poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Koniec Ludzi : Rozpoznanie #2.2

*
     Definitywny zapach mułu, mimo wolno stojącej wody, coś przy dnie musiało się poruszyć, spuścić z płuc nieco tlenu, którzy przygarnął duszący, gęsty, pachnący stęchlizną i glonami smród z dna rzeczułki.
     Spławik powoli przesuwał się po tafli wody, starzec powoli przyglądał się mniejszym i większym pająko-podobnym owadom zręcznie ślizgającym się po napięciu powierzchniowym wody.
     Było pewnie kwadrans przed południem gdy pogrążony w myślach siwiec szarpnął gwałtownie wędkę, przerywając sobie niemal drzemkę. Miał nadzieje na dorodnego szczupaka, który trafiał mu się w tym miejscu w dzień w dzień od dni kilku. Dziś miał nadzieje go zjeść a nie sprzedać handlarzowi na targowisku. Jednak zdumiony, ujrzał nie szczupaka, a identycznej długości co owa ryba - rękę... Oderwana w połowie przedramienia, dryfowała spokojnie aż zahaczyła o żyłkę. Nie nadawała się na obiad. Sina i nie świeża.
    Dziadyga, wstał, chwycił się za ucho, następnie pomasował kark. Jego twarz wyglądała na niezwykle skupioną, każdy mięsień twarzy który sukcesywnie przez siedemdziesiąt lat rzeźbił zmarszczkami jego facjatę był napięty, i uwidaczniał dzieło całości.
-Osiem - rzekł pod nosem, i jakoby zapominając o wędce ruszył w kierunku wsi ościelającej byłą stolicę.

*
    Brązowy koń w białe łaty, lub na odwrót, trudno było jednoznacznie zmierzyć jakiego koloru było więcej i czy przypadkiem nie jest on biały w łaty brązowe. Nie było to istotne, był zdrowy. Stepem wyjechał przez północną bramę, wioząc na swym grzbiecie jeźdźca.
    Nie przejechał mili a natknął się na obóz wojskowy. Zaciekawiony podjechał bliżej. Obóz był spory, ponad czterdzieści namiotów mieszczących pewnie po dziesięć chłopa. Nie szykowało się w okolicy na żadną bitkę. -W końcu coś robią.. ale czy to coś da? Mam nadzieje ,że zrobili już rozpoznanie.
-Hola! -usłyszał krzyk z za pleców. Była to jazda, mały oddział z dziesiętnikiem na czele.
-Rozglądamy się?
-Rozglądamy, odparł górnik.
-Nie ma co podziwiać, grupujemy się do szturmu. Podobno jakieś bestialstwo w Muit Ini grasuje.
-Nie ponoć.-burknął
-Nie stójcie tak kobyłą okrakiem na wjeździe.

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wejścia na Bloga