Jako, że dziś /jutro równonoc... (nigdy nie wiem czy to ta noc z 20 na 21 czy z 21 na 22 ?) może czas by jakoś magicznie rozpocząć wiosnę. Zastanawiam się nad osobistym rytuałem, nad celami które wygodnie było by osiągnąć, by czuć się jeszcze lepiej. Las? Lotnisko? Ognisko? czy może mój sześcian? Nie wiem. Ciągnie mnie do natury, potrzebuję spokoju. Potrzebuję pomyśleć. Najlepiej w miejscu w którym nie słychać tupania butami na klatce schodowej, czy szumu miasta, klaksonów czy nawet jakichkolwiek słów i głosek. Nawet myśli w własnej głowie potrzeba mi nie słyszeć. Więc co? Odsunąć wszystko od siebie na dzisiejsze popołudnie? Nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz