w swej naturze jest nieskończony ? Skoro został stworzony, może zostać załamany, to może zostać też zniszczony...
Skoro gdzieś na początku każdej linii czasu musiało istnieć ponadczasowe wydarzenie w którym powstał czas, tak koniec każdej linii czasu musi równać się zniszczeniem czasu. Skoro jest początek i koniec, to tylko sam indywidua linii czasu warunkuje kiedy on nastąpi. co za tym idzie? W innej linii czasu, mogłem się nie urodzić, bo czas skończył się nim do tego doszło. Ale tutaj znów napotykamy paradoks, paradoks narodzin.
Skoro założeniem skończoności ilości linii czasu jest skończoność różnic w tych własnie liniach, jak wyjaśnić nieskończoność możliwości różnic narodzin. A może ten ogrom różnic również jest ograniczony ilościowo?
Dochodzę do wniosku ,że nieskończoność może istnieć tylko po wykluczeniu miary skończoności. Będąc pod wpływem czasu, nic nie może być nieskończone, nawet sama linia czasu...
Tak słowem wstępu.
Biorąc pod uwagę wyżej przyjęte założenia, przeznaczenie istnieje... jest jedno dla całej linii czasu w której się znajdujemy. Ciekawostką jest możliwość przemieszczania się po linii czasu, a jeszcze większą - tutaj nazwę ją tajemnicą jest - możliwość przemieszczania się do innej linii czasu. (użycie słowa przemieszczanie zostało celowo zastosowane mimo iż odnosi się ono bezpośrednio do czasu, przestrzeni i punktu odniesienia, które w trakcie pojawiania się w innej linii, nie maja znaczenia) Chodzi mi bardziej o kwestionowanie takiej możliwości, będąc pod wpływem czasu w konkretnej linii czasu. Jestem zdania iż, tylko z przestrzeni w której czas nie istnieje, jest możliwość dobrowolnego pojawienia się w jakiejkolwiek linii czasu. Ale skupiając się na sprawie którą chciałem poruszyć, a mianowicie przeznaczeniu, zastanawiam się zawsze jak bardzo można je nagiąć i czy w ogóle. Bo gdy zdaje się nam ,że sprzeciwiamy się naszemu losowi, tak naprawdę mogło to zostać zaplanowane właśnie w tej konkretnej linii czasu, w której się znajdujemy.
Nazywanie tego planem jest raczej mało precyzyjne, bo jest to po prostu stała, nie zależna od nikogo i niczego. Niektórzy mówią na linie czasu wymiary równoległe, ja jednak zapytam o kwintesencje tego wszystkiego. Jaki cel ma to wszystko co poddane jest ograniczeniom czasowym? I po co jest tak pozornie nieskończenie wiele możliwości, i najważniejsze. Czy istoty ponad czasowe widzą wszystkie linie czasu na raz, i każdą ją z osobna od początku do końca, w tym samym czasie? Jeśli Bóg jest taka istotą, to w jakim celu jesteśmy, skoro w momencie stworzenia czasu znany mu był los wszystkiego co tworzył ?
Ponadto gdy stworzył czas i zaczął tworzyć wszechświat, sam poddał się przeznaczeniu, bo musiał sam wiedzieć co stworzy zanim o tym pomyślał (myślenie - w tym przypadku jest ściślej abstrakcyjne, po prostu nie istnieją słowa na określenie takich stanów.) Tworząc podstawowe zasady musiał już widzieć ,że je stworzył i wiedzieć jak będą działać zanim się pojawiły? Innymi słowy widział siebie jako część każdej linii czasu? Myślę, że mój intelekt , logika i wiedza nie są na odpowiednim poziomie by zrozumieć bezprawie jakie panuje w "sferach bez czasu"... Przykre. Jakiego ogromu wiedzy nam brakuje do pojęcia czegokolwiek więcej niż naszego świata, którego i tak niemal nie rozumiemy. Jesteśmy niczym, i wszystkim...
Uwielbiam Paradoksy...
I cała ta rozkmina dotyczyła tego ,że czegokolwiek nie zrobię, to tylko zdaje mi się ,że mam dobrą wolę. Dlatego czy coś zaplanuje czy nie, niezależnie od tego jak bardzo będzie mi się wydawało to moim wyborem, to samo moje planowanie było planowane nadrzędnie... To daje nam poczucie dobrej woli, i wpływu na wszystko co nas otacza, ktoś nas jednak oszukał. Mimo iż stworzył tak idealną iluzję, że sam wątpię w prawidłowość wyciąganych wniosków. Istnieją rzeczy na tym świecie które po prostu "mogą być" i niezależnie od dowodów na ich istnienie czy też nie, nie da się określić prawdy... To jest takie kopanie dołka pod sobą. Bezsensowne. Wiem jedno mimo tej pozornej woli, bądźmy w linii czasu w której nie planujemy przez co unikniemy cierpienia wynikającego z niepowodzenia planów... (że co ?)
A może lepiej poddać się temu? Planować, i cierpieć w razie niepowodzenia? Nie ważne co wybierzesz w którejś linii czasu dokonałeś miliarda różnych pozornych wyborów, a i tak są one pozornie bez znaczenia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz