wtorek, 11 czerwca 2013

Klatka

Patrzę zawsze tylko w jedną stronę, mimo iż moje życie to składowa wszystkiego co jest, to jest to z tej samej dziedziny, mam wrażenie ,że gdybym trochę bardziej odwrócił głowę, ogarnął bym ten inny świat, od tak na co dzień, nie tylko wtedy... Dlaczego nie mogę napisać czegoś na ścianie palcem i patrzeć na napis oczyma mojej wyobraźni od tak, kiedy tylko zechcę? Tak samo z sufitem, mogę sprawić by stał się przeźroczysty i popatrzeć sobie w niebo, ale jest to mało krystaliczne, nie powala mnie na kolana. Chciałbym móc łączyć wewnętrzną percepcję - wyobraźnie ze zmysłem nawet wzroku, bym mógł je przeplatać.


Rzeczywistość schematyczna, albo podprogowa... Wkurwia mnie to ,że mimo iż obudziłem się mając lat 18, i tak czuję piętno 18lat braku świadomości, czuję w sobie przeświadczenia i uprzedzenia które ktoś wlał mi do głowy. Muszę z tym walczyć i to wypierać, by zastąpić to własnym wykreowanym przeze mnie spojrzeniem na świat. Jestem w stanie uwierzyć ,że ludzi którzy mają lat np.30 nie da się już niemal odkręcić, takim zwykłym sposobem, rozmową, przedstawianiem przykładów - bo ich logika, jest zakrzywiona, nie jest logiką, jest nie kompletna i pogubiła literki... przykre. Jestem zarazem ciekaw kiedy ja sam wyprę z siebie ten cały syf który się jeszcze we mnie kłębi, nawet nawyki, lub brak tych odpowiednich doprowadzają mnie do irytacji.





Nic nie powinno być definiowane, ludzie nie potrafią przyśpieszyć własnych myśli tak by na pierwszy rzut oka było widać różnicę. To są jednostki z pkt'u 0 do 16, nie tak duża przewaga, choć zależy co obrazować ma liczba. Ale łatwiej jest zmniejszyć prędkość myśli innych jednostek np.-10 do 16, jest różnica prawda?
Ludzie którzy na to wpadli, wykorzystują nieselektywny umysł rozwijającego się dziecka, i przyklejają mu na czoło karteczki, niczym bomby zegarowe, karteczki na których jest przesłanie, które aktywuje się w odpowiednim momencie, bądź będzie trwać zawsze... Dlatego płakać mi się chce jak wchodzę do podstawówki, tyle bodźców, tyle "karteczek" a dzieci same wyciągają po nie rękę. Kiedy włączę TV, jakiś program dla dzieci... - ogłupianie masowe, a potem się dziwią ,że poziom edukacji się obniża. Dziwią się tylko niewolnicy systemu, bo reszta, wie dlaczego tak jest, i wie ,że jest to im na rękę...

niedziela, 9 czerwca 2013

Nienawidzę chajsu... pt.2

Cała reszta zysku jest ICH, mogą pakować część w rozwój firmy, w jakieś niezależne projekty, bądź kupić sobie samochód. No i ostatnia opcja, z której mogą korzystać wszyscy którzy używają opcji poprzednich, czyli inwestycja, i pomnażanie pieniędzy. To jedyny sposób by się autentycznie bogacić, i wcale nie trzeba zarabiać kokosów, by zacząć. Wystarczy kupić buty w outlecie, sprzedać je o 50% drożej. I tak będą tańsze niż w sklepie, więc ktoś się ucieszy, a przy okazji my coś zarobimy. Łażenie po lumpeksach, i ogarnianie fajnych ciuchów. (+ oszczędzanie, i nie-rozrzutność też wspierają bogacenie się, bo wybierając tańszy produkt o podobnej jakości w sekundę możemy zarobić np. złotówkę)
Możemy w końcu otworzyć sklep internetowy, w którym będziemy sprzedawać markowe ciuchy po taniości, potem zatrudnić ludzi, płacić im za znajdowanie fajnych rzeczy na sprzedaż, tak byśmy sami nie musieli za wiele robić. Możemy potem wyjechać do np. Niemiec kupić auto w komisie, przerejestrować je, i dostać w Polsce te 5/8tys więcej. Możliwości jest wiele, i jest to łatwiejsze niż "praca". Lecz wymaga od nas wiedzy, wyrachowania, cierpliwości, i malutkiego ryzyka. Ale czym to jest w porównaniu do różnicy w zarobkach czy czasie który poświęcamy na zarabianie. KAŻDY - ZAWSZE - MOŻE stać się bogatym, zaczynając od zera, od bezdomca, wystarczy zmienić mentalność...

sobota, 8 czerwca 2013

Nienawidzę chajsu...pt.1

Pieniądze dzielą ludzi, nie ważne co kto o nich sądzi. Ogólnie pieniądz sam w sobie nie ma wartości, jest tylko umownym produktem wymiany dóbr. Łatwiej przetransportować 10 tysięcy niż kilka ton pszenicy. Tylko po to zostały wprowadzone. Teraz jednak stały się "dobrem" samym w sobie. Za ich pomocą można uczynić wiele dobra ale i wiele zła. Irytuje mnie społeczeństwo, które wykreował obecny system. Ludzie których nie stać na dostojne życie - pożądają pieniędzy, a Ci co maja ich w bród zaczynają z nich korzystać inaczej. Władza, bycie najlepszym i wpływowym, "głód do bycia kimś, bycia ważnym." Nie rozumiem tego, czy pieniądze naprawdę tak zmieniają ludzi ? Jest to zatem problematyczne, tworzące problemy - innymi słowy. Bo nie chce stać się kimś obojętnym siedzącym po uszy w tym systemie. Ludzie są ogłupiani, a tak naprawdę, każdy może być niewyobrażalnie bogaty... Ale Ci co już pieniądze mają kreują pogląd ,że jest o nie trudno. Od piepszonej podstawówki, wlewają nam przez uszy-szczyny. Nie chodzi o to by bogaty zamożny człowiek o dobrym sercu - których jest wielu - sypał chajsem na około. Chodzi o to by pomógł rozwinąć się "myślą" innego człowieka, tak by ten sam mógł dojść do majątku. Bo jeśli dać losowej osobie 10tysięcy to wyrzuci je w błoto zanim się obejrzy. Dać te same pieniądze komuś kto żył dobrze, a zbankrutował, będą one dla niego fenixowym popiołem z których się odrodzi. To jest różnica w mentalności.
Gdyby każdy potrafił zarabiać, nie zarabiał by nikt, bo nie było by parobków którzy an etacie zapierdalali by za kogoś, na tym opiera się system. Możesz samemu wbić się do elity, ale musisz przy tym wykorzystywać czas ludzi którzy sami nie wiedzą co z owym czasem zrobić. Są 4 drogi dzięki którym możesz pozyskać pieniądze. Pierwszy z którego korzysta większość ludzi to sprzedawanie swojego życia, ludziom którzy lepiej wiedza co z nim zrobić. Drudzy których też jet wielu ale znacznie mniej to Ci którzy robią coś sami, a potem to sprzedają. Na dłuższą metę to nie wypali, jest z tego niemal taki sam pożytek jak z pracy na etacie. Trzecia droga to ta w której ludzie płacą ludziom za ich efekty, są to Ci z najwyższego szczebla firmy, ich założyciela albo jacyś w spół udziałowcy albo założyciele, to właśnie ci którzy zwykle prawie nic nie robią, opłacają pracowników etatowych, menadżerów reklamingu, księgowych. Cała reszta zysku jest ICH, mogą pakować część w rozwój firmy, w jakieś niezależne projekty, bądź kupić sobie samochód.

.... musze zbijać.

środa, 5 czerwca 2013

Let's learn...

Takie tam ogarniać historię z podstawówki na rebusy, obrazki i skojarzeniówki, żeby tylko brat zdał do next klasy, bu uświadomić mu ,że jest w stanie ogarnąć wszystko, to co wmawiają mu ,że nie może...

Temat : Koniec rozbicia dzielnicowego... Ogarłem jedną stronę podręcznika, teraz odpoczywam... Pewnie przypadkiem wszystko zapamiętam... ehmehm.




Gra o tron - w końcu nadrabiam 3 sezon, mega ten serial wciąga bardziej niż True Blood, po prostu mega. Ukazuje taką realność, nic nie jest jasne, nikt nie jest bez interesowny. Honor liczy się wtedy kiedy nie liczy się nic innego, sex bez miłości, miłość bez sexu, forsa i wpływy. To jakby lustrzane odbicie dzisiejszego światka ;o


Zagrał bym w Warhammer RPG, mógłbym nawet prowadzić rozgrywkę, już się chyba po tych wszystkich próbach naumiałem, robić klimat. Piszę aktualnie przygodę dla 3 graczy sobie, oryginalnie tym razem nie opisuje wszystkiego, bo moja spontaniczna wyobraźnia jest w stanie wykreować o wiele bardziej niesamowite opisy miejsc, wydarzeń i zachowania ludzi. Robię schemat, problematykę, fabułę, ogarniam charaktery postaci niezależnych, a nie pisze im dialogów jak do gry PC ;o Jak skończę może się z kimś podzielę, albo poprowadzę ją jakimś śmiałkom :D

MatE-matyka jest spoko :D Oglądałem dziś kolejny ciekawski film, i znów zaczęły mi się podkręcać jakieś teorie. Wiem ,że mogę być kim chcę, ale myślę ,że powinienem skorzystać z warunków jakie wybrałem sobie przed inkarnacją. I optymalnie z nich korzystać.
To chyba nie przypadek ,że wybrałem okres nasilonego rozwoju duchowego, nie przypadek ,że nie mam aż takiego niskiego ilorazu IQ, i nie przypadek ,że potrafię go dość dobrze wykorzystać. Nie przypadek ,że nie wyglądam jak poczwara. Może zacząć od własnej firmy, potem udzielić się medialnie, wbić w politykę z własnym kapitałem i marką jaką z siebie zrobię, i zacząć rewolucję, w jakimś kraju? A może jednak zdecyduje się na swoje własne odizolowane państewko, opierające się na prawach Kreacji? 

"Rozwój intelektualny jest ważny dopiero kiedy korzystamy z niego by rozwijać się duchowo..." 

~`Hikari Asuda Shiffer

:)



wtorek, 4 czerwca 2013

Birds





 (sorry za błędy, robię ich miliony a mój wordpad ich nie podkreśla ;o)



Sroki to hartkorowe ptaki, a nikt mi w to nie wierzył. Tak jak kiedyś widziałem jak 5 srok atakowało kota, i zajebiście wyprzedzały go w strategii i komunikacji, tak teraz ptaki strasznie hałasowały na dworze, wiec wyjrząłem rpzez okno, i zobaczyłem tez około 5 srok, które atakują jakiegoś ptaka, który z jakiegos powodu nie mógł latać. Nad nimi latała chmara wron, chcąc je jakby powstrzymać. Kiedy wybiegłem an dwór by je odstraszyć, byłą tam juz jakaś pani która zamiatała wczesniej hodnik. Sroki gdzieś zniknęły, ptak nie był w stanie sie poruszać ale dostrzegłem ,że to kruk, myślaęłm ,że kruki sa najwyżej w hierarhii ptaków miejskich, a jednak sroki ośmieliły się go zaatakować. Chmara ptactwa nadal latała w powietrzu, kiedy pani sobie odeszła, wróciła jedna sroka, i męczyła nadal kruka, niektóre wrony pikowały na nią na dół, chcąc jakby spłoszyć, nie atakowały jej jednak, wydawały przy tym dziwny dźwięk, jakby błagały o litość. a ona niczym nie przejęta, kontynuowała natarcie, w powietrzu fruwały tez nieliczne kruki, ale żaden nie pokusił się o wsparcie swojego brata. Czekały na posiłek? Uznały ,że skoro nie ejst w stanie sam się bronić to jedyne co mu się nalezy to śmierć? W końcu pani poirytowana tymi ptasimi okrzykami, podeszła do kruka, chwyciła go za skrzydła i położyła obok śmietnika. Sroka, obserwowała ją z daleka, lecz jakby śmietnik ją odstraszył, może kojarzy to miejsce z kotami ? Nie wiem, chmura ptaków się przeżedziła, tak jak ich jęki. Ptaki są juz w mojej percepsji bardziej inteligentne, powoli zaczynam je inaczej traktować, tak jak myślaęłm o nich jak o randomowych instynktownych istotach, tak widze iż tworzą społeczności. I kierują się dziwnym usposobieniem, mają hierarhię, są jednak mściwe. Sroki bywają bardzo agresywne, wrony robią za optyczną przewagę, łączą się w grupy z krukami, które są jakby ochroniazami grupy, mają jednak dzięki temu przywileje, do zdobyczy. Są inteligentne i nie ufne, tacy zwiadowcy. Tak jak koło wrony można przejśc w odległosci 1/2 metrów, i jeżeli nie patrzymy na nią i nie robimy gwałtownych ruchów, to się nie spłoszy, kruk jednak dostrzeże nas z daleka, i zwiększy odległość, jakby dmuchał na zimne... Ciekawe czy chodzi o zdolnośc obserwacji? Dydukcję? Może potrafi szacować zagrożenie? Gołębie, zbliżają się do ludzi, i czesto dostają coś do ejdzenia, chodzi o zainteresowanie się człowiekiem? Łatwiej jednak dażyć je sympatią, niż wypaczoną wronę? Są jakby bardziej miejskie, społeczne, czują się dumne z żebractwa. Mimo ,że ktoś je przepłowszy, nauczyły się przez to ,że ludzie nie stanowią większego zagrożenia, niż nagły ruch zmuszajacy do chwilowej ucieczki. Wrony maja podobną świadomość, lecz przez fakt iż nie sa darzone jakąś specjalną sympatią rzadziej dostają jedzenie, może to i dlatego ,że rzadziej sie zblizają, do ludzi, od tak by wyżebrać. Kruki obserwóją inne ptaki, i wywnioskowały ,że lepiej poszukać żarcia samemu, niż choćby w najmniejszym stopniu ryzykowac zdrowie czy życie? Takie mam wrażenie, są takimi survivalowcami. Sroki zaś ? Wydaje mi się ,że to takie assassiny ? Czekają aż inny ptasior znajdzie żarcie, albo je wyłudzi, a potem mu je odbierają w jakiejs grupie. Sroki zwykle trzymaja się razem, i sa zajebistymi rasistami. Nie widziałem by wspólnie ajdły z krukami, czy innym ptactwem.  MEGA :O

Wejścia na Bloga