piątek, 24 maja 2013

Trawienie Umysłowe.

Miewaliście nieraz takie sytuacje, że obejrzeliście jakiś film któryś raz z kolei, i dopiero wtedy ogarnęliście jakiś nieświadomie pominięty przez was kontekst? Rozumieliście to czysto w przeszłej teraźniejszości, lecz w obecnej krystalicznej odbieracie to inaczej? To fascynujące jak nasz kreatywny umysł może karmić nas informacjami z niewyczerpalnego źródła. To jakim odbieramy dane doświadczenie, jest ściśle powiązane z tym kiedy je odbieramy. A czym jest kiedy? Kiedy wiąże się z czasem, ale czas to złudzenie. Gdyby nie było materii, nie mogli byśmy stwierdzić iż istnieje, nie było by żadnej miary by go określić. Nawet myśli nie były by czasowo liczone, bo postrzeganie czasu zależy od stanu w jakim jesteśmy. Czas składa się z wydarzeń, z doświadczeń, tylko doświadczanie czegoś pozwala określić czas, jak i samo doświadczanie czegokolwiek wpływa na kolejne doświadczenie zachodzące po poprzednim. Dlatego mając więcej doświadczeń w pamięci "RAM i ROM" oraz podświadomości doświadczenie które wydaje się być identyczne do jakiegoś poprzedniego, może oddziaływać na nas w inny sposób, bo dla nas samych nie jest już tym samym, bo my jako receptor, jako badanie, ewoluujemy z każdym nowym doświadczeniem, przez co każde "nowe(linearnie)" wnosi coś nowego do naszego życie, do sposobu naszego doświadczania. Mam teak teraz po raz trzeci "doświadczam" materiału na YT, który po pierwszym jego doświadczeniu wydawał mi się całkowicie zrozumiały, po kolejnym, bardziej, ale inaczej, teraz zaś połączyłem podświadomie jakieś wiadomości i wypadkową jest kolejne doświadczenie "tego samego" w inny sposób. (czyli czego innego, skoro oddziałuje inaczej to nie może być tym samym względem odniesienia którym jestem ja sam)
Odniosę się do tego co zrozumiałem, w jaki sposób doświadczyłem to co doświadczałem :)

Nasza rzeczywistość jest lustrem nas samych!

Rozumiałem to na początku po przyswojeniu przykładu :
(w lustrze nie ma żadnego obrazu cały obraz czyli odbite fotony trafiają do odbiornika jakim są moje oczy, dzięki czemu widzę samego siebie, nie mogę zmusić postaci "z za" lustra do czegokolwiek, bo ona nie istnieje, jest tylko moim odbiciem i jedyny sposób wpływu na nią jest zmiana która ja sam zainicjuję zmieniając siebie)

Odbierałem to początkowo w taki sposób, że to ja jestem filtrem i dostrzegam wszystko w taki sposób na jaki pozwalają mi moje osądy, innymi słowy to jakim widzę świat w okół siebie i jakim go odbieram jest tylko w mojej głowie, "ładne" to określnik, o niesprecyzowanych wytycznych, nazywa się tak coś co uważa się za zgodne ze słownym odzwierciedleniem tego wyrazu. Ale to czy uznaję coś za dobre czy nie to tylko moja sprawa, lecz jest ona niestety wynikiem uprzedzeń. Czyli kiedy jakaś sytuacja mnie irytuje, wystarczy ,że zmienię jej kontekst, zmienię punkt obserwacji, i mogę wpłynąć na to czy rzeczywiście odczuwam irytację.

Innym razem oglądając ten sam materiał doszedłem do wniosku, że sięga to znacznie dalej, że możliwe jest wszystko cokolwiek uznam sam przed sobą za możliwe. Nikt nie jest w stanie przecież udowodnić Ci ,że się przesłyszałeś, kiedy zrywasz się nagle, wybiegasz z pokoju, bo słyszysz jak ktoś Cię woła. A kiedy pytasz o co chodzi - mówi, że przecież Cie nie wołał. Słyszałeś go przecież, i nic tego nie zmieni. Informacje z naszych badawczych organów, takich jak uszy i oczy (zmysły) odbierają tylko informację z otoczenia, która przechodzi przez filtr taki jaki się u nas stworzył, odbieramy obraz za pomocą impulsów elektrycznych, zatem mamy wpływ na to co dostrzegamy i możemy to kreować. Wierząc ,że jesteśmy w stanie zobaczyć na niebie samolot, i jesteśmy pewni ,że go widzimy nawet kiedy go nie ma - TO DLA NAS SAMYCH JEST!
I tylko to jest ważne.

Teraz przed chwilą, ogarnąłem ,że wszystko jest lustrem, czyli dosłownie ukazuje nas samych. Tyle ,że z innego punktu, z takiego jaki w danym momencie preferujemy doświadczyć. Możemy zatem wpłynąć na wszystko wpływając tylko na siebie. Wszystko w ogół nas jest powiązane z nami, i możemy się czegoś nauczyć od otaczającej ans rzeczywistości, bo przyciągnęliśmy ja takimi jakimi jesteśmy. To tak banalne, ale wyjaśnię na przykładzie :
Jeśli np. masz w domu piłkę do koszykówki, to zastanów się dlaczego ją masz? Bo w głębi siebie przez to jaki jesteś dałeś odczuć światu w jakiś nie świadomy sposób ,że chcesz ją mieć, lub nie ukazałeś ,że jej nie chcesz. Być może, kupiłeś ją bo chciałeś, albo dostałeś, bo o tym mówiłeś, albo ktoś zauważył, że lubisz mecz, albo ,że wyglądasz podobnie do kogoś kto lubi koszykówkę, albo jesteś wysoki.
W większości przypadków masz na to ogromny wpływ...

To logiczne, zmieniasz siebie w zależności od tego jakie doświadczenie rzeczywistości preferujesz, bo zmieniając siebie zmieniasz rzeczywistość w której jesteś, gdyż wszystko jest odbiciem Ciebie! nie na odwrót! Dlatego twoje odbicie, czyli świat w jakim żyjesz może wpływać na Ciebie źle, ale tylko dlatego ,że na to pozwalasz. Będzie Cię niszczył, ale nigdy nie jest za późno by wszystko odmienić, bo bez Ciebie, nic nie istnieje - odbicie nie może istnieć. Dlatego obojętnie jak długo by Cię nie tyrało, to TY wygrasz jeśli zaczniesz sobie uświadamiać w jaki sposób to działa. A działa tak ,że wszystko czego chcesz jest możliwe.
Wystarczy ,że się zmienisz, a reszta się dostosuje do Ciebie. Mimo ,że nie wiesz na razie co zrobić, by stało się to co chcesz, to będziesz wiedział, to przyjdzie samo z siebie, w momencie kiedy będziesz na to gotów.
Wtedy wystarczy tylko dać się ponieść, wierze, i ekscytacji, bo ekscytacja jest jedyną sensowną rzeczą, która ukazuje Ci to kim sam na prawdę jesteś. To fizyczna reprezentacja podwyższonej wibracji, ewolucji...

środa, 22 maja 2013

Podróże w przyszłość powiadasz?

Temat rzeka... Czy są możliwe nawet trudno mi z obecną wiedzą stwierdzić.
Myślę ,że jakakolwiek ingerencja w czasoprzestrzeń tworzy kolejny wymiar równoległy.
Np. w filmie powrót do przyszłości, jest to fajnie ukazane. Bo gościu samego siebie/ albo swojego syna ?
I dziwne jest to ,że skoro z przeszłości się przeniósł a potem wrócił, to nic mu nie wspomniał ,że juz go spotkał ;o Ciekawe jak działają wspomnienia w takim przypadku. Spotykając siebie za np 3 lata, musiał bym przecież pamiętać ,że się przenosiłem. Według mnie przenoszenie się w przyszłość w obrębie tych samych rzeczywistości (czytaj wymiarów) jest nie możliwe, bo przyszłość nie istnieje. Możemy ją kreować linearnie z poziomu krystalicznej teraźniejszości. Nie wiemy na 100% jaka będzie. Mimo ,że w trakcie channelingu, czy snów proroczych mamy mozliwość przepowiedzenia przyszłości, to jest to odebranie w konkretny sposób oddziaływań pól morficznych ludzi z teraźniejszości. Więc kiedy np. jakiś terrorysta ma w zamiarach zrobić zamach, myśl ta krąży sobie, aż znajdzie odbiornik, takiego medium - otco.

Życie jest jak sen, nie istnieje bez nas samych, i to my kreujemy to jakim będzie, wiec może gdybyśmy wierzyli ,że przyszłość istnieje w naszej rzeczywistości to mogli byśmy się do niej udać, prędzej czy później się dowiem, chyba ,że jak po każdej reinkarnacji dane nam będzie zapomnieć :O

poniedziałek, 20 maja 2013

Niekiedy wyrażanie własnej opinii traci sens...




Tak sobie myślę, że stałem się strasznie pogardliwy. Mam świadomość tego ,że każdy może mnie czegoś nauczyć, a jednak to ja zasypuje ludzi wiedzą. Może oni jej nawet nie chcą. Zastanawiam się czy mniej samolubne jest właśnie mówienie o tym czego się dowiedziało, by ktoś mógł połknąć swego rodzaju pigułkę, czy też lepiej jest słuchać tego co ktoś ma do powiedzenia. Czy mówiąc komuś cokolwiek nie zaspokajam swojego ego i przy okazji nie staram się podświadomie ukazać wyższości? A może kiedy siedzę jak wryty i doświadczam czyiś słów, jak pijawka, jestem samolubny :O


Jak to zwykle bywa, pewnie najlepszy jest kompromis. Bo moje relacje z ludźmi wyglądają właśnie tak, że albo ja mówię, albo ja słucham, rzadko jest jakaś wymiana. Hmm, jest no jest.... owszem, ale nie taka jakiej bym oczekiwał.. Obudzę was może tym starym remixem powyżej, chodź mało pobudzający jest... Więc jakby ktoś chciał czegoś więcej to tu "nadole tam" jest next :D Chciałem zarzucić Die Antwoord, ale ta chillowa radiówka też jest spoko. Miłego dnia, niech będzie taki i tylko taki jakiego oczekujecie, w sumie... głupie życzenie, bo tak jest zawsze ;o




















Teoria :O




Tak sobie zapiszę, dwie teorie na które wpadłem, edukując się duchowo.

1. Jesteśmy centrum wszechświata, naszej rzeczywistości. Nasze "życie" jest jak sen.
Kiedy śnimy, możemy spotkać ludzi, rozmawiać z nimi, odwiedzać znane nam miejsca, bądź nawet te w których nie byliśmy - konstruujemy je. Teorii tej nie da się podważyć ani udowodnić. A zatem.
Tak jak nasz sen, przenosi nas do innej rzeczywistości, gdzie nasza fizyczna rzeczywistośc jest dla niego bazą. Zwykle nie jesteśmy świadomi tego ,że śnimy, nie kwestionujemy tego. A nawet kiedy wydaje nam się ,że jesteśmy we śnie, mówiąc o tym komuś, mówiąc ,że nie istnieje, że jest tylko iluzją - projekcja naszego umysłu - stawia się, i nigdy nie przyznaje nam racji. Z zewnątrz wydaje się to logiczne, ale nie mamy jak udowodnić temu komuś ,że jest iluzją. Sądzę ,że mogło by być tak w naszej rzeczywistości. Jestem tylko ja, a reszta jest projekcją mojej rzeczywistości. Tylko ja sam mam świadomość swojego istnienia, a istnienie wszystkiego dookoła mogę kwestionować. Co z tego ,że ktoś z was powie mi : "Ej stary, przecież jestem wolny, myślę i gadam z Tobą?!" Jasne, dochodzi między nami do komunikacji, można nawet za pomocą specjalnych urządzeń zobrazować twoje myśli, "udowodnić" ich istnienia. ALE, nawet widząc wykres mogę stwierdzić, że jest to kreowane tylko przez mój umysł. Doświadczam w swojej rzeczywistości samego siebie, jesteście mną, częścią wszechświata, i ja w tej ludzkiej osobowej formie mogę doświadczać waszej twórczości - a raczej jej iluzji. Bo nie istniejecie, ale będziecie się bronić, będziecie sprawiać wrażenie jakbyście istnieli. Jedno jest pewne - dla mnie samego przestajecie istnieć w raz z moją śmiercią - czyż nie ?
Śmierć jest pobudką ze snu, budzę się i orientuję - a no tak jasne, to jest moje życie, ale wrócę tam, bo było ciekawie, ale hmm... tym razem będę kobietą, doświadczę siebie samego w inny sposób :)

2.Wszystko zostało stworzone przeze mnie, albo na etapie kreowania tej rzeczywistości jako Kreacja (BÓG) albo w trakcie doświadczania tej rzeczywistości. (to nie łączy się całkowicie z poprzednią teorią) Każdy z nasz ma swoją rzeczywistość, lecz ową rzeczywistość zmienia. Przemieszcza się cały czas do wymiarów równoległych. W owej rzeczywistości mamy możliwość przyciągnięcia do naszego świata, innych istot których "wibracje" i poziom świadomości jest zbliżony do naszego. Lub też mogą pojawić się one chwilowo, mając za zadanie wpłynąć na ans w określony sposób. To my, za pośrednictwem wyższego JA, dobieramy sobie czynniki, by wspierać nasz rozwój. I teraz skoro wszyscy jesteśmy tym samym, czyli bogiem, wszystkim co jest, podzielonym na miliardy części, i umieszczonym w różnych postaciach, które w mniejszy lub większy sposób mogą manifestować swoje istnienie, to możemy dowolnie kreować ten świat, tę rzeczywistość. Bo jest ona indywidualna, tylko dla nas, a zarazem mamy możliwość przeplatania jej z rzeczywistością innych istot. Wrócę do "tworzenia", jeśli coś zostało stworzone, to jest takie jakie zostało stworzone (dopóki jakieś czynniki nie wpłyną na jego zmianę - logiczne) resztę tworzymy MY! Jeśli jesteśmy stwórcą czegoś, doświadczamy czegoś jako pierwsi, np. ulepimy jakiś kształt z plasteliny, to każdy kto zobaczy , lub dotknie ten przedmiot, ujrzy, i odczuje go w identyczny sposób co MY. Bo to my nadaliśmy mu formę - kształt. Wszystko co jesteśmy w stanie zobaczyć zostało stworzone przez nas w formie kreacji (boskości) lub przez nas w formie fizycznego pojemnika. Jeśli obserwujemy drzewo, którego gałęzie poruszają się na wietrze, widzimy je tylko MY to tylko dla nas istnieje, ktoś może wyobrażać sobie to drzewo mając zamknięte oczy, lecz tylko MY mamy pewność w jakim stanie jest w momencie obserwacji. Co za tym idzie, w ciele w jakim większość nas jest, możemy odbierać wszechświat na kilku drogach, możemy patrzeć, ale kiedy zamkniemy oczy obraz czegokolwiek na co patrzymy  -nie istnieje.
Nie istnieje nic za nami dopóki tego nie zaobserwujemy. Możemy usłyszeć głos kolegi z za swoich pleców, lecz jego głos nie musi być wcale powiązany z jego fizyczną formą, on w danym momencie nie istnieje z punktu widzenia postrzegania przestrzennego, jaki oferuje nam wzrok. Chcę przez to powiedzieć, że świat nie istnieje bez nas. Gdyby urodziło się dziecko nie widzące, nie słyszące, nie czujące zapachu ani dotyku. Świat nie istniał by dla tego dziecka, ono samo nie miało by czym doświadczać tej rzeczywistości. Mimo ,że dla nas oczywiste było by ,że owo dziecko istnieje, i żyje. Doświadczanie nadaje sens naszemu życiu, tylko ono ma sens. Osoba niewidząca od urodzenia żyje w całkiem innej rzeczywistości niż my, ona egzystuje, a to przestrzeń w okół niej się zmienia, wie ,że ruszając nogami w pewien sposób, może doznać różnego typu doświadczeń, po "ruszaniu tymi nogami" może po jakimś czasie, doświadczyć czegoś co nie pozwala jej ruszać nogami nadal, albo doświadczyć jakiegoś zapachu, czy dźwięku. z naszej perspektywy osoba ta się porusza, możemy jej to wytłumaczyć, ale z jej perspektywy, ona stoi w miejscu, nawet się nie przemieszcza - rusza nogami, a świat zmienia się w okół niej z perspektywy doświadczania go.

Rozjechana teoria, mogła by się zakończyć na początku, ale na jej bazie pociągnąłem temat.

Się zaczęło :D



Nom, jakoś tak wyszło ,że z dniem 20 zaczynam się organizować. Planuję biegać rankami, na stawkach. Może ktoś by chciał ? Jeśli tak, to kontakt mi. Bo pewnie będę latał koło 9/10, z zahakiem o tamtejszą "siłownie" wieczorkami koło 21 też planuję sobie biegać. Musze sprawić by weszło mi to w nawyk.

Zacząłem naukę Włoskiego, ciekawie.. Fajnie się ogarnia język z audio bookiem, i książeczką. Coś tam już się nauczyłem, ale to dopiero początek :) Wchodzi dobrze, więc mam nadzieje za miesiąc już ogarniać w miarę komunikatywnie cuś. Banalne są osoby we włoskim, jak i "to be" - "być" czy tam co tam, i  "mieć" Fajnie logicznie jest to zbudowane.

Gitara... hmm... czuję się jakbym stał w miejscu, mimo ,że jestem w stanie zagrać niemal wszystko z tabulatury. Niestety wzmacniacz nie pozwala mi na niektóre "rzeczy" - ale to pewnie wymówka.

Chciałbym znów zacząć rysować, ale chyba mam za słabe "chcenie" by zdecydować się na trening.
Pograł bym też w kartkowe RPG, nawet jako MG-Again. Myślę ,że po tych wszystkich próbach wcześniej, teraz potrafił bym znacznie lepiej "ogarniać" przygodę :D

Muszę zacząć inwestować hajs, w mnożenie hajsu, albo inwestowanie go w siebie (np. naukę języków).
Matematyka teoretyczna - fajna rzecz.

Wejścia na Bloga