środa, 22 maja 2013

Podróże w przyszłość powiadasz?

Temat rzeka... Czy są możliwe nawet trudno mi z obecną wiedzą stwierdzić.
Myślę ,że jakakolwiek ingerencja w czasoprzestrzeń tworzy kolejny wymiar równoległy.
Np. w filmie powrót do przyszłości, jest to fajnie ukazane. Bo gościu samego siebie/ albo swojego syna ?
I dziwne jest to ,że skoro z przeszłości się przeniósł a potem wrócił, to nic mu nie wspomniał ,że juz go spotkał ;o Ciekawe jak działają wspomnienia w takim przypadku. Spotykając siebie za np 3 lata, musiał bym przecież pamiętać ,że się przenosiłem. Według mnie przenoszenie się w przyszłość w obrębie tych samych rzeczywistości (czytaj wymiarów) jest nie możliwe, bo przyszłość nie istnieje. Możemy ją kreować linearnie z poziomu krystalicznej teraźniejszości. Nie wiemy na 100% jaka będzie. Mimo ,że w trakcie channelingu, czy snów proroczych mamy mozliwość przepowiedzenia przyszłości, to jest to odebranie w konkretny sposób oddziaływań pól morficznych ludzi z teraźniejszości. Więc kiedy np. jakiś terrorysta ma w zamiarach zrobić zamach, myśl ta krąży sobie, aż znajdzie odbiornik, takiego medium - otco.

Życie jest jak sen, nie istnieje bez nas samych, i to my kreujemy to jakim będzie, wiec może gdybyśmy wierzyli ,że przyszłość istnieje w naszej rzeczywistości to mogli byśmy się do niej udać, prędzej czy później się dowiem, chyba ,że jak po każdej reinkarnacji dane nam będzie zapomnieć :O

poniedziałek, 20 maja 2013

Niekiedy wyrażanie własnej opinii traci sens...




Tak sobie myślę, że stałem się strasznie pogardliwy. Mam świadomość tego ,że każdy może mnie czegoś nauczyć, a jednak to ja zasypuje ludzi wiedzą. Może oni jej nawet nie chcą. Zastanawiam się czy mniej samolubne jest właśnie mówienie o tym czego się dowiedziało, by ktoś mógł połknąć swego rodzaju pigułkę, czy też lepiej jest słuchać tego co ktoś ma do powiedzenia. Czy mówiąc komuś cokolwiek nie zaspokajam swojego ego i przy okazji nie staram się podświadomie ukazać wyższości? A może kiedy siedzę jak wryty i doświadczam czyiś słów, jak pijawka, jestem samolubny :O


Jak to zwykle bywa, pewnie najlepszy jest kompromis. Bo moje relacje z ludźmi wyglądają właśnie tak, że albo ja mówię, albo ja słucham, rzadko jest jakaś wymiana. Hmm, jest no jest.... owszem, ale nie taka jakiej bym oczekiwał.. Obudzę was może tym starym remixem powyżej, chodź mało pobudzający jest... Więc jakby ktoś chciał czegoś więcej to tu "nadole tam" jest next :D Chciałem zarzucić Die Antwoord, ale ta chillowa radiówka też jest spoko. Miłego dnia, niech będzie taki i tylko taki jakiego oczekujecie, w sumie... głupie życzenie, bo tak jest zawsze ;o




















Teoria :O




Tak sobie zapiszę, dwie teorie na które wpadłem, edukując się duchowo.

1. Jesteśmy centrum wszechświata, naszej rzeczywistości. Nasze "życie" jest jak sen.
Kiedy śnimy, możemy spotkać ludzi, rozmawiać z nimi, odwiedzać znane nam miejsca, bądź nawet te w których nie byliśmy - konstruujemy je. Teorii tej nie da się podważyć ani udowodnić. A zatem.
Tak jak nasz sen, przenosi nas do innej rzeczywistości, gdzie nasza fizyczna rzeczywistośc jest dla niego bazą. Zwykle nie jesteśmy świadomi tego ,że śnimy, nie kwestionujemy tego. A nawet kiedy wydaje nam się ,że jesteśmy we śnie, mówiąc o tym komuś, mówiąc ,że nie istnieje, że jest tylko iluzją - projekcja naszego umysłu - stawia się, i nigdy nie przyznaje nam racji. Z zewnątrz wydaje się to logiczne, ale nie mamy jak udowodnić temu komuś ,że jest iluzją. Sądzę ,że mogło by być tak w naszej rzeczywistości. Jestem tylko ja, a reszta jest projekcją mojej rzeczywistości. Tylko ja sam mam świadomość swojego istnienia, a istnienie wszystkiego dookoła mogę kwestionować. Co z tego ,że ktoś z was powie mi : "Ej stary, przecież jestem wolny, myślę i gadam z Tobą?!" Jasne, dochodzi między nami do komunikacji, można nawet za pomocą specjalnych urządzeń zobrazować twoje myśli, "udowodnić" ich istnienia. ALE, nawet widząc wykres mogę stwierdzić, że jest to kreowane tylko przez mój umysł. Doświadczam w swojej rzeczywistości samego siebie, jesteście mną, częścią wszechświata, i ja w tej ludzkiej osobowej formie mogę doświadczać waszej twórczości - a raczej jej iluzji. Bo nie istniejecie, ale będziecie się bronić, będziecie sprawiać wrażenie jakbyście istnieli. Jedno jest pewne - dla mnie samego przestajecie istnieć w raz z moją śmiercią - czyż nie ?
Śmierć jest pobudką ze snu, budzę się i orientuję - a no tak jasne, to jest moje życie, ale wrócę tam, bo było ciekawie, ale hmm... tym razem będę kobietą, doświadczę siebie samego w inny sposób :)

2.Wszystko zostało stworzone przeze mnie, albo na etapie kreowania tej rzeczywistości jako Kreacja (BÓG) albo w trakcie doświadczania tej rzeczywistości. (to nie łączy się całkowicie z poprzednią teorią) Każdy z nasz ma swoją rzeczywistość, lecz ową rzeczywistość zmienia. Przemieszcza się cały czas do wymiarów równoległych. W owej rzeczywistości mamy możliwość przyciągnięcia do naszego świata, innych istot których "wibracje" i poziom świadomości jest zbliżony do naszego. Lub też mogą pojawić się one chwilowo, mając za zadanie wpłynąć na ans w określony sposób. To my, za pośrednictwem wyższego JA, dobieramy sobie czynniki, by wspierać nasz rozwój. I teraz skoro wszyscy jesteśmy tym samym, czyli bogiem, wszystkim co jest, podzielonym na miliardy części, i umieszczonym w różnych postaciach, które w mniejszy lub większy sposób mogą manifestować swoje istnienie, to możemy dowolnie kreować ten świat, tę rzeczywistość. Bo jest ona indywidualna, tylko dla nas, a zarazem mamy możliwość przeplatania jej z rzeczywistością innych istot. Wrócę do "tworzenia", jeśli coś zostało stworzone, to jest takie jakie zostało stworzone (dopóki jakieś czynniki nie wpłyną na jego zmianę - logiczne) resztę tworzymy MY! Jeśli jesteśmy stwórcą czegoś, doświadczamy czegoś jako pierwsi, np. ulepimy jakiś kształt z plasteliny, to każdy kto zobaczy , lub dotknie ten przedmiot, ujrzy, i odczuje go w identyczny sposób co MY. Bo to my nadaliśmy mu formę - kształt. Wszystko co jesteśmy w stanie zobaczyć zostało stworzone przez nas w formie kreacji (boskości) lub przez nas w formie fizycznego pojemnika. Jeśli obserwujemy drzewo, którego gałęzie poruszają się na wietrze, widzimy je tylko MY to tylko dla nas istnieje, ktoś może wyobrażać sobie to drzewo mając zamknięte oczy, lecz tylko MY mamy pewność w jakim stanie jest w momencie obserwacji. Co za tym idzie, w ciele w jakim większość nas jest, możemy odbierać wszechświat na kilku drogach, możemy patrzeć, ale kiedy zamkniemy oczy obraz czegokolwiek na co patrzymy  -nie istnieje.
Nie istnieje nic za nami dopóki tego nie zaobserwujemy. Możemy usłyszeć głos kolegi z za swoich pleców, lecz jego głos nie musi być wcale powiązany z jego fizyczną formą, on w danym momencie nie istnieje z punktu widzenia postrzegania przestrzennego, jaki oferuje nam wzrok. Chcę przez to powiedzieć, że świat nie istnieje bez nas. Gdyby urodziło się dziecko nie widzące, nie słyszące, nie czujące zapachu ani dotyku. Świat nie istniał by dla tego dziecka, ono samo nie miało by czym doświadczać tej rzeczywistości. Mimo ,że dla nas oczywiste było by ,że owo dziecko istnieje, i żyje. Doświadczanie nadaje sens naszemu życiu, tylko ono ma sens. Osoba niewidząca od urodzenia żyje w całkiem innej rzeczywistości niż my, ona egzystuje, a to przestrzeń w okół niej się zmienia, wie ,że ruszając nogami w pewien sposób, może doznać różnego typu doświadczeń, po "ruszaniu tymi nogami" może po jakimś czasie, doświadczyć czegoś co nie pozwala jej ruszać nogami nadal, albo doświadczyć jakiegoś zapachu, czy dźwięku. z naszej perspektywy osoba ta się porusza, możemy jej to wytłumaczyć, ale z jej perspektywy, ona stoi w miejscu, nawet się nie przemieszcza - rusza nogami, a świat zmienia się w okół niej z perspektywy doświadczania go.

Rozjechana teoria, mogła by się zakończyć na początku, ale na jej bazie pociągnąłem temat.

Się zaczęło :D



Nom, jakoś tak wyszło ,że z dniem 20 zaczynam się organizować. Planuję biegać rankami, na stawkach. Może ktoś by chciał ? Jeśli tak, to kontakt mi. Bo pewnie będę latał koło 9/10, z zahakiem o tamtejszą "siłownie" wieczorkami koło 21 też planuję sobie biegać. Musze sprawić by weszło mi to w nawyk.

Zacząłem naukę Włoskiego, ciekawie.. Fajnie się ogarnia język z audio bookiem, i książeczką. Coś tam już się nauczyłem, ale to dopiero początek :) Wchodzi dobrze, więc mam nadzieje za miesiąc już ogarniać w miarę komunikatywnie cuś. Banalne są osoby we włoskim, jak i "to be" - "być" czy tam co tam, i  "mieć" Fajnie logicznie jest to zbudowane.

Gitara... hmm... czuję się jakbym stał w miejscu, mimo ,że jestem w stanie zagrać niemal wszystko z tabulatury. Niestety wzmacniacz nie pozwala mi na niektóre "rzeczy" - ale to pewnie wymówka.

Chciałbym znów zacząć rysować, ale chyba mam za słabe "chcenie" by zdecydować się na trening.
Pograł bym też w kartkowe RPG, nawet jako MG-Again. Myślę ,że po tych wszystkich próbach wcześniej, teraz potrafił bym znacznie lepiej "ogarniać" przygodę :D

Muszę zacząć inwestować hajs, w mnożenie hajsu, albo inwestowanie go w siebie (np. naukę języków).
Matematyka teoretyczna - fajna rzecz.

środa, 15 maja 2013

How much is real...?

Jeśli ma się z kimś słaby kontakt, to chyba jest się zbyt podobnym do tej osoby, by czegokolwiek się od niej nauczyć, doświadczyć. Patrzymy w takich ludzi niemal jak w lustro, to ciekawe. Kiedy wiecie ,że nie potrzeba zaczynać tematu, bo w kilka chwil wiecie ,że myślicie identycznie.

Miałem znów rozkminy na temat czasu. Ciekawe czy po śmierci czas istnieje, tzn, po opuszczeniu tego wszechświata. Bo można przecież umrzeć i tu pozostać... ciągnąc dalej swój sen. Ale czy po wyłączeniu, budzimy się nagle w naszej świadomości, stwierdzamy ,że chcemy wrócić do tej rzeczywistości, wracamy w innym ciele, przedmiocie, i doświadczamy na nowo. Chodzi mi o tę bezczasową chwilę w której decydujemy się na kolejny sen. To nie trwa, bo w tamtym świecie czas nie istnieje. Zasypiamy w stanie który nazywamy "życiem" po to by linearnie doświadczać czasu, który istnieje tylko w tej perspektywie. Po obudzeniu się zdaje nam się ,że nic się nie zmieniło, mamy tylko więcej doświadczenia, więcej w pamięci. Takie bezczasowe pstryk, i postrzegamy wszystko co się działo w śnie... Dzięki opóźnieniu jakie wprowadza czas, mamy wpływ na swój sen. To tak jak zasypianie na noc w naszej rzeczywistości. Niektórzy w trakcie takiego snu, nie są świadomi tego ,że śnią. Są więc motani po całym wykreowanym świecie, jak worek mięsa, bezwładny z zerowym wpływem na swój los. Kiedy staja się świadomi mogą wtedy zmienić to co jest, wpłynąć na siebie. Identycznie jest w tej rzeczywistości. Skąd wiecie ,że nie śpicie teraz? Nie śpicie w waszej rzeczywistości, ale wasza rzeczywistość jest snem. Kiedy to dostrzeżecie, i podporządkujecie się prawą które mają wam służyć. Zaczniecie kreować swój świat, dosłownie i w przenośni.

Musze się poważnie zastanowić nad tym czego oczekuję od życia, nie chce go random'owego

Wejścia na Bloga