wtorek, 14 maja 2013

Lubie patrzeć w twoje oczy...

Widać w nim obraz tego kim byłbym postępując identycznie co Ty.
Brama Konopi , teraz rozumiem jak działa rzeczywistość (...) której nazwy zapomniałem, albo nie chcę uwierzyć w to ,że mogła nazywać się schematyczną-podprogową.

Teraz jak nigdy po seriach doświadczeń, przejrzałem na zmysły, fizyczne i nie. Teraz mogę dopiero powiedzieć ,że zacząłem doświadczać "swoje życie" :)

Wszystko jest stanem umysłu ;o

Ale o tym pisać mogę ;o

To wszystko jest magiczne. Świat który da się kreować, doświadczanie wszechobecnego siebie.
Wszystko jest tylko i wyłącznie takie, za jakie to bierzemy. Logiczne, potwierdzające się w każdej sekundzie.

Gdyby sądził ,że twoim ulubionym kolorem jest niebieski, oczywiste by było ,że nie jest nim czerwony. Ale to ty przekonujesz siebie o tym ,że niebieski, wiesz to bo w to wierzysz. Ale gdy nagle zaczniesz sadzić iż lubisz bardziej czerwony, nie zważając na argumentację, bo przecież by przekonać siebie samego, nie potrzebujesz argumentów, tylko zmiany podejścia. W momencie w którym za ulubiony kolor bierzesz czerwony, w krystalicznej teraźniejszości, jest on niczym innym jak twoim ulubionym kolorem.

Staram się przedstawić to obrazowo i jak najłatwiej do zrozumienia, kluczowo. Mógłbym napisać jedno zdanie, było by bardziej dobitne niż te kilka, ale tylko dla mnie, i dla osób które sądziły by, że wiedzą o co w nim chodzi. A i niezależnie od tego czy sądziły by to samo co ja, według nich by tak było, więc było by tak aż do momentu w którym dowiedziały by się ,że chodzi o co innego.

To jakim coś doświadczamy jest tym czym staje się w momencie kiedy tego doświadczamy.

Nasz mózg ma za zadanie odbierać teraźniejszość, i niezależnie od tego w jakiej sytuacji jesteśmy, to przeszłość i przyszłość nie istnieje, dopóki w teraźniejszości nie otworzymy łącznika z tamtymi równoległymi wymiarami. Rzeczywistość jest jak sen, rozwija się chronologicznie ale tylko wtedy kiedy śnimy. Kiedy sie budzimy otwieramy swoisty port do przeszłej krystalicznej teraźniejszości, gdzie to w krystalicznym teraz odbieramy przekaz myślowy z innego wymiaru, nie dlatego ,że był snem ale dlatego ,że jest nazywany przez nas przeszłością. Sen w naszej świadomości istnieje cały, ale możemy go przewertować chronologicznie. Chce nawiązać do tego ,że w tej rzeczywistości którą większość kreuje, czas i subtelne połączenie owych wymiarów, zostało zmanifestowane, byśmy mieli wybór tego czego doświadczamy. Kiedy nasze "życie" w tej rzeczywistości się skończy, obudzimy się jak ze snu, i dostrzeżemy ,że obejmujemy całe to doświadczenie, możemy jednak przewertować je hronologicznie i wybiórczo jeśli chcemy. Zawsze jest teraz, bo przyszłość i przeszłość to tylko punkt widzenia. I nie istnieją jeśli o nich nie myślimy, gdyż to my tworzymy wszystko co nas otacza, również przeszłość i przyszłość, w momencie myślenia on nich, dopiero staja się rzeczywistością.

Czuje się nieraz jakby ktoś przeze mnie channelował, nie kontroluję się jak piszę to wszystko, ale utwierdzam w sobie przekonanie które na razie tylko szepcze - Jesteś TYM czym MYŚLISZ ,że JESTEŚ!

Knowledge is power ...

Takie inne, i takie same to samo.

O takich rzeczach nie powinno się rozmawiać ;o

A nie mówię, bo mi się nie opłaca.

http://www.youtube.com/watch?v=8-Q49Ug2QLw

środa, 8 maja 2013

Only YOU !



Mam w końcu swoją gitarę <3 ! Aż musiałem to gdzieś napisać, bo przecież zaśmieciłem facebookowy czat zbyt małej liczbie osób. Jak obiąłem gryf dzisiaj u Amy, to aż mi skill wrócił! I teraz siedzę z nią i ją męczę <3




Może podzielę się moją wczorajszą melancholią, bo czemu nie :

Pokój nie był zadbany, widać było na pierwszy rzut oka iż nie zmieniano w nim nic od bardzo dawna. Jedyne co zmieniało się w jego pokoju to zapachy, i osoby które w nim gościł. Mówił ,że jest wolny, lecz sam siebie ograniczał. Ograniczał się myśląc o rzeczach które rzekomo go ograniczają. Kolejny dzień minął od tak, czekając na szanse od losu, będąc otwartym na wszystko gardził bądź lekceważył astralną dłoń która niemal w każdym momencie chciał poruszyć go z miejsca. Zbyt dumny by zająć się pracą zbyt niepewny by zająć się sobą. Światło małej lampki wystarczało w zupełności, lecz za każdym razem ktoś inny musiał za niego zgasić żarówkę bujającą się pod sufitem.  Gorzka herbata, która jak zawsze zdąży oziębnąć, do tego stopnia iż picie jej nie przynosi oczekiwanej reakcji na jego kubeczkach smakowych. Tym razem była akurat. Brakowało mu jednak cukru, jak zawsze kiedy zdecyduje się jej nie posłodzić. Tym razem nie pofatygował się po cukierniczkę. Sączył ją powoli słuchając spokojnego męskiego głosu, który pięknie brzmiał w raz z wolna sączącym się dźwiękiem gitary. Drugi tom książki zauważonej na półce, przypomniał mu tylko o tym iż zaprzepaścił szansę na przeczytanie pierwszego. Być może nigdy nie będzie mu już dane do niego wrócić. Nie zastanawiał się nawet czy warto jest spróbować czytać drugą część. Nic nie motywowało go nawet by przeczytał pierwszą stroną, gdyż swą świadomością utknął na sześćdziesiątej czwartej stronie tomu poprzedniego. Pokrojone w miseczce jabłko, dawno już spoczywało w jego żołądku, jako bliżej niezidentyfikowana papka, miał bowiem sposobność do istnego rozłożenia pokarmu już na etapie jamy ustnej. Papierosy które leżały na półce w odległości trzech metrów od niego, teraz nawet go nie kusiły. Zastanawiał się nad rozrzutnością swojego czasu, który był przecież z każdą sekunda ukracany. Zastanawiał się nad sensem wszystkiego co robił, robi, i będzie robił w krystalicznym "teraz" i czy aby na pewno ma to jakąkolwiek wartość. Miało... Musiało, dostrzegł to po chwili. Ale czy mógłby robić coś ważniejszego? Gdyby mógł pewnie by to robił, ale czy na pewno. Czy nie jest to ucieczka? Samokrytyka blokowała jego twórczą duszę, której twórczość sam sobie wmówił. Robił to co każdy, i to czego nikt nie robił. Współdzielił niektóre myśli, większość jednak zostawiał w cieniu. Zwyczajnie niezwykły, jak nikt i każdy zarazem. Z dnia na dzień bardziej rozumiał gdzie jest, kiedy i dlaczego. Z dnia na dzień bardziej wątpił w sens wszystkiego. A przecież był częścią wszystkiego co jest, bez niego nie było by tego wszystkiego, bo nie było by jego. Wszystko jest ważne, bo jeśli by tak nie było, nic by nie istniało. Wszystko jest po coś. Jak kubek, w którym zaparzono mu herbatę, jak usta które z wolna ją sączyły, tak i on. Z pewnością był po coś, był ważny dla wszystkiego. bo gdyby nie on, nie było by niczego. Teraz już książka bardziej go zachęcała, bardziej niż chęć zapalenia papierosa która pojawiła się z nikąd. Sięgnął po nią, i zapatrzył się w okładkę... "Róża Jakobsze - Rhezus : Zielone oczy wyroczni". Muzyka, zapętliła sie po raz wtóry, lecz została nikczemnie zatrzymana, jakby ktoś uznał ją za zbyteczną, bądź mniej ważną teraz. Mniej ważną od chęci przeczytania książki. Brat który wszedł nagle do pokoju, i pokrzyżował mu plany, ukazując mu kwintesencje swojej kreatywności. Wysłuchał udając zainteresowanie, proponując nowe warianty, proponując pomoc, w zajawce jedenastoletniego chłopca. Kolejny raz rzucił okiem na książkę przed sobą. Na jej okładce była - jak mu się zdawało - owa tytułowa wyrocznia, stała na wprost miała ciemne - przechodzące w fiolet włosy, które wiatr wydmuchiwał z pod fioletowego kaptura, ubrana była w fioletową szatę z obszernym dekoltem który kończył się niewiele przed sutkami naturalnie pięknych piersi. Na szyi miała wisiorek, być może był to amulet, okrąg z wpisanym wewnątrz drugim okręgiem, oraz kolejny mniejszy umieszczony na rzemieniu nieco wyżej na jej lewym obojczyku. Prawa ręka swobodnie zwisała jej w duł, a owinięta była fioletową taśmą, nadgarstek pewnie trzymał krótkie ostrze, przypominające mu, nuż kuchenny którym nie potrafi odkroić nawet kawałka chleba. Ostrze pozbawione rękojeści, oblane czerwoną mazią, która niegdyś płynęła w żyłach jakiejś istoty. Odsłonięta zakrwawiona noga, która przesłaniał napis "Rhezus". Lewa ręka  była zgięta o ponad dziewięćdziesiąt stopni, dłoń ze szponiastymi paznokciami trzymała w połowie wązką długą fajkę, z której nie ulatniał się żaden dym. Miała zgrabną twarz, pełne nienaturalnie ciemne usta, jej oczy spowijał zielony miraż, może był to makijaż? Trudno było to stwierdzić...  Zapalił żarówkę. Zgasił lampkę nad biurkiem. Wziął książkę do ręki i ułożył się wygodnie na łóżku, wiedząc iż nikt prócz jego samego nie przeszkodzi mu w badaniu tajemniczej lektury. Której tajemniczość objawiła się dopiero w momencie kiedy uświadomił sobie, że nie zna jej zawartości, a może ja poznać w każdej sekundzie, którą poświęcał teraz na powolny niesłyszalny oddech... Przerwał zanim zaczął, postanawiając ściągnąć spodnie, i uchylić okno... Papieros... Papieros odwlekł by tylko moment w którym zaczął by odkrywać nowy świat. Zaczął czytać. Historię o sześcioletnim chłopcu który widział duchy, o niedoświadczonym egzorcyście który zakopał go po głowę w niewygodnie wilgotnej ziemi twierdząc ,że jeśli ma w sobie demona , to inne pomogą mu się wydostać. O jego pierwszej miłości, o kobiecie jego życia która po śmierci ukazała mu się twierdząc ,że seks z jej zwłokami przywróci ją do życia. O demonie który opętał jego sny tworząc z niego wrak człowieka. I o tym jak owy chłopiec będąc już młodzieńcem zdecydował się zostać egzorcystą, prawdziwym, nie takim który zakopuje w ziemi dzieci, i piepszy się z ich samotnymi matkami, które w inny sposób nie są w stanie odwdzięczyć się za jego żałosne praktyki. Pierwszy rozdział książki szybko go pochłonął. Lecz jak to w łóżku - w którym przecież na co dzień spał - dopadło go zmęczenie, wędrowało chwile po ciele, od prawej stopy przez tułów, w końcu osiadło na głowie. Zdecydował pójść spać, z lekka podekscytowany lekturą. Był mile zaskoczony. Wstał zgasił światło, i pogrążył się we własnym fantastycznym świecie. w którym spotkał kuzyna, i sytuacje z przeszłości. Kiedy nie ważne co się działo - zachowanie które nie było pożądane, stukoty, krzyki i hałasy były przypisywane właśnie jemu, mimo iż ich nie wywoływał. W tym śnie był jednak starszy, i mimo chęci usprawiedliwienia się, zakrzyknięcia, że to przeciez nie on, wstrzymał się nie widząc sensu składania ust w to właśnie zbawienne zdanie. Spotkał też swoją byłą dziewczynę która pozostawała taka sama jak niegdyś, on zaś był całkiem inna osobą. Wyrachowaną, pełną równowagi psychicznej, a i samo poruszanie się między blokowiskami wychodziło mu o wiele lepiej niż w czasach kiedy byli blisko. Dziwna sytuacja - jak w każdym śnie. Zdecydowali się oboje pomóc pewnej rodzinie umieścić w bagażniku samochodu małe pułki i regały wzorowane na kocich kształtach. Krzywe czarne kocie głowy z mile wyglądającymi mordkami. Sen był lekki jak zawsze kiedy pogrąża się w nim wcześniej niż zwykle. Stąd też obudził się wczesnym rankiem kiedy jego brat sprawdzał jakoby był w pokoju. Zasnął ponownie, i ponownie obudził go brat, pytając czy nie chce jabłka. Nie chciał, lecz po krótkiej opowieści nawiązującej do faktu jako by zjedzenie chipsów miało poprawić gardłowe nastroje, poprosił go właśnie o zielone laysy. Jadł z zamkniętymi oczami resztkę chipsów krusząc dookoła siebie. Wstał w końcu rozejrzał się z lekka. Przypomniał sobie iż, poprzedniego wieczora kiedy to zanużony był w lekturze, ktoś jednak jeszcze mu przerwał, oczywiście jego jedenastoletni braciszek. Słowa które miały trafić do jego uszu, były wybiórczo ignorowane, tak by nie zacząć myśleć o tym do czego nawiązywał nachalny rozmówca. Z takim wyrachowaniem jednak by złapać pełen kontekst. Teraz nie pamiętał o jakim temacie był ten krótki pokraczny monolog, myślał tylko o tym ,że mógł go wysłuchać. Książkę mógł zawsze doczytać, słowa które były do niego wtedy kierowane, zastygły już w teraźniejszym krystalicznym "kiedyś" i trudno będzie się do nich dostać, inaczej niż przez hipnozę. Postanowił ,że następnym razem je wysłucha. Wstał wziął małą stu mililitrową szklankę z biurka, następnie sięgnął po papierosy i zapałki, leżące na półce która wisiała zaraz nad jego łóżkiem. Otworzył okno, które wydawało mu się być uchylone przez całą noc. Najwyraźniej mama je zamknęła. Zapalił forwarda, popijając średnio z dwa buchy wodą źródlaną. Pogoda była zwyczajna jak na tę porę roku. Drzewa z wolna chwiały się na wietrze, ich cienie tworzyły magiczną atmosferę. Struktury które pozornie nie istnieją, teraz wydawały się tak zwyczajne. Klomby z kwiatami, przeplatane żółtym kwieciem mniszka lekarskiego. I trzy żółte tulipany które przykuły jego wzrok. Miał już na sobie dużą bluzę z kapturem, która założył w między czasie, nie chcąc świecić przez okno swoja płaską klatą. Obserwował ludzi, zanim jednak dochodziło do kontaktu wzrokowego, ukrywał papierosa, w trosce od dobre mniemanie u sąsiadów. Nie zależało mu na tym by ktoś widział co robi, i na tym by ktoś mógł przypuszczać ,że uzależnił sie od tak przyziemnej używki jak tytoń papierosowy. Papieros skrzył się, ścierając z porannymi podmuchami powietrza które prócz wdzierania się przez jego nozdrza, do wnętrza płuc chcąc wygarnąć z "tam tond"  niepotrzebne spaliny, wdzierały się do jego pokoju. Dym widziany kątem oka, wyglądał jak siwe włosy jakiejś staruszki. Gdyby zatrzymał wtedy czas mógłby nawet je uczesać. Żar doszedł do gąbki, a po kilku silnych pstryknięciach upadł gdzieś na chodnik poniżej. Filtr dołączył do niego chwilę później, w raz z resztkami wiórowego tytoniu. Zszedł kolanem z pufy o która opierał się przez te kilka minut, zamknął okno i wyrównał ją do pozycji uchylenia pionowego. Włączył muzykę, tę samą której słuchał w kółko wczorajszego wieczora. Zrezygnował jednak po krótkim czasie, odpalając playliste ze starej m-p-trójki. Tam przedział piosenek, pod względem gatunków był skrajnie tęczowy.
Wahał się w trakcie kilku płytkich oddechów czy aby nie sięgnąć po kolejną dozę informacji o abstrakcyjnym fantastycznym świecie. Herbata! Założył skarpetki, nie chcąc nosić po całym mieszkaniu żwiru leżącego na jego dywanie. Po czym wstał założył czapkę która ograniczała możliwość zsuwania się grzywki na oczy i powędrował chwiejnym krokiem do kuchni, jakby zataczał się do karczmy po całodniowej harówce. Był wypoczęty, może minimalnie uwierało go coś w krzyżu, lecz miał świadomość tego ,iż owa niedogodność za chwile się rozejdzie.
W oczekiwaniu na sygnał wrzącej wody, nie mając niczego innego do roboty, włączył grę komputerową, by zabić jakoś czas? Czy też by nie marnować go na zyczajne siedzenie.

Las liter, powodzenia jak komuś będzie się chciało to czytać. Wsłuchuję się cały czas w

Carla Bruni - Quelqu'un m'a dit/

bo chcę to śpiewać sobie do gitary, ale będę musiał ogarnąć do końca kiedy nie czysta się literek ;o

czwartek, 2 maja 2013

Green_Mind_BRO !



Cóż za strata mam tylko 5/8, Niby takie logiczne i jasne, a musiałem an to wpaść by to zrozumieć :O
Take this green way :O

1. Czas jest bezpośrednio połączony z materią, dlatego w wielu pracach mowa jest o czasoprzestrzeni. Da się zauważyć skoki materii, tak jakbyśmy zamykali i otwierali oczy, i dostrzegali obserwowany punkt w nieco innym miejscu. Nasza rzeczywistość, a raczej nasz wzrok upłynnia nam ten ruch, lecz nie jest on niczym innym jak klatkami, identycznie jak w filmie.

2. Przekrój atomowy - tak można nazwać przekrój gdzie grubość jednej z warstw jest równa grubości średniej wielkości atomów które wchodzą w jej skład. Można w ten sposób opisać organizm, w czasie. Wystarczy zmienić strukturę. Co Ciekawsze, dopiero gdy dokładnie wszystko jest na swoim miejscu możemy mówić o odzwierciedleniu. To jak zapis graficzny w komputerze, bryłę tworzy się warstwa po warstwie z dwuwymiarowych obiektów.

3. W stanie nieważkości - kiedy na nie musimy walczyć z grawitacją, energia potrzebna nam do wykonania obrotu jest o wiele mniejsza niż w przypadku normalnego stanu poddanego grawitacyjnemu przyciąganiu. Da się obliczyć moment próżni grawitacyjnej, i czas jego trwania aż do wyrównania się siły wyrzutu z siłą grawitacji. Dlatego salto powinno się robić w momencie próżni grawitacyjnej. Nadając ciału odpowiednią pozycję, która zmniejszy opory ruchu jakim jest dla nas powietrze, dokładając do tego odpowiednią energię, jest możliwe osiągnięcie większej liczby obrotów, lecz muszą się one mieścić w czasie w jakim jesteśmy w stanie nieważkości.

4.Trans świadomościowy. Autohipnoza która odbierała by nam świadomość i przywracała nam w fizycznym miejscu docelowym, lub o ustalonej godzinie. W trakcie gdy nie jesteśmy świadomi tego co robimy (nasza świadomość śpi, jak w trakcie drzemki) nasza podświadomość kieruje nami i naszym ciałem, w identyczny sposób jakbyśmy bili tego świadomi. Innymi słowy, człowiek idący obok nas, nie jest w stanie dostrzec momentu w którym wchodzimy w owy trans i kiedy z niego wychodzimy. Po prostu wycinek ten kierowany jest przez podświadomość, i w niej też zostaje. Tak jak w trakcie odurzenia alkoholowego kiedy tracimy film, z tym ,że w takim przypadku jesteśmy bardziej ogłupieni.
Zastanawiałem się przez dłuższy czas, jak by to wyglądało, i doszedłem do w niosku, że w mniej więcej w/w sposób. Myślałem też o wyłączeniu funkcji myślących, wtedy jednak szli byśmy jak odrętwiali. Myślałem o tym mówiąc za razem z kolegą, mówiąc o tym ,że mógłby odzyskać swoją świadomość dopiero w jakimś miejscu do którego zmierzamy, teleportując się świadomością. Kiedy sobie to wkręcał pomyślałem ,że się nie udało, albo nie uda, ponieważ nie zna żadnej techniki autohipnozy a za razem, cały czas ze mną rozmawia, wtedy naszła mnie myśl ,że owszem rozmawia, lecz mogło być to kierowane podświadomością.
Uzyskując owy stan, mogli byśmy bezpiecznie podróżować nie martwiąc się o to iż MY - jako nasze fizyczne ciało, zrobimy coś nieodpowiedzialnego, gdyż nieświadomie, za pomocą podświadomości zareagujemy identycznie jak reagowalibyśmy w trakcie świadomej egzystencji. Chcąc dojść do punktu który jest oddalony od nas o godzinę marszu, wystarczyło by wejść w stan hipnozy, po czym po kilku (jak dla nas ) sekundach ocknąć sie właśnie w tym miejscu.

5.Świadomość - to istota istnienia. Nawet w naszym fizycznym ciele możemy uświadamiać siebie w tym twierdzeniu. W momencie kiedy ktoś idzie obok nas, rozmawiamy z nim, i nie przerywając zdania zatrzymuje się, by zawiązać buta. Znika nam z oczu. Słyszymy jednak jego głos. On jako obiekt obrazowo fizyczny - nie istnieje względem nas. Istnieje tylko jego głos, jeśli podejdzie do nas, i nas dotknie, będzie istniał jako fizyczna namacalna forma. Lecz nadal nie będzie istniał jako obrazowe odzwierciedlenie fizycznego obiektu. Co za tym idzie, nasze zmysły są przystosowane do odbioru tylko kilku konkretnych ścieżek danych. Mogą więc istnieć "cosie" których nie da się zbadać za pomocą dostępnych dla nas ścieżek. Zamykając oczy dotykając drzewo, tylko przez dotyk mamy dowód na jego istnienie, ale jest to tylko dowód na dane odczucie, czujemy "coś" bo to czujemy. I mimo iż wydaje nam się iż po otworzeniu oczu ujrzymy w swoich dłoniach obiekt, wcale nie musi tak być, chyba ,że fizyczna obiętość jest domeną materialnych obiektów, według mnie wszystko co odczówamy jest domena materii. Lecz istnieje wiele niezbadanych "obiektów" które teoretycznie można by usłyszeć a nie zobaczyć , tak jak zobaczyć a dotknąć nie, i tak jak dotknąć a nie móc chwycić. Istnieje tylko to czego doświadczamy, nie istnieje nic, co nie jest w 100% przyjęte przez nas za istniejące. W momencie otrzymania informacji o kataklizmie w azji, możemy być 100% pewni jedynie przekazu głosowego które odebrał nasz zmysł słuchu, sens zdania i jego prawdopodobieństwo z racji prawdopodobieństwa nie może wynosić 100% Tak więc owy kataklizm nie istnieje dopóki nie przekonamy siebie iż tak nie jest.
Działą to w obie strony, jesli przekonamy siebie do czegoś co relatywistycznie nie istnieje, biorąc za odniesienie wszechświat, my możemy w 100% wiedzieć iż jest. Bo świadomość kreuje nasz świat. I nie jest ważne iż ktoś widzi innym to co ty widzisz, jeśli jesteś pewien w 100% ,że coś słyszysz. Nawet najnowocześniejsze urządzenie nie wyperswaduje na tobie zmiany zdania. Bo niby jak ? - Przecież ja to słyszę !?

Ile_warta_jest_godzina_pracy_w_Polsce



Wejścia na Bloga