czwartek, 28 lutego 2013

Blablabla... udawaj ,że piszesz "pięknie"...




"Widzę Cię jak leżysz na białym prześcieradle, pod białą pościelą.
Świat dla ciebie stoi w miejscu, uderzenie na pięć sekund.
Nie ujrzę cię, moja częstotliwość jest zbyt duża, musze zwolnić obroty.
Poczekasz chwile, połknę tylko tyle ile trzeba będzie teraz.
Jeśli będzie trzeba więcej może będę w stanie.
Zrównamy swoje wibracje, i razem nasze ciała przestaną drgać.
Jestem niczym dla ciebie i niczym bez ciebie.
Zwalniasz coraz bardziej a ja przyspieszam przez ciebie.
Niebo nie jest niebieskie a tabletki nie są zielone.
Nie zdążę zwolnić a to wszystko przez ciebie.
Poczekaj więc chwile po drugiej stronie, razem staniemy się całością.
I powtórnie podzielimy.
Tam to co nas łączy, nie będzie nas nawet dzielić.
Tam gdzie osiądziemy, będziemy znów dla siebie."


Szkoda ,że myśli w pełni uporządkowane pojawiają się tak nagle, a nie wykorzystane, zanikają gdzieś w podświadomości. Może jednak wystarczy się skupić, by przypomnieć sobie te istotne na krystaliczne przeszłe teraz teorie i wnioski?

Wkręcił mi się again grabarz, ostatnio tak wspominam sobie, takie tam dawne czasy prehistorii. 




















Only Now



Teraźniejszość, to jedyne co istnieje. Przeszłość była, więc z samej racji nazewnictwa tego czasu, on był, i już go nie ma, jeśli coś było, to tego nie ma. Przeszłość zatem nie istnieje. Przyszłość zaś dopiero będzie, a tylko teraźniejszość ma na nią wpływ. Można ja planować, zaistnieje wtedy ona domniemana w naszej głowie, ale nic poza tym. Ona będzie, a na to co będzie mamy wpływ, więc przyszłość może być taka jaka chcemy, bo jeszcze nie była, i jeszcze jej nie ma. Zastanawiając się jednak nad teraźniejszością, i świadomością tego ,że nic innego niż TERAZ nie jest ważne można dojść do wniosku iż w każdej sekundzie jesteśmy kimś innym, rodzimy się w każdej sekundzie i z każdą sekunda umieramy. Przeszłość ma jednak na nas wpływ, ale tylko wtedy gdy na to pozwalamy. Teoria jednak jest precyzyjna przyszłość nie istnieje w teraźniejszości, bo nie była by przyszłością, przyszłość także tu nie egzystuje bo nie była by przeszła. Co więc istnieje kiedy w krystalicznym jednoznacznym TERAZ myślimy o przeszłości bądź przyszłości? Niewątpliwie coś jest, ale nie jest to ani przyszłość ani przeszłość a tylko wspomnienie przeszłości bądź marzenie przyszłości. Z tego miejsca można więc stwierdzić ,że przeszłość która jest niezmienna mogła by niezmiennie na nas wpływać, przyszłość z założenia zmienna, może wpływać na nas także. Zastanówmy się jednak nad różnicą między myślą nad przeszłością i przyszłością. Przeszłość jest niezmienna i nam znana, jeśli dotyczy nas samych, jeśli nas nie dotyczy nigdy nie możemy być pewni czy przeszłość nie dotycząca nas jest prawdziwa. Przyszłość zaś jest zmienna i nam nie znana. Tak więc przyszłość może być dla nas tylko pozytywna, przeszłość zaś filtrowana jest przez nasz światopogląd, i zależnie od niego ją interpretujemy. Czyli przeszłość zmienia się, nie ona sama a jej wpływ na naszą teraźniejszość. Wystarczy wymienić filtr. Wystarczy ,że zmienimy kontekst, albo odetniemy się od niej.

Człowiek mógłby rodzić się setki razy, gdyby tylko odrzucił sentymenty, uprzedzenia, wszystko co było, a czego nie ma, a co ma na niego wpływ. Wystarczy odrzucić negatyw, przyjąć pozytyw w czym więc problem, skoro w każdej sekundzie możemy z zabazgranej szarej kartki, zmienić się w białą czystą kartonową strefę. Jesteśmy tylko teraz, byliśmy kiedyś i będziemy w przyszłości, ale jesteśmy tylko teraz. Po co się głowić i myśleć o przyszłości, albo męczyć się przyszłością. Róbmy to co ważne jest teraz. Jeśli będziemy w stanie to określić, to i nasza przyszłość w każdej sekundzie będzie ważna, i będzie najlepsza jaka mogła by być, skoro w każdej chwili swojego życia, będziesz robić to co jest najważniejsze i najlepsze dla Ciebie. Pisząc to teraz widzę druk który jest już przeszłością, nie widzę tego który będzie. To co napisałem utknęło już w czasie, jest przeszłością, i nie da się tego zmienić, nawet jeśli usunę te treść to nadal ją napisałem w przeszłości. Rozumiesz, bo nie jesteś głupi. Dlatego zastanów się co możesz robić teraz, i zrób to, to co jest najważniejsze, jeśli czytanie tego uważasz za najważniejsze w całym swoim życiu w tym momencie, to czytaj dalej, jeśli nie? Porzuć ten tekst i zrób to co jest najważniejsze. Nie wracaj do tego tekstu, póki nie będzie on najważniejszy w całym twoim życiu w tej konkretnej chwili w której będziesz to czytał. Czytasz dalej? Jestem pełen podziwu, pełen podziwu twojej ignorancji. Dajesz się manipulować jak siedmioletnie dziecko, nie przeszkadza Ci to? Zdajesz sobie sprawę, że w tej konkretnej chwili JA jako autor tego tekstu jestem najważniejszą osobą w twoim życiu? To mentalna pułapka. Odejdź teraz a będziesz wolny, czytając to dalej jesteś moim niewolnikiem. Lubisz tak? Kiedy ktoś panuje nad twoim życiem? Nie dotarło to do Ciebie? Że skoro istnieje tylko teraźniejszość, to to co robisz w tym momencie jest najważniejsze w całym twoim życiu? Nie zmienisz tego, bo istnieje tylko teraz, co było ważne i co będzie? Kogo to obchodzi? Ciebie? Naprawdę? Żałość… Myśl. Jesteś jednostką ale bez ciebie twoja rodzina nie była by taka jaka jest, świt nie był by taki jak jest, bo nie było by ciebie a jesteś. Uświadom sobie jak ważny jesteś dla wszystkiego wokół co jest… Prowokacja, być może. Pisze to by ktoś się nad tym zastanowił. I dziękuje ,że doczytałeś do końca, najwidoczniej to o czym pisze jest najważniejsze w twoim życiu w tym momencie. Możesz hejtować i bluzgać, a jednak jestem najważniejszy w twoim życiu teraz, nic tego nie zmieni. Dzięki, fajnie być najważniejszym 

piątek, 8 lutego 2013

Lustro



Świat fizyczny jest jak lustro, otacza nas zewnętrzna reprezentacja samych siebie. Po co więc zastanawiać się nad kwintesencją życia, czy próbami osiągnięcie prawdziwego dla nas szczęscia, skoro wszystko jest takie jakie chcemy by było ?

To tak jak z lustrem, lustro odbija całe światło które w nie uderza i odbija je, i dzięki temu możemy zobaczyć swoją twarz. Ale lustro jest puste, nic w nim tak naprawdę nie ma. Mówiąc będę szczęśliwy "jeśli", zrobię coś "kiedy", to nigdy niczego nie osiągniemy. To tak jakby zmusić nasze odbicie by się uśmiechnęło zanim my sami to zrobimy!

-Uśmiechnij się to i ja się uśmiechnę!

Jestem szczęśliwy bo chcę być szczęśliwy, robię to bo chcę, idę tam bo chcę. Taki kontekst daje nam szczęście, kiedy nic nie jest w brew naszemu sercu.

czwartek, 7 lutego 2013

Kreacjonizm :O



Joo, znów dorwałem jakieś rozwojowe materiały, i piękne w tej filozofii życia jest to ,że nikomu ona nie wadzi, nie ważne czy ktoś w coś wierzy czy nie. Ważne jest to by kierować się czymś wartościowym. A moja swoboda kończy się tam gdzie zaczyna się Twoja.



Magia, no magia, jestem pod wrażeniem, ale nie dam wam tych materiałów, bo za dużo ludzi będzie miało w nie wgląd, a być może to nie czas "na nich" :)

Jestem pewien ,że ktoś się i tak odezwie, jak to zwykle bywa, więc wtedy się zastanowię.

"Your will, is my will" - na pewno nie zataję tego dla siebie :)

wtorek, 5 lutego 2013

Kruk VS Bałwaniątka !


Taki FIGHT song do kolejnego urywku mojej bajeczki - tym razem mniej humoru ! ale przeżyjecie !



Chłopak przeszedł się kawałek obejrzał obiekt z każdej strony, nie było to nic specjalnego.
-Wiesz co? –zapytał.
Stary wychylił się z rogu szklanej bryły. Po czym z wyczekiwaniem-wyczekiwał kolejnych słów na które miał nadzieję.
-Ja bym to wyjebał…
Wizja kolejnej pandy, tym razem rozpłatanej w pół przez ulti Dariusa, przemknęła przez głowę staruszkowi.
Stary skrzywił się, i zaczął mówić:
-A może by…
-W sumie, możesz sprzedać to jakiemuś kanibalskiemu pandziemu plemieniu, będą na tym układać mięso, by im się nie zepsuło.
-Lodóweczka?
-Coś w tym guście, ale co tam mamrotałeś pod nosem?

Stali tak ze dwa kwadransy, i z założonymi na siebie rękoma mierzyli wzrokiem bryłę, od dołu do góry, wzdłuż , wszerz i po przekątnych. Stali kolejne tysiąc sześćset pięćdziesiąt sekund nie robiąc jednak nic, lecz powietrze stawało się coraz cieplejsze, przez mnogość ruchów neuronowych w ich kopułach mózgowych. Chłopak zaczął:

-Może ten obiekt jest czyjś?
Nastała cisza, świadomość tego odkrywczego przypuszczenia spowiła w totalnym milczeniu całą halę, po której i tak zwykle nie panoszą się żadne fale dźwiękowe.
-Do kogo więc mógłby należeć… -kontynuował
Zorientowawszy się ,że powietrze nagle się ochłodziło, miał już kolejne przypuszczenia, tym razem nie związane z tajemniczym obiektem. Ale kiedy usłyszał przeciągający się dźwięk powietrza przeciskającego się przez napęczniałe błony nosowe był już pewien…
-Cholera, dziadek serio zasnąłeś?! – sapnął.
Ale stary nic. Chłopak, zrobił trzy kroki, i z lekka jednym palcem popchnął dziadunia, w kierunku szklanego bloku, ruszył zarazem w kierunku drzwi hali.
W momencie chwytania za klamkę usłyszał nieco inny dźwięk, swoiste „pssssst”… Odwrócił się z ciekawości, ale nie dziadunio mimo iż jego twarz przymarzła do ściany bloku spał dalej, chłód zwęził tylko szczelinę u wylotu nos-gardło.
-Cholera II, przecież on się teraz nie odczepi… - odparł z niechęcia w myśli.
„boom!Boom! BOOM!”


/któż to teraz, stary będzie zły ,że pozbawiłem go klienta, ale raczej nie dopuszczę nikogo by oglądał go w tym stanie…/
Uchylił z lekka drzwi.
-Niestety dziadunio jest niedo… ŁAaaa! CO DO?!
Chłopak odskoczył w tył! Za drzwiami stał śnieżny bałwan, za nim kolejne siedem? Może więcej. Bałwany momentalnie zaczęły napierać! Najniższa z trzech kul obracała się, między nią a kolejną środkową była warstwa wody która była na tyle gęsta iż nie wylewała się, jednak na tyle płynna iż nie zamarzała.
Wjechały, a było ich jednak około dwunastu. Nie miały twarzy, lub też nasz brązowooki ich nie zauważył, skupił się raczej na dość sporawej wielkości kamiennych młotkach. Nagle jasne światło pojawiło się przed tym na środku, i nie minęła sekunda a jaśnista kula zniknęła. Na ziemi pojawił się inny płyn niż woda czy sake zegarmistrza. Czerwona breja. Chłopak spojrzał nieco niżej gdyż poczół chłód w okolicy ramienia. To co zobaczył było jednoznacznym znakiem by jednak nie stroić sobie żartów z śnieżnych nieproszonych a jednak rozproszyć się na setki czarno-granatowych obiektów. Kolejne światła, tym razem tyle ile tworów naprzeciw niego. Tym razem był szybszy, dwunastka sopli pokiereszowała maszynerię przed którą stał chłopak, jego samego jednak już nie było, unosił się w powietrzu w okół chamary, bo grupą to nie było. Chmary ptaszysk. Uniósł prawą dłoń:
-ProtectionWall !
Kruki przed jego ręką wiły się w dość gęsto zaciśniającą się warstwę fruwających ptaków.
-SuecideGroup !

Te słowa można by usłyszeć po wyciągnięciu nad siebie lewej ręki!
Sople poszybowały w powietrze, chłopak jednak niewzruszony, wystawił prawa dłoń przed siebie, za którym podążyły kłębiące się ptaszyska. Kilka czarnych bestii upadło na ziemię, razem z soplami. Dłoń którą chłopak cały czas trzymał nad głową w zsynchronizowanym ruchu wymieniła się z prawą ręka która znów przybrała pozycję odchyloną w bok. Kruki poszybowały, tworząc niemal z wyglądu identyczne sople jak te bałwańskie! Całą grupka została jednak niemal nie tknięta, ich ciała jednak nieco się roztopiły. Kolejna partia lodowych sopli, i kolejna partia kruków lądująca na kupce pierza poniżej fruwającego młodzieńca.
/-Skończą mi się ptaki… muszę znaleźć na nie sposób…/
Tym razem zdecydował się utworzyć z samobójców jeden lej i napierać nim jak strumieniem wody dopóki bałwany jednak się nie rozpadną! Zrobił tak, kruki kiereszowały całą grupę, od prawej do lewej i spowrotem, sople śmigały w powietrzu, młotki uderzały z niewiarygodną szybkością! 

/-To na nic?! Nie działa, tylko ptaki tracę!/
Grupa samobójczych bestii została zdziesiątkowana! Sopel śmignął obok głowy brązowowłosego… A bałwany sobie stały…
-Aaaaa! Aaaaa! – Krzyk był na tyle donośny ,że nie były już ważne bałwany i kruki, ani młotki czy coraz większa ilość wody w hali.
-Do reszty ześwirowałeś!? Odczep mnie od tego! – Tak miało zabrzmieć to zdanie, gdybym jednak przytoczył jęki i dziwne nosowe dźwięki które opuściły gardło staruszka, nie było by to podobne do żadnych znanych nam dzisiaj słów.
-Poczekaj no, gości mamy! – odwrócił wzrok w kierunku staruszka.
-Chyba sobie żartujesz! Aaaaa!!! – To zdanie było już bardziej zrozumiałe, a jęk jaknajbardziej przypominał jęk, nieco żeńska barwa głosu, ale nie ma co się czepiać w takiej sytuacji.
Śnieżna kula wielkości pięści uderzyła w tył głowy dziadka.
-Eeam, em, tak mamo, dobranoc……
Bałwany przegrupowały się i znów stały naprzeciw chłopaka. Jak jakieś głupie nierozumne słupki, jednak pod śnieżnymi kopułami dało się wyczuć to cwaniactwo, oj tak!
-Jo chociaż w tym się zgadzamy…
Ale nie były to już te same bałwany! Teraz potyczka nie była już do wygrania! To co stało przed chłopakiem wydawało się, a raczej nawet było! Ogromną! Przeogromną… Kałużą…
Woda jednak nie dawała za wygraną, ruszyła z wolna w kierunku lodowego bloku.
-Nie no dziadkowi już dajcie spokój.



Chłopak zmienił się w kilkadziesiąt dodatkowych ptaków i razem ze zdziesiątkowaną grupa samobójców i protectwallem połączył się w jedną grupę, ptaki stworzyły ścianę przed czarną bryłą, i trzepotały skrzydłami jak kolibry! Woda rozbijała się na większe lub mniejsze połacie, które wylatywały chcąc nie chcąc w budynku przez drzwi, reszta nieugiętej zimnej wody, po prostu wypływała z hali. Koniec! Natarcie zostało złamane! Dzielna postawa setek czarnych krypto zabójców, przetrwała zdeterminowany najazd hadwao, zmuszając je do odwrotu! Hadwao niezgrabnie spłynęła po schodkach werandy, a następnie wpłynęła do strumyka obok domu! Cóż za widowisko!

Chłopak stanął pośród kłębiących się w wir ptaków.
-Taki def! Ale zdały by się Kola i Laysy… Wygrać z takim teamem… Szkoda ,że mam staty 0/161/0… Dobrze ,że to nie ranked, bo by ten Darius złapał niezłego feeda…

Wejścia na Bloga